JukeBox #13: Blue Note Stories „Joe Henderson”

Data: 14 lutego 2010 Autor: Komentarzy:

blue_note_stories-kopia

Dzisiaj będzie troszeczkę inaczej. Z reguły w JukeBox’ie lądowały funkowo-soulowe numery. Od dziś, co jakiś czas będzie się pojawiał post poświecony tylko i wyłącznie muzyce jazzowej. Może i tytuł nie jest zbyt wyrafinowany, ponieważ jest to ewidentne nawiązanie do jednej z największych wytwórni jazzowych na świecie. Ale poza tym nazwą tą opisuję się przede wszystkim konkretne dźwięki, które stwarzają swoiste „napięcie”, kolor w improwizacji lub temacie kompozycji. Stąd tytuł Blue Note Stories, gdzie poświęcę się grzebaniu w przeszłości „smutnej” nuty.

Z hasłem jazz od razu kojarzymy przeważnie parę postaci. Przede wszystkim Miles’a Davis’a, który niestety stał się już swojego rodzaju produktem. Dzisiaj słuchanie trębacza jest w dobrym smaku, a nie posiadanie „Kind of Blue” na półce woła o pomstę do nieba. Druga postać to John Coltrane i głównie jego trzy tytuły: „Blue Train”, „My Favorite Things” oraz „A Love Supreme”. Potem możemy dodać Elle Fitzgerald, Dizzy’ego Gillespie, Charliego Parker’a i może jeszcze parę nazwisk, które spotkamy na różnego rodzaju kompilacjach z serii The Best Of…. Oczywiście, nie chodzi o to, że ci artyści lub ich płyty na to nie zasługują. Wszyscy zapisali się na kartach historii w fenomenalny sposób i są uważani za nowatorów, geniuszy i mistrzów w swoim fachu. Ale często zapominamy o innych, którzy tak samo zasługują na uwagę, ale w jakiś sposób nie wbili się na „taśmę masowej produkcji” (choć to może zbyt brutalne określenie). I tak ogromna liczba muzyków nie istnieje w świadomości przeciętnego zjadacza chleba. A tak być nie powinno.

joehenderson-final

Dzisiejszym bohaterem zostanie saksofonista tenorowy, Joe Henderson. Urodzony w 1937 roku, zaczynał już w erze hard-bopu, na początku lat 60-tych. Nagrywał z tymi największymi, potem ci najwięksi nagrywali z nim. Obok Coltrane’a i Sonny’ego Rollins’a uważany za mistrza tenoru. Bardzo silny dźwięk, mocne frazy, przy tym melodyjność, gracja, elegancja i dbałość o szczegóły. Wykształcił swój własny styl i nigdy nie był uważany za coltrane’owskiego klona. Na początku nagrywał w Blue Note Records (swoją drogą moje ulubione albumy), gdzie brzmiał bardziej klasyczne, mainstream’owo. Następnie podpisał kontrakt z Milestone Records, gdzie powoli jego muzyka zaczęła wędrować w stronę fusion/free. Coraz częściej porzucał ramy narzucane przez harmonie kompozycji na rzecz grania „wokół” niej. Swoją drogę zakończył w Verve Records.
Osobiście stawiam Henderson’a w czołówce ulubionych muzyków jazzowych. Coś w jego muzyce mnie przyciąga i sprawia, że nigdy nie mam jej dość. Jego kompozycje zawsze mnie zaskakują oryginalnością i atmosferą, przy kolejnych przesłuchaniach coraz bardziej słychać jak bardzo przemyślane ma pomysły i tym samym jak kreatywnym i zaskakującym jest muzykiem.

Do odsłuchu przygotowałem stosunkowo dużą dawkę numerów. Ale warto.
„In & Out” 1964

„Inner Urge” 1964 (w dwóch częściach)

„Mood for Joe” 1966


„Shade of Jade”
1966

„Power to the People” 1969

Komentarze

komentarzy