Wrocław 2012 Festival – lekko opóźniona relacja

Data: 24 lipca 2008 Autor: Komentarzy:

rza-wu.jpg

Moje uzależnienie od koncertów i festiwali powoli zaczyna przekształcać się w chorobę, i jest to o tyle bardziej niepokojące, że na mapie Polski raz po raz wyskakują nowe imprezy. W ramach edukacji hip hopowej i zakładając, że zobaczę namiastkę czeskiego Kempu udałam się tym razem na Wrocław 2012 Festival. Wrocław postawił na zapełnienie luki w polskiej imprezowej scenerii i zadedykował festiwal 2012 muzyce hip hop i reggae. Podobne zamiary miała wprawdzie Łódź zaledwie 2 miesiące wcześniej tworząc Outline Colour Festival jednak różnice pomiędzy imprezą darmową a płatną i dobrze zaplanowaną są nie do przeoczenia.
Pierwszą zaletą tej zupełnie nowej imprezy jest kameralność.

Podczas gdy Opener ściągnął w tym roku 50 tysięczny tłum do Wrocławia przybyło niecałe 10 tysięcy osób. Znajdą się tacy, który będą narzekać, że publiczność była zbyt mała. Ja nie odczuwam potrzeby bycia taranowaną przez tłumy i prawdziwą przyjemność sprawiał mi fakt, że aby kogoś spotkać na festiwalu nie musiałam używać telefonu komórkowego (który w tłumie i hałasie zazwyczaj szwankuje) – wystarczyło się trochę pokręcić po terenie. Brak kolejek do piwa, toi toi i możliwość przebywania blisko sceny mnie po prostu urzekły. Dopisała pogoda, choć straszono nas deszczem a że teren festiwalu pokrywała trawa można było usiąść gdzie tylko dusza zapragnęła i delektować się słońcem i muzyką. Dodatkowe atrakcje festiwalu uwzględniały pokazy breakdance i malowania graffiti, możliwość wypróbowania konsol x-box 360 czy nawet skoki na bungee. Całość tworzyła świetną rozrywkową atmosferę. Przejdźmy jednak do konkretów zanim się rozpłynę.
Pierwszy dzień upłynął pod znakiem oczekiwania na to co pokaże Talib Kweli. Przybywający po raz pierwszy do Polski raper był główną gwiazdą tego wieczoru. Publiczność była zdecydowanie mniejsza niż drugiego dnia a podczas koncertów polskich artystów pod sceną widzowie nie do końca dopisali. Oczekiwany przez większość zespół Arrested Development był pewniakiem imprezy i oczywiście nie zawiódł. Świetna dawka pozytywnych emocji, mistyczne afrykańskie obrzędy, żywe instrumenty, tańce deszczu i celebracja życia i zabawy. Zespół porwał całą publiczność do szaleństwa. Wstyd było się zresztą nie bawić patrząc na dyrygującego tłumem na scenie 76-letniego Baba Oje.
Talib występując po świetnym AD wypadł niestety blado. Winy można dopatrywać się częściowo w nagłośnieniu gdyż Kweli brzmiał nienaturalnie i wydawało się, że musi przekrzykiwać muzykę. Chwali się fakt, że nie podpierał się towarzyszącymi raperami i cały występ oprał tylko na swoich umiejętnościach. Widać jednak było, że nie do końca radzi sobie z rozkręceniem publiczności.
Drugiego dnia absolutnie zaskoczyła mnie niemiecka formacja Culcha Candela – nie spodziewałam się tak pozytywnej reakcji publiczności na ten zespół. Okazuje się, że jestem w pewnym stopniu muzyczną ignorantką bo widać było, że sporo osób zna i lubi ten zespół. Grupa dała bardzo dobry koncert z pogranicza reggae, hip hopu i popu. Występujący po nich Looptroop Rockers nie musieli się już martwić o rozkręcanie tłumu bo ich poprzednicy zrobili to bezbłędnie. Looptroop choć w okrojonym składzie (brak Cosmic’a) dwoili się i troili na scenie by ostatecznie dać w niedzielne popołudnie jeden z najlepszych koncertów festiwalu.
Nie obeszło się bez zawirowań. Choć główną gwiazdą festiwalu miał być Shaggy drużyna Wu pokrzyżowała plany organizatorów i zmieniono kolejność występów. Myślę, że odbyło się to z dużą korzyścią dla imprezy. Rozglądając się po polach marsowych, obserwując flagi, tatuaże i koszulki (zdjęcia) widać było wyraźnie, że festiwal zdominowali fani Wu Tang Clan. Występujący o 22 Shaggy dał dobry koncert i rozbujał tłum pod sceną (szczególnie panie). Postawił na swoje największe hity co moim zdaniem nie do końca było najlepszym wyborem – będąc na festiwalu czarnych brzmień mógł spokojne odejść w stronę swoich starszych bardziej reggowych utworów i nie powielać materiału prezentowanego wcześniej w Krakowie (btw Shaggy zawita w tym roku jeszcze do Łodzi i do Łeby). Choć znany artysta miał dobry odbiór widać było, że większość publiczności czeka już tylko na Wu.
Przyznam, że sama nie spodziewałam się jakiegoś super niedoścignionego show w wykonaniu WTC. Oczywistą rzeczą było, że grupa nie wystąpi w pełnym składzie. Brak Method Mana, Reakwona i Ghostface Killah czyli trzech bodajże najpopularniejszych postaci był z pewnością sporym ubytkiem dla prawdziwych fanów. Pozostali panowie z Wu Tang jednak nie odstawili fuszerki. Grając swoje najsłynniejsze utwory ze starszych płyt oraz przebierając w albumach solowych zafundowali publiczności bardzo żywiołowy, zróżnicowany koncert w typowym dla siebie nieco mrocznym klimacie. Oddaje honor – choć nie jestem fanką tej formacji głowa sama mi się kiwała w rytm muzyki. Liczne ręce uniesione nad głowami pokazujące orzełka Wu oraz setki zapalniczek migających w górze w hołdzie dla ODB to obrazki dające wyraz temu jak wielu szczerze oddanych fanów przybyło na ten koncert do Wrocławia.
Oczywiście festiwal nie obył się bez wpadek w postaci żenującej konferansjerki (WSZ) czy nie zawsze idealnego nagłośnienia. Nie do końca trafiał do mnie też przekaz O.S.T.R.-a; pomijając średni koncert, jego opowieści o dziecku i żonie były jak na mój gust troszkę zbyt wylewne. Pozostaje mieć nadzieję, że organizatorzy i artyści wyciągną z tego wnioski i przyszłoroczny Wrocław 2012 obędzie się bez potknięć. Impreza ma ogromny potencjał i z dobrą promocją i równie dobrą organizacja jak w tym roku może stać się największą „czarną” sceną letnią w Polsce oraz świetną rozgrzewką przed uwielbianym u nas czeskim Hip Hop Kempem.

speech-arrested_development1.jpgtalib_kweli1.jpgpromoe_looptroop1.jpgshaggy1.jpgshaggy_live1.jpgrza-wu_tang_clan1.jpgwu_tang_clan1.jpgwu_tang_clan_2-1.jpg

2693024824_7c3bf7ee7a.jpg2689994921_9472c6a231.jpg2689999191_b74463043d.jpg2690016763_4a7ce2e9a3.jpg2690054333_b513815541.jpg2690844544_59ec60b4d4.jpg2690861058_596c4d584c.jpg2690883604_5ed3418e6d.jpg

Więcej zdjęć z koncertów i z terenu festiwalu znajdziecie na stronie flickr jagody oraz na mojej stronie.

Podziękowania dla Joytown i Radka za umożliwienie mi uczestnictwa w imprezie.

P.S. Mam namiar na świetny akademik we Wrocławiu – tani i blisko centrum. Jak będziecie kiedyś potrzebować dajcie znać.

Komentarze

komentarzy