Przyznaję, że większość nowych kobiecych wokali, które ostatnio mnie oczarowały, pochodzi z naszych deszczowych Wysp. Jednak głos, którym dzisiaj się chcę z Wami podzielić, narodził się na innym kontynencie. A wokal to nie byle jaki, bo przez ponad dwa lata służył jako chórek Solange. Pochodząca z Nowego Orleanu Jade, od dłuższego czasu szuka w muzycznym przemyśle swojego miejsca i wygląda na to, że właśnie je znalazła. „Freedom” to drugi utwór, po „Jaded”, który ma służyć jako zapowiedź rychłego pojawienia się EP Jaded. Kawałek, napisany przez Jamesa Fauntleroya, znacząco podkręcił zainteresowanie artystką. Moje zresztą również. Być może umiłowałam sobie takie pościelowe klimaty, głębokie wokale czy delikatne aranżacje, a ubiegłoroczna EPka Solange skrzywiła odrobinę moje oczekiwania w stosunku do żeńskich produkcji, ale co tam, dopisuję Jaded do listy oczekiwanych. Porównania do Sade, na tym etapie, uważam za zbyt odważne, zresztą chyba każdy materiał w podobnym klimacie porównuje się do mistrzyni (nie szukając zbyt daleko, w ubiegłym roku chociażby Jessie Ware zostało otagowana jako jej następczyni). Co do samej Jade, spartaczy sprawę – zapomnimy, da radę – będziemy mieli kolejny rozwijający się talent, wart czasu poświęconego na pisanie o nim. Przygaście światła, a w nastrój pod znakiem relaksu niech wprowadza Was „Freedom”.


Komentarze