
Zaskakujący, magiczny, kipiący emocjami – takich określeń używałem wyrażając swoją opinię na temat ostatniego singla Ushera. „Climax” był bezprecedensowym powiewem świeżości na mainstreamowej scenie r&b i dał nadzieję, że całe Looking For Myself będzie pozytywnym zaskoczeniem roku. Niestety, wygląda na to, że poprzedni singiel okazał się nomen omen szczytem możliwości piosenkarza, gdyż najnowsze „Scream” sprowadza nas z powrotem na klubowe, pitbullowo-guettowe niziny. Zastanawiam się po co w ogóle o tym piszę.


Komentarze