xenia rubinos
Xenia Rubinos w nowej szalonej odsłonie

Xenia Rubinos prezentuje nowy klip do „Who Shot Ya?”
Przed czterema laty Xenia Rubinos oczarowała nas swoją wizją neo-soulu na krążku Black Terry Cat. Pod koniec października artystka wróciła w nowej szalonej odsłonie za sprawą singla „Who Shot Ya?”, który podzielił miłośników dotychczasowego brzmienia Rubinos. Piosenkarka poszła bowiem tu w stronę nieokiełznanej progresywnej elektroniki trochę pod banderą PC Music, a trochę zdekonstruowanej latynoskej elektroniki spod znaku Arki. Tak czy owak przed nami zupełnie nowa Xenia Rubinos. Teledysk zrealizowano wspólnie z reżyserką Julią Pitch I choreografką Kate Watson Wallace.
Nowy teledysk: Xenia Rubinos „See Them”

Znakomite, choć trochę niezauważone Black Terry Cat Xenii Rubinos doczekało się trzeciego promującego materiał teledysku. „See Them” to jeden z najbardziej energicznych i zarazem niekonwencjonalnych utworów na płycie, post-neptunesowe brzmienie z psychodelicznymi przejściami i trudniejszym metrum być może przekona do siebie słuchaczy jeszcze niezdecydowanych w kwestii zgłębienia twórczości piosenkarki. Sam teledysk również do zwyczajnych nie należy, no chyba że uznajemy nagrania 360° za wchodzący już standard. Nie pozostaje mi życzyć niczego innego niż przemiłej przejażdżki na ramie roweru ulicami Nowego Jorku.
Recenzja: Xenia Rubinos Black Terry Cat

Xenia Rubinos
Black Terry Cat (2016)
Anti

Jeśli przegapiliście wydany trzy lata temu debiut pochodzącej z Brooklynu wokalistki, powinno to zostać wam raczej wybaczone. Nie popełnijcie jednak tego samego błędu w przypadku Black Terry Cat — najwyższy już moment zaliczyć Xenię do grona najkreatywniejszych postaci nowoczesnego soulu.
Na swoim drugim wydawnictwie pani Rubinos wyróżnia się praktycznie w każdej kategorii, w jakiej można by oceniać artystyczne walory jej twórczości. Jest uzdolnioną autorką tekstów. Potrafi być silnie niejednoznaczna, ale i dosadna. Buduje piękne metafory, ale jak trzeba to burzy konwenanse prostolinijnym przekazem. Nie idzie na łatwiznę zabierając się za oklepany tematy związane z wiarą i miłością, znacznie jednak bardziej błyszcząc własnymi wywodami filozoficznymi dotyczącymi natury rzeczywistości i relatywizmu jej odbioru. Sięga kosmosu, by ponownie spaść na Ziemię i rozliczyć się z kulturą selfie albo kpiąc z etniczno-społecznych absurdów (notabene przynależność artystki do społeczności latynoamerykańskiej odgrywa tutaj niejednokrotnie istotną rolę). Jej wokal potrafi zaimponować, jeśli już pogodzimy się z trudnymi do wyparcia skojarzeniami z manierą Eryki Badu. Wtedy na pewno dostrzeżemy liczne zabawy, intrygujące akcenty położone na pojedyncze wersy piosenek, no i jedną całkiem udaną przygodę z rapem. Jest w tym wszystkim trochę overactingu i teatralności wczesnej Kate Bush, ale na dłuższą metę nie potrafię jej mieć tego za złe.
Żadnych pretensji nie można mieć do kompozycji i tego jak zostały one zaaranżowane przez muzyków Xenii. Chociaż szkielet albumu to skonstruowany na żywej perkusji i basie soczysty groove kojarzący się z funkiem, soulem i starymi dobrymi The Roots, serce projektu bije w rytmie art rocka i związanej z nim pogoni za eksperymentem. Nawet stricte neo-soulowe utwór mają tutaj niekonwencjonalne zwroty akcji. Organika żywych instrumentów rozbija się o wyrachowanie syntetyczne klawisze, a nadprogramowe cięższe gitarowe riffy, niemalże post rockowe przerywniki pozwalają skutecznie zapomnieć o przepisie na typowy soulowy album. Nie śmiem też nie wspomnieć o niestandardowym metrum, pod które tu i tam zostały napisane poszczególne piosenki. Ile współczesnych wokalistek r&b się na to odważa, i to jeszcze z tak naturalną lekkością?
Niemalże nieograniczona wyobraźnia, eklektyzm, szacunek dla korzeni muzyki — wszystko to budzi kojarzenia z wydanym sześć lat temu długogrającym debiutem Janelle Monáe. Skłamałbym gdybym powiedział, że Black Terry Cat dorównuje jakością klasycznemu już The Archandroid, ale co z tego? Drugi album Xenii Rubinos podchodzi do tematu eksperymentalnego retro-soulu na własny sposób. Maksymalizm zostaje zastąpiony kameralnością, a gatunkowe puzzle ułożyły się w obraz specyficznego dla artystki stylu. Dlatego właśnie chce się z zapałem śledzić jej dalszą karierę.
