
Z niedowierzaniem spoglądam na najnowszy teledysk Mariah Carey. Obrazek, wyreżyserowany przez Nicka Cannona, może i jest najlepszym teledyskiem z ery E=MC2, ale i tak mocno rozczarowuje. Artystka wciela się w rolę zdradzonej tancerki, akcja klipu „rozgrywa się” w Las Vegas, wybucha samochód… Mariah, jak zwykle, więcej odkrywa, niż zasłania… W końcu możemy zobaczyć słynne sceny łóżkowe, które przyprawiły trudności Nickowi w „profesjonalnym” reżyserowaniu. Niestety, Mariah, na dzień dzisiejszy E=MC2 to tonący statek, którego nie podniesie taki teledysk. Mimo wszystko czekamy na cud.
P.S.: Po zakończeniu teledysku, materiał z kręcenia klipu, dla prawdziwych fanów.


Komentarze