Relacja z koncertu Dee Dee Bridgewater w Warszawie!

Data: 21 grudnia 2011 Autor: Komentarzy:

797949

W ten przedświąteczny czas, coraz częściej słyszę „nie czuję w ogóle tych świąt!” Ludzie pędzący do pracy, biegający po centach handlowych, i jak tu poczuć święta? Otóż jest na to sposób ! Ci, którzy wczoraj byli świadkami pięknego koncertu świątecznego w wykonaniu Dee Dee Bridgewater, z pewnością poczuli namiastkę świąt. Wraz z pierwszym śniegiem zagościła w Warszawie wybitna amerykańska wokalistka, która utożsamiana jest przede wszystkim z jazzem jednak zgrabnie łączy różne gatunki muzyczne takie jak soul, r&b czy nawet rock, a jej głos sprawia, że w każdym z nich potrafi oczarować słuchaczy.

Na koncert w Archikatedrze św. Jana Chrzciciela wybrała utwory świąteczne, w pięknych aranżacjach towarzyszącego jej pianisty Adsela Gomeza. Kolędy przeplatała utworami m. in. z płyty dedykowanej Billy Holiday.
Nastrojowo oświetlona Archikatedra i jej akustyka nadawały mistyczną atmosferę. Niedługo po wybiciu godziny 20 na scenę wyszła Dee Dee Brigdewater w towarzystwie pianisty i aranżera Adsela Gomeza. Dee Dee ubrana w zieloną cekinową suknię do ziemi oraz szal, przywitała zgromadzonych kolędą „Away in a Manger”. Kiedy z głośników popłynęły pierwsze dźwięki, dzięki jej niezwykłej matowej barwie, zrobiło się ciepło w sercu. Artystka przez cały koncert (i w moim przypadku również długo po nim) wytworzyła atmosferę świątecznej radości. Po otwierającym utworze usłyszeliśmy –„Midnight Sun” tytułową piosenkę z ostatniej płyty. Aby nie oddalać się za bardzo od świątecznego klimatu, artystka wykonała następnie trzy świąteczne piosenki, które nawet nam europejczykom nieodłącznie kojarzą się ze świętami. Każdą z nich poprzedzała anegdotką ze swojego życia- „I dreaming of a white Christmas”, czyli utwór, który kojarzy się jej z czasami młodości i matowym głosem Billa Crosby’ego, „Jingle bells” – najbardziej świąteczna piosenka amerykańska,” The Christmas Song” – wspominała jak poznała twórczość Mela Torme’a. Jeżeli możecie wyobrazić sobie ciepły kominek, choinkę i gorącą czekoladę – zróbcie to, tak właśnie brzmiały świąteczne utwory w wydaniu Dee Dee Bridgewater. Warto wspomnieć, że dzięki temu, iż wokalistka i pianista mieli ze sobą wspaniały kontakt, ta serdeczność obojga artystów przelana została również na publiczność. Ale jeżeli komuś przemknie przez myśl, że było nudno, to niech szybko pozbędzie się takiego wrażenia! Temperament artystki nie pozwolił, aby na koncercie panowała nuda. Mogliśmy usłyszeć wyznanie Dee Dee, że zawsze chciała spróbować swoich sił, jako rockowa wokalistka, a żeby potwierdzić swoje słowa wykonała utwór- „Angel of the night” piosenkę, która zdobyła pierwszą nagrodę na konkursie w Sanremo w 1990 roku, napisana przez wokalistkę i członków włoskiej grupy rockowej „Pooh”. Następnie wykonała utwory „A Child is born” dedykowana Thadowi Jonesowi, w którego big bandzie zaczęła swoją jazzową karierę oraz „Speak Low”, kojarząca się z pierwszym występem we Wrocławiu. Niestety ! nie sposób napisać wszystkich anegdotek, ale na takich koncertach artysta przekazuje nam cząstkę siebie. Zbliżając się do końca koncertu wykonała kolędę „Silent Night”, po niej dwa utwory z płyty „Eleanora Fagan” poświęconej Billy Holiday – „God bless the child” w idealnie pasującym, do głosu i temperamentu, bluesowym aranżu oraz „Stange fruit” fenomenalne, emocjonalne wykonanie standardu. Ostatnim utworem z listy koncertowej był standard „My favorite things” radosny, z zabawną improwizacją, z latynoskim motywem, w bardzo ciekawym aranżu Adsela Gomeza. Jako bis artystka wykonała acapella utwór „Amazing grace”, i osobiście nie wyobrażam sobie lepszego zakończenia tego koncertu.

797950

Reasumując, po zakończeniu koncertu powiedziałam tylko „Wow, nic dodać, nic ująć”, doskonałe doznanie muzyczne i duchowe. Dee Dee Bridgewater pokazała się jako ciepła i optymistyczna osoba, pełna energii i zarażająca entuzjazmem. Wspaniały kontakt z publicznością oraz niezwykły temperament sprawiały, że nie sposób było nie odwzajemniać.

Komentarze

komentarzy