Relacja z warszawskiego koncertu Nneki

Data: 12 listopada 2011 Autor: Komentarzy:

fot. Jarek Talacha / jtfotoblog.wordpress.com

Prawie każdy utwór Nneki niesie ze sobą jakieś przesłanie, najczęściej dotyczące afrykańskich problemów. Artystka nie pozwoliła zapomnieć o tym fanom podczas warszawskiego koncertu. Fani przybyli do Palladium naprawdę tłumnie i nie będę ukrywać, że było to dla mnie lekkim zaskoczeniem. Jednak na tym kończą się pozytywy publiczności. Liczebność wcale nie zagwarantowała gorącej atmosfery i (poza kilkoma wyjątkami) ludzie byli po prostu sztywni. A przecież Nnece nierzadko zdarza się chwytliwie wykonać taneczny kawałek!

Zdania na temat supportu w postaci Publish The Quest są mocno podzielone. Niektórzy byli zachwyceni. Inni twierdzili, że elementy ska w wykonaniu zespołu brzmią dość tandetnie, festynowo wręcz. Jednak ci, co chcieli, to się pobujali (a że chcących było niewiele, to już wiecie).

Publish The Quest

fot. Jarek Talacha / jtfotoblog.wordpress.com

Jednego nie można zespołowi, a szczególnie wokaliście, odmówić – prawdziwych „moves like Jagger”! Niestety, po zejściu supportu ze sceny, publiczność musiała czekać dość długo na gwiazdę wieczoru, choć ta pojawiła się podobno punktualnie.

Koncert rozpoczęły dźwięki „Lucifer (No Doubt)” (utwór ten jest zarazem pierwszym na ostatniej płycie), do których dołączył wokal niewidocznej przez dłuższą chwilę artystki. Ta pojawiła się dopiero podczas drugiego refrenu. Po następnym w kolejności „Walking”, Nneka wygłosiła naprawdę ciekawy monolog. Choć u większości artystów monologi takie są o niczym (albo o tym, jak bardzo kochają kraj, w którym w danym momencie występują), wokalistka udowodniła, że ma coś do powiedzenia. Opowiedziała fanom o swych podróżach i towarzyszącym im przemyśleniach. O swoich „zwątpieniach w religię, zwątpieniach w przekonania, zwątpieniach w politykę”. Potem przyszła zaś pora na typowe utwory do podśpiewywania: „Shining Star”, „Lost Souls” oraz „Valley”.

Najmocniejszym akcentem pierwszej połowy koncertu było wykonanie „V.I.P”, które skutecznie ożywiło publiczność. Nneka poprzedziła ten silny w przekazie utwór równie silną przemową o problemach Afryki i odesłała fanów na swój facebookowy fanpage, gdzie można znaleźć więcej informacji na ten temat. Publiczność została rozbudzona poprzez prośbę o interakcję z artystką: na Nnekowe „Vagabond in Power” Polacy odpowiadali „Vagabond in Power-uuu!”. Musicie wiedzieć, że koncertowa wersja bujała dużo bardziej niż studyjna, nie dajcie się więc zmylić gitarowemu kawałkowi! Sama wokalistka również się rozgrzała, zdjęła nawet narzutkę z ramion. Trzeba przyznać, w T-shircie, dresach i sneakerach wyglądała istnie rapersko.

Aloe Blacc

fot. Jarek Talacha / jtfotoblog.wordpress.com

Drugą połowę koncertu rozpoczął utwór „Don’t Even Think”, który ostudził emocje publiczności. Ale nie na długo, kolejnym wykonanym przez Nnekę kawałkiem był bowiem ostatni singiel, „My Home”. Bardzo niemile zaskoczył mnie odbiór „Do You Love Me?”, który to jest moim ulubionym utworem artystki. Publiczność wydawała się znudzona balladą – polecam tym, których również nie ucieszyła piosenka, przesłuchać ją ponownie. Jest naprawdę piękna! Na szczęście wszystkim wróciła energia kiedy usłyszeli dźwięki poprzedniego singla, „Soul Is Heavy”.

Dobrym posunięciem Nneki okazał się cover „Sweet Dreams”, który spotęgował radość widowni. Hit przeszedł powoli w „Suffri”, które poprzedziło ostatni zaplanowany na ten koncert kawałek… „Heartbeat”! To chyba było to, na co czekała większość publiczności – a zarazem jedyny moment koncertu, w którym sztywno nie stał nikt. Uff! Jak możecie się domyślić, po usłyszeniu najsłynniejszego singla, Polacy nie pozwolili artystce tak łatwo odejść. Udało się sprowadzić ją z powrotem, a jako bis otrzymaliśmy bardzo klimatyczne „Focus”.

Jak widzicie, podczas warszawskiego występu dominowały utwory z ostatniego krążka, „Soul Is Heavy”. Ku zdziwieniu fanów Nneka nie wykonała nawet wszystkich swoich singli, a przecież nie ma ich aż tak znowu dużo. Największym minusem koncertu (oprócz długiej przerwy między supportową przystawką a „daniem głównym”) była przytłaczająca ilość prawie-balladowych utworów, które artystka wykonywała z gitarą w ręku. I choć większość fanów energię miała nie większą niż jamnik z nadwagą, nie można powiedzieć, że Nneka nie spełniła naszych oczekiwań. Winę za nieruchliwość publiczności można zwalić przecież na pogodę, która towarzyszyła wszystkim podczas docierania do Palladium. Nie zapominajmy, że na dworze było tego dnia wyjątkowo zimno!

Komentarze

komentarzy