
No i jest. Jeśli ktoś nie zdążył wyruszyć do kina na ostatni film Tylera Perry’ego, może sięgnąć do portfela i biec do najbliższej wypożyczalni lub sklepu z filmami, bo „Why Did I Get Married?” (a.k.a. nieszczęsne „Małżeństwa i ich przekleństwa”) wyszedł już na dvd (pamiętacie? informowałem Was jakiś czas temu o premierze kinowej). W rolach głównych można zobaczyć m.in. Janet Jackson i Jill Scott, więc myślę, że choćby dlatego warto zobaczyć tę produkcję, która – przyznaję – ma swoje minusy.
Tyler Perry słynie z filmów, w których przeplatane są akcenty poważne i humorystyczne. Dodajcie sobie do tego trochę moralizatorstwa i katolickiej poprawności, a będziecie wiedzieli mniej-więcej, czego spodziewać się i po tym obrazku. Reżyser wziął tym razem na warsztat kwestię wierności, relacji międzyludzkich i niepoprawnej komunikacji, utrudniającej bycie razem. „Wiecie, jak jest”. Są chwile, kiedy brzmi to dobrze, są i takie, kiedy robi się mało wiarygodnie i zbyt poprawnie. Te wszystkie „nie musisz być silna, ja będę silny za nas” i takie tam odbierają treści realizmu i mogą zniechęcić co wrażliwszych. „Aż mnie zemdliło, same złote myśli” – mówi pod koniec jedna z bohaterek w odpowiedzi na fachowe porady pani psycholog i czasem zastanawiam się, dlaczego film nie dostał takiego tytułu – również nie należę do tych, którzy lubią mieć podane wszystko na tacy i dużymi literami wyjaśnione, o co chodzi, ale mimo tych zgrzytów (i raczej nieprzychylnych recenzji w naszej prasie, wytykających głównie w.w. wady), film ogląda się dosyć przyjemnie. Wzrusza i smuci, kiedy powinien. Jest zabawnie wtedy, kiedy ma być zabawnie. Powinien on trafić do tych, którym nie przeszkadza klimat afroamerykańskiego kina, trochę w stylu „Chyba kocham swoją żonę” Chrisa Rocka. Aktorzy w większości wiarygodni (poza Janet, w której tragedię niestety jakoś nie uwierzyłem, mimo szczerych chęci), udźwignęli historię i związane z nią emocje – Jill była wspaniała i mam nadzieję zobaczyć ją jeszcze kiedyś na ekranie. Zwłaszcza, kiedy robi tak:


Komentarze