Wydarzenia

Ciasteczka atakują czyli poznajcie The Cookies

Data: 22 czerwca 2011 Autor: Komentarzy:

l

Całkiem nie przypadkiem pojawiłam się wczoraj na warszawskiej Pradze w okolicach godz. 18, całkiem nie przypadkiem też wzięłam po rozpoczęciu koncertu krzesło i przeniosłam się z nim pod samą scenę i całkiem nie przypadkiem zepsułam na koniec im koncert…

ALE! zacznijmy od początku. The Cookies to 5 osobowy skład starszej młodzieży. Przeszukując internetowy eter już wiem, że to Michał Stawarz zaadoptował perkusję, na klawiszach brykała Agnieszka Gruczek, bas obsługiwał Zbyszek Grochowski,chłopak z gitarą to Tymoteusz Miłowanow, a wokal i nawijki serwuje Karolina Raas Kiesner, którą nie przypadkiem znam. Nigdy nie przekonali mnie na tyle, żebym zapragnęła Was z nimi zapoznać, do wczoraj. Co grają ciasteczka? Na koncertach prezentują mix od prostego stylu do kosmicznych brzmień, od akustycznego soulu po synthowe electro bity od rytmicznego, twardego nawijania po melodyjny wokal.
Sam występ miał się zacząć o 18, ale się nie zaczął. Więc delektowałam się czekoladowym, procentowym napojem przez godzinę, aż pojawili się na plenerowej, małej, można by rzec nawet garażowej scenie, ponieważ koncert z okazji Święta Muzyki odbywał się na ganku jednej z praskich, klimatycznych knajp. No i zaczęło się. Mocne uderzenie na początku rozbujało całą publikę, później było trochę spokojniej, ale przy końcówce znowu dali czadu. Tytuły piosenek, nic Wam nie powiedzą, dlatego ich nie będzie. W jednym z utworów rozpoznałam natomiast tekst z ‘Not Today’ Mary J Blige. Wielką zaletą całego występu była spontaniczność. Wiedzieli, że nie grają w kongresowej i pozwalali sobie na popisy instrumentalne, a mają się czym popisywać, bo grają naprawdę dobrze. Pomimo nietęgich min muzyków na wariackie zachowana perkusisty, ja uważam, że to duży atut. I to właśnie jego talent, zaangażowanie, odchodzenie od normy i ram pewnie wcześniej ustalonych między sobą sprawiło, że uśmiech nie schodził z twarzy publiczności przez cały koncert. Apel ode mnie: NIE WYRZUCAJCIE GO. Nie sposób nie wspomnieć też o wokalistce. Doskonale radzi sobie z budowaniem napięcia, sprytnie łapie kontakt z ludźmi bez skrępowania, z szybkim rymowaniem, ale przede wszystkim z językiem angielskim. Chociaż piosenki po polsku Pani Karolino również by się przydały. Jeden minus, chociaż w sumie nie z jej winy, ma strasznie podobną barwę do Pauliny Przybysz aka Pinnaweli. Na koniec oczywiście bis, bo jak mogłoby nie być bisu po takiej dawce energii! Chociaż to dla pana akustyka chyba był wielki problem, po 5 minutach braw, owacji i pisków, zespół wszedł znowu na scenę. Nie wiedzieli, co zaśpiewać więc zapytali się o to mnie, tak – mnie. Odpowiedziałam rzecz jasna to, co chciałam – Jackson 5 ‘I want You back’ ( kiedyś kiedyś słyszałam to w ich wykonaniu). Pomimo początkowej konsternacji zagrali ten numer, dodatkowo ożywiając widownię. Nauczka jest taka, żeby więcej mnie nie pytać o numery dodatkowe bo łatwo nie będzie. Jeśli dobrnęliście do tego momentu i nie przytłoczyły Was moje chaotyczne dygresje to odsyłam Was koniecznie do majspesja składu. Sprawdźcie ich i czekajcie na kolejne koncerty, bo warto.

Komentarze

komentarzy