„Jesteśmy dumni z nowej płyty” – June dla soulbowl.pl

Data: 8 maja 2012 Autor: Komentarzy:

Przez ostatnie trzy tygodnie muzycy z grupy June nieustannie częstowali nas kawałkami z ich najnowszej płyty July Stars. Dziś odbyła się premiera krążka i nie wierzcie nam na słowo – sami sprawdźcie, że to jedna z lepszych pozycji w tym roku. Dobre, bo polskie? Zdecydowanie! O ‚czerwcowych’ początkach, nazwie grupy, gościach na albumie, współpracy z Tomem Conye (zdobywcą Grammy za płytę Adele 21!) i innych równie ciekawych kwestiach rozmawiamy z Janem SmoczyńskimRobertem Cichym. Zapraszam do lektury.

Zacznijmy od czerwcowych początków, jak trafiliście do wytwórni Kayax i co było przed tym?

Jan Smoczyński: Moja pierwsza styczność z Kayaxem to płyta 15 minut projekt Michała Foxa Króla i Janka Młynarskiego. Wówczas byłem po prostu gościem zaproszonym do udziału w jednym utworze. Potem zespół Bisquit, w którego pierwszym składzie grałem i byłem współodpowiedzialny za produkcję debiutanckiego albumu, podpisał kontrakt z tą wytwórnią. Przy okazji tej kolaboracji poznałem moją osobistą narzeczoną – Sylwię Słowatycką, która to w późniejszym czasie przyczyniła się do naszego wstąpienia w szeregi Kayaxowiczów, już jako June. Wcześniejsze dzieje to moja wieloletnia współpraca z Krzysztofem Pacanem, czy to na gruncie jazzowym (moje Trio) czy też producenckim. Potem, przy okazji koncertu z Michałem Urbaniakiem, poznałem Roberta Cichego, który natychmiast ujął mnie charyzmą muzyczną i umiejętnością rymowania, ale takiego bujającego. Zażarło nam od razu i bardzo szybko powstał materiał na pierwszy album. I tu z pomocą pobiegła nam Sylwia, która zaraziła pomysłem wydania naszej muzyki, szefa – Tomika Grewińskiego. Dzięki Bogu – skutecznie :)
Robert Cichy: Tak jak Jasiu wspomniał poznaliśmy się na 5tych urodzinach pewnego klubu gdzie razem z Michałem graliśmy ‚czarne’ dźwięki.. Później na Vena festiwal poznałem Krisa no i razem skleiło się to bardzo ładnie a z Kayaxem była to pierwsza przygoda w moim życiu,która trwa do dziś.

Skąd pomysł na nazwę zespołu?

JS: Jechaliśmy samochodem i właśnie zamęczaliśmy się pytaniem, jaką nazwę nadać naszemu tworowi. I nagle zdałem sobie sprawę, że wszyscy urodziliśmy się w czerwcu. Ja 21, Robert 26 (dokładnie 4 dni po mnie), Sylwia 29 i Krzysztof 30. Wybór był oczywisty. A że czerwiec to najpiękniejszy miesiąc w roku, bardzo nam ta nazwa przypasowała.
RC: Tak jest.

Jak bardzo w Waszym odczuciu zmieniła się twórczość June od czasu wydania debiutu?

JS: Myślę, że zrobiliśmy progres. Dużo słuchamy przeróżnej muzyki, śledzimy nowości ale i cały czas wracamy do starych nagrań, które nas bardzo inspirują. Wiem, że rozwijamy się. Jednak wracając do pierwszej płyty nie mamy poczucia, że się zestarzała, jesteśmy z niej nadal dumni, ale też cieszymy się, że nie stoimy w miejscu, nie powielamy patentów. Myślę, że stylistycznie poszliśmy w ciut inne rejony, ale cieszę się bardzo, że nie zmieniło się jedno – tworząc, nie myślimy o modach, gustach, trendach, o tym jak to będzie odebrane. Myślimy wyłącznie o muzyce.
RC: Debiut zaczął się tak naprawdę od kawałka „Speak 2 U”, który najmniej definiuje stylistykę June. Teraz jesteśmy bardziej pewni tego w którym kierunku ma płynąć ‚czerwcowa’ nuta.:)

Za chwilę premiera Waszego drugiego albumu, stresujecie się?

JS: Jesteśmy dumni z nowej płyty. Stresu nie ma. Jest po prostu nadzieja, że płyta zostanie dobrze przyjęta, bo za tym idą koncerty, a na nich teraz zależy nam najbardziej.
RC: Jesteśmy dumni podwójnie bo to podwójna płyta! A delikatny stres może przyjdzie na pierwszych koncertach..:)

Na albumie July Stars pojawia się kilka znanych nazwisk. Na czym polegała i jak przebiegała współpraca?

JS: Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że tak znakomite nazwiska zgodziły się na udział w naszym albumie. Tym bardziej, że jedyną formą zachęty było wysłanie demo utworu. Przyjęcie przez nich zaproszenia uświadomiło nam, że ma sens to co robimy :). Współpraca przebiegała bezstresowo, nagrania w znakomitej atmosferze.
RC: Z większością gości współpracowaliśmy lub współpracujemy dalej. Problem był w tym czy spodobają się kawałki. Okazało się, że TAK!! No i Mistrzostwo!

Czym się sugerowaliście przy wyborze gości? Czy ktoś Wam odmówił?

JS: Kierowaliśmy się kolorytem, charyzmą artystyczną. Chcieliśmy mieć bardzo wyraźne osobowości na naszej płycie. Udało się :) Odmówił jedynie manager Krzysztofa Krawczyka. Może kiedyś…
RC: Pewnego dnia w trakcie robienia albumu zadzwonił do naszej menadżerki Sylwii nasz boss Tomik i powiedział, że jest szansa podesłania naszej kompozycji Jamesowi Blake’owi bo właśnie w Sobotę wpada do Wawy na jeden dzień. Podpaliliśmy się. Zrobiliśmy kawałek, ale James chyba wypił za dużo polskiej ‚wody’..:) Niestety nie udało się. Ale przypadkiem u Jasia jedna ze ‚Stars’ usłyszała ten kawałek i chce go na swoją płytę..:))

Jak udało Wam się nawiązać współpracę z Tomem Conye?

JS: Przy pierwszej płycie, zamarzyłem by taki ktoś jak Tom Coyne sprawił by nasza płyta zabrzmiała wyjątkowo. Sprawdziłem kto masteringował moje ulubione płyty jak Voodoo D’Angelo i okazało się że był to właśnie on. Reszta to cudotwórstwo naszej manager, która załatwiła, wynegocjowała, spełniła moje marzenie. Przy pierwszym albumie musieliśmy mu wysłać próbkę muzyki, żeby zgodził się dla nas pracować. Przy drugiej, z czego jestem bardzo dumny, wyraził radość z ponownej współpracy. Nawet mam obiecane, że jak płyta pokryje się złotem, to powiesi nas na ścianach swojego studia obok płyt Adele i Beyonce :)
RC: Master jest Master!!!

Kto zajmował się okładką i graficzną stroną albumu July Stars? Czy fizyczna oprawa jest dla Was ważna i jak dużą uwagę do niej przywiązujecie?

JS: Pomysł projektu wyszedł od Sylwii, która to z kolei otacza się wybitnymi grafikami jak Dominika Jagiełło i Maciek Cecotka. Ich wspólna praca dała olśniewające efekty. Jest duma :). Wygląd płyty jest dla nas niezwykle ważny. Dziś coraz trudniej stworzyć produkt, który wyróżnia się na półce. Dziś już widzę, że nam się to udało.
RC: Cały cover design jest po prostu smaczny.. tak jak płyta.:))

Z jakimi artystami z polskiej sceny chcielibyście jeszcze podjąć współpracę?

JS: Uważam, że w Polsce jest jeszcze bardzo dużo ciekawych artystów, siłą są też młodzi, którzy materię śpiewania stawiają w nowym świetle. Myślę, że dalsze kolaboracje pójdą w tym kierunku, choć oczywiście jesteśmy otwarci na propozycje!
RC: Osobiście chciałbym żeby na którymś koncercie kawałek „Everybody’s everybody” zaśpiewał Cheeba z East West Rockers:)

Praca w składzie to niełatwe zadanie. Jak często zdarzały się Wam kłótnie podczas tworzenia?

JS: Choć może trudno w to uwierzyć, nie ma kłótni. Choć każdy z nas to niezłe ziółko, to zdarzają się tylko różnice zdań, które i tak nigdy nie rosną do miary konfliktu, a są jedynie materią napędzającą proces twórczy.
RC: Właśnie takim kompromisem jest na płycie ostatni kawałek – „Ile na Ciebie czekać mam”..:))

Macie jakieś śmieszne historie czy anegdoty z procesu nagrywania albumu July Stars?

JS: Nasza praca to jedna wielka śmiechawa, dobrze się czujemy w swoim towarzystwie i pozytywnie się nakręcamy. Jest wesoło!
RC: Buhaha!!!!

Czego możemy się spodziewać na koncertach? Czy utwory na których pojawili się goście również będą na nich grane? Podejrzewam, że ciężko zorganizować wszystkich w jednym miejscu.

JS: Niedługo koncert promocyjny, na który zaprosimy wszystkich wykonawców, którzy wzięli udział w nagraniach. Mamy jednak świadomość, że są to niezwykle zajęte osoby, więc pewnie tylko niektórzy znajdą dla nas czas. Na zwykłych koncertach chcemy jednak skupić się na pierwszej części albumu, czyli na naszej własnej twórczości. Myślę, że być może zaadaptujemy niektóre utwory z gościnnej części na nasz skład.
RC: Szykuje się kawał roboty by kawałki zagadały tak jak na płycie albo i lepiej.Tym bardziej, że chcemy je grać bez żadnych ‚wspomagaczy looperskich’. Myślę, że będzie bardziej energetycznie niż na płycie…i bardzo mnie to cieszy:))

Często pojawiacie się osobno z różnymi artystami na scenie, czy myślicie w przyszłości o rozstaniu się i pracy solowej?

JS: Ależ my już tak działamy. Krzyś ma swój solowy projekt, Cichy ma Chili, ja też mam swoje składy. To funkcjonuje niezależnie. Rozstanie nie jest potrzebne :) Jest bezpieczeństwo i higiena pracy!
RC: Rozmaita współpraca jest bardzo twórcza i buduje muzyczny fundament na którym powstają oryginalne pomysły…. które później człowiek wykorzystuje w swoich własnych projektach :))

Serdecznie dziękujemy za rozmowę.

Komentarze

komentarzy