Relacja z festiwalu Burn In Snow

Data: 18 lutego 2013 Autor: Komentarzy:

Bajeczna zima, stoki narciarskie, zawody Big Air i koncerty znakomitych gwiazd światowej sceny muzycznej. Brzmi jak bajka, a jednak, niektóre bajki się spełniają, i to w Polsce, w Szczyrku. 8 i 9 lutego odbyła się druga edycja BURN IN SNOW, która ściągnęła do Szczyrku niezliczone rzesze fanów dobrej muzyki i zimowej adrenaliny. Mieszkańcy Szczyrku takiej okazji nie mogli zaprzepaścić i znakomicie zadbali o przyjazną atmosferę podczas tego emocjonującego weekendu. I pomimo pokusy szybkiego zarobku w sezonie zimowym, jak to bywa w niejednym górskim kurorcie, nikt nikogo nie próbował nabić w butelkę; za uprzejmość i pogawędkę z tubylcami można było nawet otrzymać po dobroci specjalną „dolewkę” do herbaty, coby gościom nie odmarzły kończyny, nawet tym z Mazowsza… Ale na mróz raczej nie miał kto narzekać, bo za dnia jak i w nocy organizatorzy 2 edycji imprezy Burn In Snow zadbali o gorącą atmosferę! W zawodach Big Air i Freeski wzięła udział czołówka polskich zawodników jak i zaproszonych zawodników zza zagranicy, m. in. Markku Koski, Alessandro Boyens, Bjorn Simons, Roman Dlauhy, Michał Ligocki i Piotr Janosz, Bartek Sibiga, Szczepan Karpiel, Richard Skala, Anders Backe oraz Bine Zalohar. Zawody, jak należało się spodziewać, były na naprawdę wysokim poziomie, nie było wstydu, nasi mogą się pokazać; kaski z głów!

Jakby wrażeń było mało, na rozentuzjazmowanych miłośników sportów zimowych, po wybuchowych pokazach skoków Big Air, czekała kolejna atrakcja w postaci, panie i panowie, Damen & Herren, the one & only, mighty wielcy członkowie afro-centrycznego kolektywu Native Tongues, pochodzący z Long Island – zespół De La Soul! (W tym miejscu zaznaczyć trzeba, że poprzedzać miał ich występ równie zdolnego muzyka solowego Hudsona Mohawke, ale niestety, ów do Szczyrku nie dotarł z powodu pogodowej anomalii zwanej zimą. Co poradzić, nie każdy rodzi się Polakiem i jest odporny na mrożoną wodę;) Straty jednak nie było, na brak HudMo nikt nie narzekał. Ani przed, ani po koncercie De La Soul. Pomimo nieobecności DJa Maseo, beatmakera wielkiej trójcy, pozostała część ekipy -€“ Dave i Posdnuos, a.k.a. Plug Three, przywieźli ze sobą w zastępstwie DJa Young Guru, który godnie zastępował Maseo. Także bidy nie było. Było wręcz za*ebiście! 26 lat w rap biznesie robi swoje. Artyści pokazali się ze swojej najlepszej strony i wprowadzili w ekstazę melodyjnymi i płynnymi wersetami swojej hip hopowej poezji, zarówno starszych koneserów czarnej muzyki, jak i szeregowych małolatów. Kawałki „Stakes is high”, „Ego Trip”, „Ring Ring Ring” powaliły wszystkich, ale tylko na ułamek sekundy, bo w następnej chwili każdy już próbował przebić sufit namiotu głową. A niby „White Man Can’t Jump!”? Miód w uszach, liryczna petarda dla zmysłów. Oby więcej takich artystów i występów. Można im nawet wybaczyć wiejskie wstawki typu: wodzirej klaszcze, klaszczą i chaszcze.

Suma sumarum Burn In Snow okazała się po raz kolejny wielce udaną imprezą. Mieliśmy przyjemność oglądać znakomite zawody Big Air na światowym poziomie i usłyszeć nietuzinkową muzykę, artystów należących do grona najwspanialszych wykonawców niezależnej muzyki hip hopowej ever! Wyróżnić należy oczywiście też Naszych, dj’ów i producentów polskich, którzy odpowiednio przygotowali podkład pod całą imprezę i zadbali o dobrą atmosferę przed, w trakcie jak i po zawodach. Przekazujemy propsy za dobre sety i pozytywny vibe:

MENT XXL & JEDYNAK / FLIRTINI, DANIEL DRUMZ, GROH, BUSZKERS / SUPRA1 & ZEPPY / SPECIAL B2B SET i angielskiej artystce LITTLE BOOTS.

Do zobaczenia za rok!

tekst: Pedro el Negro
video: Sonar Soul

Komentarze

komentarzy