theophilus london

#FridayRoundup: Mac Miller, Mura Masa, Theophilus London i inni

#FridayRoundup

Po krótkiej noworocznej przerwie wracamy do cyklu #FridayRoundup, w którym dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych, a tych było w miniony piątek całkiem sporo — od oczekiwanego pośmiertnego krążka z nagraniami nieodżałowanego Maca Millera, przez nowe krążki Mury Masy, Theophilusa Londona i Emily King, debiut 070 Shake i kolaborację Madliba z Oh No pod szyldem The Professionals aż po kuriozalny surprise album Eminema, który zelektryzował sieć, choć wcale nie powinien.


Circles

Mac Miller

Warner

Pierwszy pośmiertny krążek Mac Millera powstawał mniej więcej w tym samym czasie co ostatnia studyjna płyta artysty, czyli rewelacyjne Swimming i z założenia tworzyć miała spójną całość zatytułowaną Swimming in Circles. Tragiczna śmierć przerwała jednak proces tworzenia tego wydawnictwa. Po śmierci Malcolma rozpoczęte już szkice utworów postanowił ukończyć Jon Brion, czyli amerykański multiinstrumentalista oraz producent, znany, chociażby z wielu ścieżek dźwiękowych, ale również udziałów przy produkcji utworów dla takich artystów jak m.in. Beyonce, Frank Ocean, Janelle Monáe czy Kanye West. Muzyk współtworzył już wcześniej kilka utworów ze wspomnianego wcześniej Swimming i brał czynny udział w tworzeniu pomysłów na album Circles. Bazując na tym, co już powstało oraz na rozmowach, podczas których omawiali wspólne wizje tego, jak wyglądać ma końcowy efekt, doprowadził on wszystko do końca. Jeżeli dorzucimy do tego jedne z najbardziej osobistych tekstów rapera, otrzymamy bardzo smutne, ale jednocześnie przepiękne pożegnanie z fanami, które nie jest kolejnym, napchanym przypadkowymi udziałami gości, krążkiem stworzonym po śmierci artysty, ale pełnoprawnym i w dodatku znakomitym krążkiem. — efdote


R.Y.C

Mura Masa

Universal / Polydor / Anchor Point

Drugi album Mura Masy jest zupełnie inny od swojego poprzednika, którego warstwa muzyczna opierała się na marimbie, a całość była znacznie bliższa czarnym brzmieniom. R.Y.C (Raw Youth Collage), zgodnie z zapowiedzią, to mieszanka wszelkiej elektroniki lat 90. i gitar. Również wybór gości jest bardziej eklektyczny. Z jednej strony pojawia się tu Slowthai, z drugiej indie rockowy zespół Wolf Alice albo łagodna Clairo czy Tirzah. Chodzi tu przede wszystkim o powrót do przeszłości, pewną nostalgię i ucieczkę przed teraźniejszością. Decyzja o pójściu w tym kierunku muzycznym była dość ryzykowna. Sprawdźcie, jak Alex sobie z tym poradził. — Klementyna


Bebey

Theophilus London

My Bebey / Independently Popular

Mało kto chyba jeszcze pamiętał, że Bebey, zapowiadany od 2016 roku następca Vibes sprzed aż sześciu lat, wciąż jest na liście potencjalnych premier. Wtedy właśnie ukazał się fantastyczny new-wave’owy singiel „Revenge” z Arielem Pinkiem, który wieńczy tę niecodzienną płytę, na której znalazło się miejsce dla Raekwona, zaskakująco wyciszonego post-rapowego Lil Yachty’ego i dwóch świetnych duetów z Kevinem Parkerem z Tame Impali, spośród których jeden jest reinterpretacją klasycznego nigeryjskiego boogie z lat 80. Na Bebey urodzony na Trynidadzie London kreatywnie żongluje gatunkami we właściwy sobie sposób. To jazda po wertepach ze znakomitymi momentami. — Kurtek


Modus Vivendi

070 Shake

GOOD / Def Jam / UMG

Wyczekiwany debiut 070 Shake Modus Vivendi to muzyczna oprawa postapokalipsy, ale bardziej w wydaniu romantycznym niż futurystycznym. Oto potomkini Teyany Taylor ląduje w kapsule Dragon 3.19 na Marsie. Wciąż jednak odczuwa emocje tak samo jak jej przodkowie. A są to emocje godne GOOD Music: tęgie gitarowe riffy, pompatyczne elektro, odrobinę plemiennej rytmiki, no i Auto-Tune’a, który w 2070 jest zaadoptowany do tego stopnia, że stanowi pełnoprawny substytut naturalnego wokalu. Zamiast gości do swojej kosmicznej kapsuły 070 Shake zabiera cytaty z Debussy’ego czy Bena E. Kinga. Oś centralną Modus Vivendi stanowi połączenie syntetycznego pop rapu i R&B, rozmyte w chmurze dźwięków. Być może zbyt rozmyte (co mnie osobiście przypomina wspomnianą Teyanę Taylor z K.T.S.E., płyty sprawiającej niekiedy wrażenie mniej dopracowanej od strony producenckiej), ale i niepozbawione nadziei na przyszłość. — Maja


Sides

Emily King

ATO / PIAS

Najnowsza propozycja nowojorskiej artystki Emily King zawiera zbiór jedenastu wyselekcjonowanych z dotychczasowej twórczości utworów, zaaranżowanych na wersje akustyczne. Za produkcję albumu Sides odpowiada J. Most, a wokalnie artystkę wsparła Amerykanka Sara Bareilles, z którą Emily obecnie koncertuje. Całość krążka jest bardzo płynna, utrzymana w klimacie popu i rocka z lat osiemdziesiątych, z domieszką współczesnego R&B i lekkim tchnieniem jazzu. A wszystko dzięki różnorodności instrumentów wiolonczeli, smyczków, pianina, gitary, czy perkusji, wysuwających się zdecydowanie na pierwszy plan. Jednak elementem spajającym wszystkie szczegóły jest delikatny wokal King, który w instrumentalnych wersjach dotychczas znanych kompozycji, brzmi delikatnie i niezwykle kojąco. — Forrel


The Professionals

Madlib & Oh No

Madlib Invazion

Madlib i Oh No w końcu wydali wspólny album. Na przestrzeni lat współpracowali ze sobą rzadko, np. na The Disrupt — solowym debiucie młodszego z braci Jackson, a nazwa The Professionals, jako ich projektu, pojawiła chociażby dwanaście lat temu na producenckim krążku Madliba WLIB AM: King of the Wigflip. Przy natłoku płyt jakie panowie rocznie wypuszczają nie powinno dziwić, że właściwy krążek duetu ukazał się dopiero teraz. Taki pomysł na projekt sugerowałby, że dostaniemy coś w stylu drugiego Jayliba, przynajmniej jeśli chodzi o strukturę materiału — Madlib rapujący na bitach brata i odwrotnie, albo obydwaj bracia rapujący we wszystkich numerach, ale produkcją dzielący się po połowie. Tak nie jest. Madlib odpowiada tu za bity, Oh No za rap. Całość zawiera trzynaście numerów a gościnnie pojawiają się między innymi Chino XL i Elzhi. Cóż, Oh No nigdy nie był mistrzem mikrofonu, świetnie sprawdzał się za to jako producent, więc szkoda, że i jego bitów tutaj nie usłyszymy, ale i tak jestem bardzo ciekawy jaki wyszedł finalny efekt tej współpracy. — Dill


Music to Be Murdered By

Eminem

Interscope / Shady / Aftermath

Kuriozum. To określenie przyszło mi na myśl w trakcie słuchania najnowszego krążka (ex)legendy rapu z Detroid i nie chciało dać się zastąpić jakimkolwiek innym. Nie pomagała w tym, oczywiście, sama płyta, która kolejnymi abominacjami tylko jeszcze bardziej legitymizowała ten opis, serwując ciężkostrawną mieszankę hipokryzji, taniej kontrowersji i przeforsowanych rozwiązań producenckich. Emenems nagle zapomina o swoich korzennych manifestach i zaprasza do gościnnego udziału Young M.A. (bo przecież jak już zapraszać młodą szkołę to tylko tych obrzydliwie miałkich i niewyrazistych graczy) i próbuje wycisnąć trochę hajsu z żałoby po Juice Wrldzie (bo jak już bezcześcić swoje dziedzictwo, przy okazji można zahaczyć o spuściznę innych artystów). Oprócz tego dostajemy wyjątkowo patetyczną i leniwą interpolację „Sound of Silence”, gościnkę rudego barda (wiadomo którego), obrzydliwe, misoginistyczne podśmiechujki z molestatorskim podtekstem (She’s like „That’s harassment,” I’m like „Yeah, and?” mmm, pycha) i desperackie próby ratowania wizerunku generycznymi tematami przeżutymi i wyplutymi we wcześniejszej twórczości (kliszowy „Stepfather”, patetyczne „Leaving heaven”). Wisienką na torcie jest obleśny punchline o zamachu w Liverpoolu na koncercie Ariany Grande i mamy zarówno najgorszą część boomerskiej trylogii Eminema i poważnego kandydata na najgorszy album tego roku. — Wojtek


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Theophilus London w 80-sowym splocie twórczym z Tame Impalą

Po coverze Steve’a Monite’a Theophilus London pozostaje w 80-sowym splocie twórczym z Tame Impalą. Artyści po raz kolejny łączą oldschoolowy syntezatorowy funk z neo-psychodelicznym zacięciem z poprapową tkanką Londona, tym razem w ramach autorskiego „Whiplash”, w którym błyszczy przede wszystkim produkcja Kevina Parkera, ale już minimalistyczny, repetytywny refren niekoniecznie oddaje nagraniu sprawiedliwość. Niemniej nadal czekamy na Nights B4 BeyBey — nie ma jeszcze daty, ale trudno nie odnieść wrażenia, że to już bardzo niedługo.

Theophilus London z Tame Impala odświeżają klasyk Steve’a Monite’a

Jeśli bywacie w klubach czy na koncertach, musicie kojarzyć melodię „Only You” nigeryjskiego wokalisty Steve’a Monite’a z jego krążka o tym samym tytule z 1984 roku. Nie był to co prawda wówczas przebój na miarę Top of the Pops, ale gdy w 2016 oficyna Soundway wypuściła kompilację Doing It in Lagos: Boogie, Pop & Disco in 1980s Nigeria z klasycznym afrykańskim boogie, internet momentalnie podchwycił popowy kunszt „Only You”, a sam numer stał się jednym z ulubionych 80sowych tracków wielu didżejów na całym świecie. Teraz Theophilus London połączył siły wraz z Tame Impala, by przybliżyć „Only You” słuchaczom, którzy nie mieli jeszcze szczęścia na tę nutkę trafić. Nie jest to odkrywcza interpretacja, co więcej — całkiem zachowawcza, podobna do tego, co kilka lat temu Ariel Pink zrobił z odkrytym w podobnych okolicznościach „Baby” Donniego i Joego Emersonów. W tym przypadku jednak całość od razu okraszono klimatycznym klipem w stylu miejsca i epoki. To drugi singiel promujący nowy album Londona Bebey. W tym przypadku nie ma sensu spierać się, kto zrobił to lepiej, dopóki w centrum pozostaje rewelacyjne „Only You”!

Theophilus London z letnim vibe’m w klipie do „Bebey”

Niedawno Theophilus London wydał nowy mixtape zatytułowany Nights B4 Bebey. Materiał zawiera ekskluzywne numery, kilka teaserów, ale też, co ciekawe, cover „All That She Wants” legendarnego Ace of Base. Jednym ze wspomnianych teaserów jest fragment utworu „Bebey”, który teraz, miesiąc po premierze możemy wreszcie usłyszeć w całości. Wszystko dlatego, że dosłownie kilka dni temu ukazał się klip, a dokładnie lyric video do tego właśnie dzieła. Track jest utrzymany w bardzo letnim klimacie i szybko wpada w ucho. W teledysku widzimy Theophilusa bujającego się w rytm bitu, a co jakiś czas pojawiają się ujęcia pięknych pań nawet bardziej upiększanych przez kosmetyczki. Dzięki takim kawałkom wakacje nigdy się nie kończą!

Nowy utwór: Theophilus London feat. Ariel Pink „Revenge”

revenge

Pamiętacie jeszcze Vibes? Drugi oficjalny album Theophilusa Londona poległ na zasadzie niespełnienia nadziei z nim związanych, a te poparte były między innymi współpracą muzyka z Kanye i Leonem Ware’em. Dwa lata później Theo powraca z nowym singlem, za pomocą którego mści się na tych, którzy w niego zwątplili. Dobra, przesadzam, ale newwave’owe „Revenge” brzmi jak wyrwane z debiutanckiego Timez Are Weird These Days, co mi osobiście nawet odpowiada. Dzieła sprowadzania na nas widma lat osiemdziesiątych dopełnia gościnny występ idola miłośników indie-lo-fi-psychodeli-cholera-wie-czego-jeszcze, czyli Ariela Pinka we własnej osobie. Singiel udostępniony został do ściągnięcia na stronie wytwórni Fool’s Gold, czyżby to oni byli nowymi wydawcami artysty? Czekamy na więcej informacji, a jeszcze bardziej czekamy na więcej muzyki.

Nowy utwór: Theophilus London „Stay”

theophilus-london-stay

Theophilus London wjeżdża z nowym singlem dwa lata po premierze jego ostatniego krążka — Vibes. „Stay” to szybki elektroniczny numer dokładnie w stylu Londona. Ma klubowy potencjał, więc spodziewam się, że będzie ładnie hulał na imprezach. Singiel jest zapowiedzią nadchodzącej trzeciej solówki Theophilusa — NY THEO. Kiedy premiera? Tego jeszcze nie wiadomo, zatem pozostaje czekać.

Nowe video: Kanye West „All Day (Live At The 2015 BRIT Awards)”

alldayKanye podgrzewa atmosferę po raz kolejny. Na oficjalnym kanale Westa zostało dzisiaj udostępnione video z transmisji gali BRIT Awards, gdzie po raz pierwszy mogliśmy usłyszeć prawdziwy banger z nadchodzącego albumu „So Help Me God”. W najbliższym czasie pojawić ma się także teledysk. Też czekacie na każdą świeżynę od Yeezusa z zapartym tchem czy macie już dość?

Recenzja: Theophilus London Vibes

theophilus

Theophilus London

Vibes (2014)

Warner Bros.

Od czasu, kiedy wraz z Theophilusem Londonem powiedzieliśmy Timez Are Weird These Days, minęły trzy lata. Przez ten niekrótki okres Theo wydał mixtape, remixową edycję debiutu, kilka luźnych utworów, zapowiedział szerszą współpracę z Jesse’em Boykinsem III. Grał koncerty nawet w naszym kraju, a ostatnio zaczął udawać na twitterze rzecznika prasowego Kanyego Westa. Vibes, jego drugi oficjalny album, pięknie zapowiadał się „na papierze”. Wspomniany West jako producent wykonawczy, legendarny Leon Ware maczający palce w kilku utworach, czy gościnny występ Dev Hynesa. Jednak wraz z rozpoczęciem odsłuchu emocje opuszczają nas szybciej niż Morrissey warszawską Stodołę.

Kilka momentów się udało. W utworach, w których powstaniu brał udział mistrz Ware, faktycznie czuć jego rękę, a nie tylko muśnięcie koniuszkami palców. Bijąca rodem z końca lat siedemdziesiątych magia późnego motownowego soulu odzywa się na początku płyty w „Water Me” i na końcu, w „Figure It Out”. Znakomicie wyszedł pocięty, vocoderowy gospel w „Can’t Stop”, a Kanye udowodnił że jak chce, to potrafi zdobyć kilka punktów u słuchaczy będących z nim od czasów The College Dropout. Da się również docenić ekscentrycznie zakręcone brzmienie „Get Me Right”, czy wywiązujące się ze swojego tytułu „Tribe”. Oto najlepsze momenty płyty — szkoda, że prawie w żadnym z przypadków nie jest to zasługa gospodarza.

Nie będę krytykował lirycznej warstwy, pełniącej funkcję w stylu „byle było czym zagadać podkłady”. Tak zawsze było u Theophilusa, że nie chodziło o teksty i technikę, ale o klimat, dobrą zabawę i pomysł, by stworzyć własną wersję hip hopu zanurzoną w sosie new wave’u i popu lat osiemdziesiątych. Na Vibes raper niby kontynuuje ten koncept, ale muzyka trochę za mocno przełamuje swój charakter. Utwory czasem bardziej przypominają szkice, albo raczej układanki losowych elementów kojarzących się z pewną epoką, ale nie tworzących logicznej całości. Żeby było jeszcze gorzej, ktoś musiał za mocno utwierdzić rapera w błędnym przekonaniu, że jest również świetnym wokalistą. Nie jest nim, a niestety jego bezbarwne (pod tym względem na Timez… było jakoś lepiej) podśpiewywanie zajmuje niebezpiecznie obszerną część materiału. Uszy może nie bolą od tego, ale zostajemy uświadomieni o tym, że nawet przeciętność nie ma swoich granic. Chociaż nie, w trakcie pseudojamajskiej sekcji drugiej połowy płyty uszy faktycznie bolą.

W pierwszym tygodniu od premiery Vibes sprzedało się w zastraszającej liczbie 2800 egzemplarzy. Jeśli to nie PKW liczyło kopie i wynik można uznać za w pełni wiarygodny, jest to dosyć przykra sprawa. Bardzo rzadko tworzę jakiekolwiek korelacje między komercyjnym sukcesem a artystyczną wartością muzyki. W tym przypadku również nie będę tego robić. Mam jednak nadzieję, że Theophilus wyciągnie z tej porażki jakieś wnioski. Przydadzą mu się.

Brazylijska inspiracja osadzona w nowojorskim otoczeniu w nowym klipie Londona

theophilus-rio-video

Podróżuje ten Thoephilus, a podróżuje. Tym razem do Rio de Janeiro, choć teledysk kręcony był w Nowym Jorku. Romantyczna to serenada i osadzona w stylu retro. Pachnie popem z lat 80., ale słychać też soul z lat 70., szczególnie w sekcji dętej. Tak poskładane dźwięki mają nas przenosić do gorących nocy na piaszczystej Copacabanie. Stroje zapożyczone z minionych epok, ale umieszczone w 2013 dają efekt vintage. London nie tylko stylowo wygląda, ale też uwodzi. Żadnych gołych pośladków w sypialni, tylko szeptanie do ucha, flirt i lekkie podrygiwanie. Przyszłość rysuje się dla Theo w kolorowych barwach, sądząc po tym singlu i klipie. Jeśli utwór trafi na wychodzący w sierpniu album, można być spokojnym o jego poziom.

Get More:
www.mtvu.com

 

Nowy utwór: Theophilus London feat. The Menahan Street Band „Rio”

rio

Oprócz kolaboracji z Jesse’em Boykinsem III, Theophilus London pracuje ostatnio nad swoim następnym albumem solowym, kontynuacją ciepło przez nas przyjętego Timez Are Weird These Days. Jako dowód, że projekt ewidentnie jest w drodze, najlepiej posłuży singiel. „Rio” to utwór powstały we współpracy z The Menahan Street Bandem – renowatorami afro-beatu znanymi również jako zespół Charlesa Bradleya. Trzeba przyznać, że singiel jest powiewem świeżości zarówno w dyskografii Theo jak i w muzycznym c.v. Menahanów.

Theophilus London i Jesse Boykins III jako Paris 96

Obaj siedzą w branży muzycznej od około pięciu lat, obaj zgrabnie wymykają się z narzucanych im gatunkowych szufladek, obaj w zeszłym roku dali świetne koncerty w Warszawie. Theophilus LondonJesse Boykins III, od teraz możecie mówić na nich Paris 96. Taki sam tytuł nosić będzie debiutancka epka duetu, którą usłyszymy już w kwietniu. Promujący ją singiel „Afternoon” wskazuje, że mamy na co czekać,  wręcz bardziej zachęca niż singiel innego powstałego niedawno hip hop/r&b duetu: Ab-SoulaJMSNa. Zatem jeśli wychodzący w lutym projekt Unit 6 nie sprosta naszym oczekiwaniom, to cytując Casablancę: We’ll always have Paris.

Nowy utwór: Rihanna feat. Theophilus London – Jump (Club Cheval Remix)

Pracujący obecnie nad swoim drugim albumem Theophilus London w ramach relaksu wraz z francuskim producentem Club Chevalem zdecydowali się odejść na chwilkę od konceptu nowej płyty i wypuścić nowy luźny kawałek. Efektem jest remix utworu Rihanny pt. „Jump” z ostatniego krążka Unpologetic. Brzmienie oscyluje pomiędzy klimatami EDM oraz rapu, więc jeśli jestescie fanami artystów pokroju Diplo czy Bengi z pewnością utwór wpasuje się w Wasz gust. Dajcie znać jak się podoba!

Nowy teledysk: Big Boi feat. Theophilus London & Tre Luce „She Said Ok”

W nowo wypuszczonym teledysku do utworu „She Said Ok” obaj raperzy dość obcesowo traktują zagadnienie podrywu, bezceremonialnie prosząc kobiety o pokazanie im swoich wdzięków.  Metody tej nie polecam, natomiast dla relaksu, polecam wysłuchać tego utworu z lekkim przymrużeniem oka. Obok Sir Luciousa i Theo, w refrenie i hookach możemy usłyszeć wokalistę Tre Luce rodem z Atlanty, który dopełnia poczynania swoich kolegów. Kawałek wyprodukował pan o nazwisku Chris Carmouche, który osadza nas w bardzo spokojnym klimacie brzdękających gitarowych riffów i powolnej, pełzającej perki w tle. Wprowadza nas to w nastrój slow jamu, żeby nie powiedzieć . . . sex jamu. Kolejne, odważne wersy Generała Pattona i Londona łagodzi swoim, miękkim wokalem wspomniany już Luce. Całość prosta, zgrabna, nieskomplikowana i wpadająca w ucho.

Nagranie ma znaleźć się zarówno na nadchodzącym krążku Big Boia Vicious Lies & Dangerous Rumors jak i mixtapie Theophilusa Londona Escape From Rose Island. 

Nowy mixtape: Theophilus London Rose Island vol. 1


Muzykę pana Theophilusa Londona bardzo lubimy. Jego debiutanckie Timez Are Weird These Days trafiło na nasza listę najlepszych albumów roku 2011, zaś jego występ w Polsce spokojnie trafiłby na listę ulubionych koncertów 2012 (gdybyśmy taką stworzyli). W momencie, w którym czytacie te słowa, po sieci krąży już najnowszy mixtape rapera. Rose Island vol.1, jak widać po samej trackliście, zawiera remixy, covery, parę znanych już utworów (duety z Big BoiemA$AP Rockym), ale także trochę w pełni premierowego materiału. Interesująco zapowiada się „Dancing” z featuringiem… Marvina Gaye’a – nie rozumiem tej mody na podpisywanie sampli jako gościnne występy. Wszystko inne rozumiem i zabieram się niedługo do odsłuchu.

Rose Island vol.1

Nowy utwór: Big Boi & Theophilus London „She Said OK” ft. Tre Luce

Big Boi oraz Theophilus London przygotowali dla nas bardzo zmysłowy numer „She Said Ok”. Na delikatnym soulowym beacie pojawia się także Tre Luce. Za produkcję odpowiada Chris Carmouche, który współpracował już wcześniej z OutKastem. Przypominam, że Big Boi przygotowuje się do wydania drugiego solowego krążka Vicious Lies and Dangerous Rumors.

Theophilus London dwa razy w Polsce!


Po nowym klipie czas na wielkie wiadomości. Theophilus London pojawi się w tym roku 2 razy w Polsce! 17 maja artysta wraz z całym zespołem pojawi w katowickim JazzClubie Hipnoza w ramach BEFORE Tauron Nowa Muzyka. 18 maja zaś, nawiedzi Gdańsk. O szczegółach, biletach i innych informacjach będziemy Was informować na bieżąco.

Nowy teledysk: Theophilus London – „All Around The World”

W oczekiwaniu na Timez Are Weird These Nights (The Remixes) Theo udostępnił kolejny klip do „All Around The World” z zeszłorocznego albumu. Spodziewajcie się żywiołowego montażu składającego się z zapisów z podróży i koncertów. Warto obejrzeć – w zalewie teledysków Theophilusa jest jednym z najlepszych.

Theophilus London zapowiada Timez Are Weird These Nights (The Remixes)

Pamiętacie jeszcze o Times Are Weird These Days? Zeszłoroczny album Theophilusa nie zdołał wspiąć się na wyżyny notowań i przysporzyć autorowi tylu pochwał, co jego wcześniejsze mixtape’y. Sytuacja może ulec zmianie 24 kwietnia, kiedy to London pobłogosławi zbiór remixów przewrotnie zatytułowanych (więcej…)

Nowy utwór: Theophilus London feat. Blood Orange „Take It Off (Dim The Lights)”

Theophilus LondonBlood Orange. Czy można wymarzyć sobie bardziej wysublimowaną kolaborację? Cover utworu Pharrella Williamsa to uczta dla zmysłów i ścieżka dźwiękowa do wieczornych spotkań przy winie…LondonDevonté Hynes wiedzą czego pragną kobiety. Gorąco polecam!

Nowy utwór: Theophilus London „Last Night”

theophilus-london-last-night-lvrs-anthem

Nowy, hipnotyzujący kawałek od Theo! Lover’s Holiday II: Rose Island już w drodze, tymczasem jeśli Wy też mieliście ciekawą niedzielną noc, odnajdziecie się w najnowszym audio artysty. Jest to oda do zabawy, picia, palenia; muzycznie ciężka, przyciągająca uwagę i raczej nie jako tło do rozmowy. I nie jest to także typowy party-jam. Rozpędzający się beat tworzy wrażenie rozprzestrzeniającej się infekcji, ocierającej się o klimaty dubstepowe i trance’owe. Drodzy DJe, jeśli nie chcecie draki na parkiecie, ostrożnie z tym kawałkiem. Flow rapera płynne jak zwykle. Za produkcję odpowiada Szkot Rustie.