„Najważniejsze, by dotrzeć do odpowiednich słuchaczy” – Maceo Wyro dla soulbowl.pl

Data: 2 listopada 2009 Autor: Komentarzy:

293153_10150263688478251_5214151_n

Maceo Wyro – jeden z dwóch trzonów kolektywu Niewinni Czarodzieje, karierę rozpoczynał od rezydentury w legendarnych warszawskich Filtrach w 1992. Przez te wszystkie lata grał obok takich postaci światowej sceny muzyki elektronicznej jak; Rainer Truby, King Britt, Ursula Rucker, Dego (4 Hero), Afronaught, Seiji, Richard Dorfmeister, Alex Barck (Jazzanova) i wielu innych. Ostatnio główny organizator cyklicznych imprez Warsoul Sessions. Na kilka dni przed koncertem Sa-Ra Crative Partners, przez niektórych nazywanym już najważniejszym i najciekawiej zapowiadającym się występem w Warszawie od czasu występu Jill Scott, tylko nam zdradza tajniki organizacji, przyszłość rodzimego kolektywu i kogo będziemy mogli zobaczyć na dalszych imprezach. Zapraszam do lektury, bo krótko mówiąc – WARTO.

Po pierwsze. Skąd pomysł na organizację cyklicznych imprez Warsoul Sessions?

Wiele lat czekałem na to, aby w Warszawie powstało miejsce sprzyjające promocji nowej muzyki, które przyciągałoby publiczność o otwartych głowach, a nie tylko bywalców dyskotek. Tym wymarzonym miejscem okazało się Powiększenie. Właściciel klubu sam zgłosił się do mnie z propozycją organizacji comiesięcznego cyklu, dając mi przy tym zupełnie wolną rękę, za co jestem mu niezmiernie wdzięczny. Podejrzewam, że spodziewał się głównie moich setów dj’skich, jednak już przy pierwszej imprezie pojawiła się szansa sprowadzenia ciekawego gościa z zagranicy. Dzięki współpracy z festiwalem Planete Doc Review mogłem zaprosić Toma Wielanda, wiedeńskiego dj’a i producenta związanego z projektami Panoptikum i 7 Samurai. Szybko zorientowałem się, że ludzie, którzy przychodzący do Powiększenia oczekują czegoś więcej, niż tylko tanecznych beatów, kiedy udało mi się rozkręcić parkiet przy Q-Tipie i D’Angelo. Zrozumiałem, że tak jak ja potrzebują żywej muzyki i prawdziwych emocji. Dlatego też miesiąc później z pomocą Red Bull Music Academy zaprosiliśmy jednego z moich ulubionych artystów, klawiszowca i beatmakera Marka de Clive-Lowe, który poprowadził warsztaty producenckie i dał świetny koncert z towarzyszeniem znakomitej londyńskiej wokalistki, Vanessy Freeman. Ich występ był dla mnie potwierdzeniem, że obrany przez Warsoul kierunek jest właściwy. Podczas wakacji grałem jeszcze dj sety, ale już z towarzyszeniem zaproszonych muzyków i niestrudzonego mc Sean’a Palmera, który jak nikt inny potrafi rozgrzać atmosferę do czerwoności. Udało nam się zgromadzić wierną publiczność, która na nasze występy przychodzi równie chętnie, co na gwiazdy z importu. Wokół Warsoul zaczęli się również gromadzić chętne do współracy kreatywne osoby, które wniosły do projektu swój zapał i serce. Kiedy tylko poznałem Dworaka, natychmiast okazało się, że mamy bardzo podobny gust i ten sam zestaw artystów, których chcielibyśmy zobaczyć w Polsce. Chwilę później pojawił się Sebol, który dzięki swojemu blogowi ma kontakty z wieloma z naszych ulubieńców oraz Calak, człowiek z niespotykanym entuzjazmem i pasją do muzyki. który całkiem bezinteresownie zaoferował nam swoją pomoc w promocji naszych eventów. Tak powstało Warsoul Fam, czyli grupa ludzi, którzy postanowili zmienić oblicze warszawskiej sceny klubowej. Naszym pierwszym przedsięwzięciem był koncert nowozelandzkiej grupy Electric Wire Hustle. Dzięki rzetelnej informacji w mediach i spontanicznym zainteresowaniu zaprzyjaźnionych dziennikarzy muzycznych, zdołaliśmy przyciągnąć grubo ponad dwieście osób na występ całkowicie do tej pory nieznanej w naszym kraju kapeli. Nowozelandczycy nie zawiedli, zagrali sztukę na najwyższym poziomie, a entuzjazm publiczności przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Dlatego też postanowiliśmy iść za ciosem i zaprosić gwiazdę ze ścisłej czołówki naszej „wish list”, czyli grupę Sa-Ra Creative Partners, której wszyscy jesteśmy fanami.

Rozważasz organizację imprezy również w innych miastach?

Na pewno jej nie wykluczam. Jeśli chodzi o Warszawę, Powiększenie jest idealnym miejscem do naszych działań. Ale jeśli znajdą się inne miejsca w Polsce, które będą gotowe na naszą ofertę, to jesteśmy jak najbardziej otwarci na współpracę.

Sprowadzacie gwiazdy, dla których niejednokrotnie jest to pierwszy koncert w naszym kraju. Sa-Ra Creative Partners to już prawie legenda. Jest ciężko? Jak Wam się to udaje!

Zapraszamy tych artystów, których najbardziej cenimy i chcemy przedstawić ich twórczość szerszej publiczności w naszym kraju. Jako Warsoul staramy się zyskać renomę tastemakerów, którzy są w stanie zapewnić muzykom z naszego kręgu zainteresowań odpowiednią promocję. Z każdym kolejnym eventem tworzymy wizerunek rzetelnej ekipy związanej z konkretnym stylem, a zapraszając kolejnych gości możemy już pochwalić się dotychczasowym dorobkiem. Lista twórców występujących na Warsoul ma mówić sama za siebie, tak by kolejni artyści mogli powiedzieć „to jest impreza, na której powinnniśmy zagrać”. Ci, którzy do tej pory nie byli w Polsce, chętnie zgadzają się na preferencyjne warunki w zamian za możliwość zaprezentowania się nowemu gronu fanów. My ze swojej strony gwarantujemy odpowiednie nagłośnienie ich twórczości, nieprzypadkowych odbiorców i wspaniałą atmosferę w klubie. Mamy przy tym sporo roboty i chwilami bywa ciężko, ale ostatecznie wszyscy są zadowoleni z efektu, co daje nam satysfakcję, że nasze wysiłki nie idą na marne.

Jak selekcjonujesz przyszłych artystów na imprezy Warsoul Sessions?

Według własnych gustów, które nieprzypadkowo pokrywają się z gustami Dworaka, Sebola i Calaka. Wymyślamy sobie, kogo chcielibyśmy zobaczyć na żywo, a potem orientujemy się, kto jest w danym momencie dostępny. Z grubsza interesują nas artyści z kręgu szeroko pojętego soulu, który ostatnio coraz częściej miesza się z nowoczesną elektroniką. Ale nie ograniczamy się do jednego stylu, chcemy raczej pokazywać szeroki przekrój muzyki, która jest aktualnie najbardziej świeża i wzbudza największe emocje wśród diggerów, a nie tylko biernych odbiorców komercyjnych mediów. Selekcja jest dość intuicyjna, ale nigdy nie przypadkowa.

W październiku na Twojej imprezie występował Plan B razem z Dustplastic. Fajne jest to, że bierzesz pod uwagę także rodzimych twórców. Masz od nas kogoś jeszcze na oku?

Wnikliwie przyglądamy się rodzimej scenie i zawsze chętnie witamy projekty z duszą, tworzące dźwięki na światowym poziomie. Obecnie na naszym celowniku są m.in. Przaśnik i Mako Boko imamy nadzieję, że tego typu ciekawych artystów będzie u nas wciąż przybywać.

Czy jesteś zadowolony z frekwencji? Nie udawajmy, czarne dźwięki nie są u nas najpopularniejsze.

Czarne dźwięki to jednak trochę za mało pojemna szufladka, która może kojarzyć się wielu wyłącznie z komercyjnym hip hopem i R’n’B. Szukamy przede wszystkim twórców, którzy skutecznie przełamują bariery gatunkowe i nie boją się eksperymentować z nowymi formami. Takich ludzi jak my jest wielu, tylko do tej pory większość z nich unikała klubów tanecznych, kojarząc je głównie z mało inspirującymi dyskotekami. Warsoul to swojego rodzaju anty-clubbing. Żeby wejść na nasze imprezy, nie trzeba mieć drogich ciuchów, wystarczy tylko ciekawość muzyki i brak konsumpcyjnych oczekiwań. Przeboje na życzenie to zdecydowanie nie nasza dziedzina, na szczęście nie wszyscy chcą w kółko słuchać tego samego i chętnie dadzą się zabrać w podróż w nieznane. Podczas wakacyjnych imprez przez klub przetoczyło się nawet do ośmiuset osób w ciągu jednego wieczoru, nie ma zatem chyba powodów do obaw. Chodzi w końcu o to, żeby popularyzować mniej znane dźwięki, a nie podpinać się pod to, co już jest popularne, w celu osiągnięcia finansowych korzyści. Dlatego zdecydowanie warto ryzykować, chociażby po to, żeby mieć świadomość, że w jakiś sposób pchamy tę całą scenę do przodu.

W Polsce media bywają oporne na mniej popularne i znane nazwiska. Czy przez to napotykasz jakieś problemy związane z promocją?

Wręcz przeciwnie! Dziennikarze, którzy naprawdę interesują się muzyką, sami zgłaszają się do nas i wyrażają chęć nagłośnienia naszych przedsięwzięć tylko dlatego, że nasza oferta jest ciekawa. Oczywiście nie trafiamy do najbardziej komercyjnych rozgłośni radiowych, ale też nie jest to bynajmniej naszą ambicją. Tacy dj’e jak Novika, Lexus, Harper, czy Rawski sami decydują o profilu muzycznym swoich audycji i wiedzą, o czym warto powiedzieć. Najważniejsze, by dotrzeć do odpowiednich słuchaczy, a nie koniecznie do wszystkich za wszelką cenę. Dlatego też na przykład wolimy patronaty medialne wyspecjalizowanych blogów muzycznych, niż kolorowych magazynów o profilu ogólnym.

Jak artyści zagraniczni, którzy dotąd grali na Warsoul Sessions oceniali te imprezy, polską publiczność?

Nie ukrywam, że oceniali je bardzo wysoko. Warsoul gwarantuje dobrą frekwencję i niezwykle wdzięcznych odbiorców. Wbrew pozorom nie wszędzie na świecie jest to takie oczywiste. O ile na przykład w Londynie zawsze są świetne balangi, o tyle w Berlinie, czy Amsterdamie organizatorzy często nie przykładają się do promocji, a publiczność jest mocno zblazowana. I chyba to właśnie spontaniczność Polaków zagraniczni artyści cenią sobie najbardziej.

Skądinąd wiem, że bywałeś w różnych miejscach na świecie, nie raz, nie dwa. Grałeś obok takich postaci jak Alex Barck (Jazzanova), Michael Reinboth (Compost Records), Joseph Malik, Kyoto Jazz Massive, Slope, US 3, Gotan Project. Chciało Ci się wracać do Polski?

Obok wszystkich wymienionych wyżej artystów grałem w Polsce, więc chyba oczywiste jest, że się opłacało. Dziesięć lat temu wróciłem z czteroletniego pobytu w Nowym Jorku, gdzie pracowałem w HMV i grałem na kilku undergroundowych imprezach. Jednak tam nie byłem w stanie wyżyć z muzyki, a tu jakoś sobie daję radę. Robię to co lubię, tak więc naprawdę nie mogę narzekać!

Posiadasz może jakąś anegdotę/historie związaną z jednym z muzyków, z którymi współpracowałeś? Jakieś przygody podczas setów czy koncertów, które nie tylko Cię zaskoczyły, ale przede wszystkim rozbawiły?

Mark de Clive Lowe zgubił swój cenny syntezator Korga podczas lotu i musialem się nieżle napocić, żeby znaleźć mu równie dobry instrument w bardzo krótkim czasie. Ale to chyba mało zabawna anegdota. Electric Wire Hustle dostali ode mnie w prezencie nowe ksywki (Mary THC, Tajski i Manzarek), którymi chwalili się potem znajomym w Berlinie. Z kolei Sa-Ra zażyczyła sobie dwóch tancerek go-go na scenę, co wzbudza spore kontrowersje wśród społeczeństwa. No cóż, nie da się ukryć, że jesteśmy katolickim krajem i nie wszystkie ekstrawagancje muzyków są dla nas do końca zrozumiałe…

Wiele osób kojarzy Cię z kolektywu Niewinni Czarodzieje. Przez długi czas nic o Was nie słychać. Macie w planach jeszcze jakieś projekty, czy też jest to zamknięta historia?

Niewinni Czarodzieje rozpadli się trzy lata temu. Każdy z nas poszedł w swoją stronę i chyba na dobre nam to wyszło. To zdecydowanie zamknięta historia.

Na koniec może uchylisz rąbka tajemnicy mi i naszym czytelnikom. Kogo możemy się spodziewać na kolejnych imprezach z cyku Warsoul Sessions?

Obecnie prowadzimy rozmowy z Colonel Red’em, Dam-Funk’iem i Mad Matsem z Raw Fusion. Reszty nie zdradzę, bo nie chcemy, żeby ktoś nas uprzedził, ale nie da się ukryć, że apetyty są duże ;)

Dziękujemy za rozmowę, którą przeprowadziła Lejdi K.

Komentarze

komentarzy