„Muzyka to nie zawód, tylko powołanie” – Sofa dla soulbowl.pl

Data: 2 lutego 2010 Autor: Komentarzy:

1241692.3

Dla wszystkich tych, którzy zawiedli się brakiem Sofy w rankingu najlepszych płyt 2009 wg nas, dla wszystkich fanów oraz ciekawskich. Tylko tu, tylko teraz. Wywiad z zespołem Sofa. No dobra, z 1/2 zespołu. Kasia Kurzawska, Tomasz OrganekIwo Naumowicz (STUB) – oni odpowiedzieli na moje pytania. Jest zabawnie, ostro, momentami groźnie. Muzyka jest hasłem przewodnim, bo ją można odkrywać nieustannie, ale… no właśnie. Skaczcie!

Niedawno zakończyła się Wasza trasa koncertowa. Jak oceniacie frekwencje? Przyznam się, że byłam w Hard Rock Cafe na niejednym występnie innych wykonawców, ale u Was nie było nawet gdzie się ruszyć! Jak pozostałe miasta?

Tomasz: W Hard Rocku było niesamowicie, ale nie mogę nie wspomnieć o Krakowie, Tarnowie czy Rzeszowie, gdzie ludzie spod sceny ściągali nam spodnie! Trasa zaskoczyła nas dużą frekwencją i świetnym odbiorem. Mieliśmy wrażenie, że na te koncerty przychodzili ludzie w pewnym sensie „przygotowani” na to, co chcą dostać. Mamy nadzieję, że to dostali.
Iwo: W HRC był OGIEŃ! Dziękujemy serdecznie Warszawskiej publiczności! Zgadzam się z Tomkiem co do Krakowa, Tarnowa i Rzeszowa. Do tej trójki dorzucam właśnie Warszawski Hard Rock. Koncerty w pozostałych miastach były również niesamowicie udane. Nie było słabego, ani nawet „średniego” koncertu na całej trasie. Mamy wielkie szczęście do publiczności… w każdym miejscu należała do ludzi bardzo kumatych i w pełni oddanych muzyce. Cudownie się bawili…w ogóle są PRZECUDOWNI! Bardzo potrzebowaliśmy tej trasy.
Kasia: Ściągali spodnie? Coś przegapiłam :) Ja podobnie jak Tomek byłam bardzo zaskoczona frekwencją. Jeszcze bardziej mnie zaskoczyła i ucieszyła znajomość naszych tekstów. To świetne uczucie gdy publika śpiewa z Tobą i dodatkowy stres bo gdy się pomylisz…

Promocja waszego ostatniego krążka DoremifaSofa przebiegała, nie oszukujmy się, dość opornie. 2 klipy do tego samego utworu, jedno niskobudżetowe video do „Ona Movie”, trasa opóźniona. Czy wytwórnia nie chce Was wspierać, jak to jest?

Tomasz: Wytwórnia wspiera nas jak może, ale to rynek jest oporny. Media są w tej chwili zainteresowane tylko i wyłącznie sprzedażą reklam, która odbywa się poprzez przyciąganie masowego, dość słabo wyrobionego słuchacza. Ma być głośno, kolorowo i z przytupem. Rzeczy o mniejszym potencjale komercyjnym nie przyciągają reklamodawców, więc i z promocją jest słabiej. Mimo że jestem liberałem, widzę jak dziewiętnastowieczny kapitalizm zżera XXI wieczną kulturę. To zjawisko o wiele szersze niż nasza mała wersalka.

Iwo: Dokładnie. Dodam tylko, że klipy do „Affairz” świetnie sobie radzą na YouTube, ale telewizyjne stacje muzyczne stwierdziły, że „nie nadają się do częstszej emisji”. „Częstszej” – Nie widziałem go ANI RAZU. Pomimo tego, że Internet teraz rządzi… to uważam, że telewizja wciąż jest potrzebna. Nie mamy układów, więc klipu w TV nie było. O największych stacjach radiowych, to nie muszę chyba nic pisać. „Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o JAKOŚĆ” Tomka do „Tańca Z Gwiazdami”, a Kasię do Playboy’a… wtedy będzie dobrze!! Trasa opóźniona była głównie z powodu niektórych niekompetentnych organizatorów/właścicieli klubów. Co do „Ona Movie”: Nie było sponsora, więc jest niskobudżetowe video. Bardzo mi szkoda „zmarnowania” tego numeru, ale co zrobić?
Kasia: To temat do szerszej dyskusji. Mówiąc krotko – mamy kryzys. Spotykamy się z tym na każdym kroku. Wiesz jak wyglądała garderoba pewnej gwiazdy na jednym z dużych festiwali? Butelka najtańszej wody i kilka plastikowych kubków. Nie narzekam, nie oczekujemy luksusów, ale kiedyś w tej garderobie była chociaż kawa czy herbata.

Wasz ostatni album otrzymuje pozytywne recenzje, osobiście bardzo go lubię i często słucham. Jednak ze sprzedażą już nie jest tak kolorowo, jak myślicie dlaczego?

Tomasz: Jakość nie zawsze idzie z ilością. Żeby sprzedać towar nieco szlachetniejszy, trzeba dotrzeć do swojej, dość wąskiej, grupy docelowej. Bez sporych nakładów na promocję to trudne. Druga sprawa to piractwo. Ludzie na koncertach krzyczą „Afajaz!”, co jest dowodem na to że ściągnęli naszą płytę z jakiegoś torrenta, bo tylko tam, przez jakiegoś analfabetę upowszechniła się ta idiotyczna nazwa. Młodzi ludzie nie mają świadomości, że okradają swoich ulubionych aktorów, zespoły, twórców z pieniędzy, na które ci pracują latami.
Iwo: Płyty się NIGDZIE na świecie nie sprzedają (tak jak kiedyś), nie tylko w Polandzie. Takie są czasy i trzeba się z tym pogodzić. Mam inne zdanie na temat szeroko pojętego „piractwa”. Jeśli ktoś ściągnie album i na tyle mu się spodoba, to pójdzie sobie kupić płytę… tak myślę. Tym bardziej kiedy się dowie, że jest ładnie wydana etc. Jeśli nie kupi płyty, ale za to kupi bilet na koncert, to nie widzę żadnych nieprawidłowości. Możliwe, że po koncercie jeszcze bardziej się zajara i wtedy kupi płytę. Często jest tak, że ludzie od razu po koncercie kupują naszą płytę. Czy jest sens walczyć z czymś tak powszechnym jak ściąganie muzy z Internetu? Moim zdanie, absolutnie NIE. Dzięki temu, artysta musi powalczyć o słuchacza… zainteresować go czymś, np ładnie wydaną płytą, zajebistym koncertem. Wszystko potem samo się nakręca i prędzej, czy później ma się swoich stałych słuchaczy, którzy zawsze sięgną po twoją płytę. No i wiem, że nawet jeśli ktoś ma płytę oryginalną, to i tak sobie ściągnie, bo MP3 to wygodny format. A sytuacje typu ‘Afajaz’ po prostu mnie bardzo śmieszą.

Płyta DoremifaSofa posiada kilka kawałków po polsku, jednak to wciąż mniejszość. Co jest nie tak z tymi naszym, polskim, że ciężko pisać w nim utwory i większość artystów decyduje się z niego rezygnować?

Tomasz: Z polskim wszystko jest „tak”. To piękny i wymagający język. Nie pisze się po polsku z lenistwa, z braku pomysłów lub umiejętności. Tekst po angielsku można napisać w kilkanaście minut, po polsku w kilka dni lub nawet tygodni. Angielski jest bezkarny, polski jest bezwzględny. Te same myśli wyrażone w obu językach inaczej ważą. To kwestia narodowości. Nieważne jak dobrze znasz angielski, nigdy nie odbierzesz go tak osobiście i emocjonalnie jak swój język narodowy. U nas polski pojawił się już na dobre i będzie zawsze. Nie wyobrażam już sobie SOFY bez języka polskiego. Stub pewnie to samo czuje wobec angielskiego.
Iwo: A coś jest „nie tak” z naszym angielskim, że się pytasz?

Wszystko ok, ale lubię też słuchać dobrych numerów w naszym języku.

Kasia: Bardzo byśmy chcieli by na naszej kolejnej płycie było jak najwięcej polskich tekstów,widzimy jaką ma siłę. Na koncertach ludzie śpiewają z Tomkiem „Ona movie” i to jest super. Niestety cały ciężar spoczywa na Tomku bo on jedyny podejmuje się pisania po polsku. Dlatego nie mamy ich za wiele. Ja się przyznaję, że mi nie wychodzi.

Opowiedzcie nam trochę o interakcjach w zespole. Wszyscy się zawsze kochacie i wspieracie? Czy spięcia występują równie często? Co każdy z Was wnosi do składu, muzycznie i nie tylko?

Tomasz: Wieczna miłość musi być strasznie nudna. My nie jesteśmy nudni. Tam gdzie drwa robią, drzazgi lecą, czy jakoś tak. Sześć osób nie może się nie spierać, bo inaczej nie są warci siebie, nie mają własnego zdania, są do dupy. Każdy z nas wnosi inną energię, bo każdy jest inny. Bez tego nic kreatywnego by się nie zdarzyło, konflikty uczą pokory, pozwalają dojrzewać, uczyć się mieć rację i jej nie mieć. Na tym polega współpraca.
Iwo: Dokładnie. Musi być ‘Ying i Yang’.
Kasia: Wiesz ile mam maili zespołowych? Czasami je czytam z wypiekami na twarzy, innym razem mam ochotę czymś rzucić. Porozumiewamy się głównie za pomocą maili. Ja mieszkam poza Toruniem i tak jest łatwiej. Już nie raz się na siebie obrażaliśmy. Na szczęście umiemy się przepraszać i dlatego się jeszcze nie pozabijaliśmy.

Co robi zespół Sofa, kiedy schodzi ze sceny? Czy muzyka zajmuje całe wasze życie? Czy też ‘po godzinach’ zamieniacie się w nauczycieli, lekarzy, kierowców i księgowych?

Tomasz: Mimo, że ze sceny czasem musimy zejść prosto w jakieś błoto, na ziemię, to muzyka i sztuka w ogóle, pozostaje sferą w której żyjemy permanentnie. Muzyka to nie zawód, tylko powołanie, wybór. Nie da się po 15tej iść do domu z muzyki. Nie wyobrażam sobie życia bez sztuki, to byłby jakiś horror. Sztuka daje szansę na wyrażenie tego, co nieuchwytne, a do życia niezbędne, czyli emocji, uczuć i pragnień, a na tym świat stoi.
Iwo: Każdy z nas ma swoje dodatkowe zajęcia, ale są one tylko i wyłącznie po to by móc przetrwać trudniejsze okresy (np. susze koncertowe). Nie jest łatwo żyć z muzyki. Nawet najlepsi (rozchwytywani) muzycy sesyjni w Polsce mają ciężkie chwile. Czy muzyka zajmuje nasze całe życie? Raczej tak. Nawet gdy nie koncertujemy… to wiadomo, że jej słuchamy, dyskutujemy o niej, ciągle myślimy o kolejnych kompozycjach. Bez dwóch zdań, jest nieodłącznym elementem naszego życia. Bez N.I.E.J. nie ma dla mnie życia.
Kasia: Ja jestem mamą półrocznej Zosi, więc możesz się domyślić że raczej się nie nudzę. Tym bardziej potrzebuję muzyki. Jest dla mnie cudowną odskocznią. Z wielką radością oczekuję koncertów.

Nasze tradycyjne pytanie. Co sądzicie na temat promocji i sprzedaży muzycznej w Internecie? Ostatnio pojawia się coraz więcej blogów muzycznych. Czy to dobrze że każdy może usiąść sobie na miejscu krytyka? Jaki wpływ na muzykę w ogóle ma według Was Internet?

Tomasz: Każdy może napisać co chce – to atrybut internetu ale czy ta pisanina zawsze ma sens? Klawiatura daje poczucie władzy ale gdy już na etapie gramatyki pojawiają się trudności nie do przejścia, to z reguły logika i sens wypowiedzi grzęzną ze zgrzytem na mieliźnie. Internet na pewno ułatwia dostęp do muzyki ale żeby znaleźć coś wartościowego, trzeba wiedzieć gdzie i czego szukać. Pustym surfowaniem edukacji się nie załatwi. Tak samo jest z promocją – trzeba wiedzieć co, gdzie i komu należy pokazać, żeby ten ktoś był zainteresowany, a to wcale nie takie łatwe.
Iwo: Internet teraz króluje, wiadomo. Gdyby nie YouTube, to nikt by nie zobaczył klipów do „Afajaz” np. Co do krytyki na blogach: Tomek dobrze to ujął. Takich „pseudo krytyków” mam gdzieś. Problem się pojawia wtedy, kiedy się widzi rzekomo dobrych i szanowanych dziennikarzy, którzy piszą tak jakby wszystkie muzyczne rozumy pozjadały. Zakompleksionych, niespełnionych megalomanów…takimi krytykami jestem zażenowany. W Polsce jest tak mało dobrych krytyków muzycznych, że aż chciałoby się zostać „krytykiem krytycznym”.

Kto Ci tak podpadł Iwo? Masz kogoś konkretnego na myśli?

Iwo: Jest garść takich, ale nie będę przecież rzucał nazwiskami. Każdy kto w miarę śledzi to, co się dzieję wokół naszego zespołu… wie o co mi chodzi. Tylko żeby nie było, że nie wolno nas krytykować… absolutnie!!! Każda konstruktywna krytyka jest bardzo potrzebna! Niech autor po prostu napiszę dokładnie co mu nie pasuje, a nie tylko, że ktoś/coś jest słaby i koniec. Przecież wiemy, że nie odkryliśmy Ameryki…jeszcze. W tym akurat środowisku dziennikarskim [muzyki HH, Soul etc.] są postacie, które się doskonale znają na wzajem. Bardzo często mam odczucie, że jeden czeka najpierw na recenzję drugiego, zanim coś napiszę. Sięgając po recenzje któregoś z nich, śmieję się sam do siebie, bo bardzo rzadko mnie zaskakują. Kończąc temat: Obecnie, bardzo mało czytam recenzji polskich dziennikarzy, bo nie interesuję mnie “czyjaś ekspertyza” na temat wydawnictw muzycznych. Sam sobie słucham i sam oceniam. Przecież każdy inaczej słucha muzyki. Dla mnie może być ważniejszy klimat numeru, a dla kogoś innego… jego czysto techniczne kwestie muzyczne. Szkoda, że niektórzy krytycy są tak wpływowi/opiniotwórczy, że odbierają części słuchaczy chęć sięgania po płyty. Na szczęście, jest to coraz rzadsze w obecnych czasach. Mam również swoich ulubionych dziennikarzy, których szanuję i których myśli czytam z przyjemnością… ale tu też nie będę wymieniał, bo po co?

Tajemnica, ok. Macie jakieś ulubione miejsca w sieci związane z muzyką? – strony, portale, fora?

Tomasz: Pewnie te co wszyscy ale jest takie jedno do odwiedzin którego namawiam – garageband.com – to miejsce gdzie można znaleźć wszystko w całej rozpiętości stylistycznej i jakościowej. Jestem przekonany, że niektóre z tych zespołów mają szansę na wielkie kariery, bo są genialne.
Iwo: Najróżniejsze, ale dla mnie głownie: allmusic.com, okayplayer.com i stonesthrow.com… tam zawsze znajdę wszystko, czego mi trzeba. No dobra…czasem również obczajam Waszą miskę.

To delikatna kwestia, ale poruszę ją. W ‘środowisku’ mówi się o dość specyficznym podejściu Waszych niektórych fanów. Nie chcę uogólniać, bo sama jestem fanką Waszej muzyki. Mówię o tych ‘ortodoksyjnych’. Strach czasem się do czegoś przyczepić czy skrytykować. Jak to zrobisz, dostajesz ‘po głowie’ z wejścia. Odnosicie się jakoś do tego? Bo wydaje mi się, że Wasza muzyka na tym traci.

Tomasz: Z żadną kwestią nie mamy problemów, więc luz. Z zasady nie popieram ortodoksji ale dopóki nie znam tych ludzi osobiście, to się na ich temat nie wypowiem, bo to będzie znaczyło, że lubię wróżyć z fusów po herbacie, a tego nie robię. My się do komentarzy słuchaczy w żaden sposób nie odnosimy, bo wszystko co mamy do powiedzenia na temat tego co robimy jest do posłuchania na płycie. Reszta to już tylko kwestia gustu. Nic nam do tego. Nie zgodzę się jednak, że nasza muzyka na tym traci. My jako muzycy stracilibyśmy wiarygodność pośród słuchaczy gdybyśmy wdawali się w jakieś utarczki, więc ani nam to w głowie. Krytyka jest sprawą niezależną.
Iwo: Myślę, ze to naturalne kiedy fani nas bronią. Tak jest na całym świecie. Dziennikarze często przesadzają/nie do końca mają rację. Ludzie mają prawo się z nimi nie zgadzać. Totalnym absurdem byłaby sytuacja, gdzie np. wszyscy fani podzielają zdania „wszechwiedzących dziennikarzy”. Każdy ma prawo do własnej opinii. Po to są fora muzyczne, by swoje zdanie wyrazić, czy nie? W sumie, to będę bronił naszych fanów. Nie słyszałem jeszcze o żadnym przypadku pobicia dziennikarza przez fanów Sofy.
Kasia: Nawet nie wiedziałam że mamy takich ortodoksyjnych fanów!

Zmiana tematu. Czy czujecie się jak gwiazdy? Macie nawet swoją osobistą! Opowiedzcie coś o tym. Za co, dlaczego?

Tomasz: Mamy osobistą gwiazdę w konstelacji Wężownika oddaloną o 107 lat świetlnych od Ziemi. Dostaliśmy ją od toruńskiego Radia GRA, jest ona zarejestrowana w Polskim Urzędzie Planetarnym nazywa się SOFA i będzie tam do końca świata – to niesamowite uczucie. Personalnie jesteśmy normalnymi prolami.
Iwo: „You’re a shining star, no matter who you are”.

Z kim marzy Wam się wystąpić na jednej scenie, lub kogo chcielibyście zaprosić do współpracy na jakiś kawałek z nadchodzącego krążka?

Tomasz: Nie wiem czy mam takie marzenia. Jedyne czego pragnę, to żebyśmy tworzyli świeżą, odważną i bezkompromisową muzykę. Jeżeli ktoś będzie nam „po drodze”, to mu współpracę zaproponujemy, jednak z góry nie da się tego założyć.
Iwo: Na jednej scenie? Zależy w jakim sensie. Kiedyś się jaraliśmy tym, że zagramy przed jakąś gwiazdą . Teraz wiemy jak traktuje się Polskie supporty, więc nie mamy żadnego ciśnienia. Wiadomo, że przemiło jest móc „poznać” artystów, których się bardzo szanuję…od zawsze! Jeśli chodzi o współpracę z kimś na kolejnej płycie, to wszystko zależy od materiału, który powstanie. Jeśli ktoś by miał się udzielić gościnnie, stanie się to naturalnie. Reasumując: jeszcze nie wiemy kogo chcielibyśmy zaprosić na kolejny album, jeśli kogokolwiek.

Najlepszy Wasz koncert zeszłego roku – własny i ten, na którym byliście jako publika?

Tomasz: SOFA Kraków lub Tarnów poziom wrzenia, White Lies na Open’erze.
Iwo: Koncert Sofy w Tarnowie był dla mnie chyba najlepszym w historii istnienia zespołu (może na równi z koncertem z okazji 5-tych Urodzin w Toruniu). To, co się tam działo jest dla mnie nie do opisania. TOTALNA MIAZGA! A z „nienaszych”, to muszę chyba wymienić występ Q-Tip’a, również na Open’erze. Ten sQrczybyk [!!!] spowodował, że musiałem skakać od początku koncertu, do samego końca! Nie wiem czy kiedykolwiek się tak dobrze bawiłem, na jakimkolwiek koncercie! Stałem bardzo blisko, więc mogło to delikatnie wpłynąć na moje przeżycia.
Kasia: SOFA Kraków i Warszawa.

Kiedy zatem następny album? I czy będzie dużo odskocznią od ostatniego? Czego możemy się spodziewać?

Tomasz: Chcemy go nagrać bardzo szybko, w tym roku. Na pewno będzie odskocznią od wszystkiego, co słyszeliście do tej pory w naszym wykonaniu.
Iwo: „You don’t know what you’re dealin’ wit’ right here…”

Dziękujemy za wywiad!

Komentarze

komentarzy