Recenzja: Chance the Rapper Acid Rap

Data: 19 maja 2013 Autor: Komentarzy:

acidrap1-600x600

Chance the Rapper

Acid Rap (2013)

self released

Głos podobny trochę do Lil’ Wayne’a. Przeciąganie sylab rodem z utworów Kanyego. Wokal trochę jakby Wyclef Jean. Psychodeliczne odjazdy jak z płyt The Pharcyde, poczucie humoru jak u młodego Eminema. Wbrew powyższym skojarzeniom Chance the Rapper nie jest hiphopowym potworem doktora Frankensteina, a paradoksalnie spójnym i konsekwentnym, mimo wszystko autorskim podejściem do sztuki rapowania. Pod wpływem LSD wszystko staje się możliwe, ale i bez wspomagaczy Acid Rap jest jedną z najciekawszych rapowych pozycji tego roku.

Honorową dla Chance’a sprawą jest nie iść nigdy na łatwiznę. Oklepane już w rapie historie o zdobywaniu sławy podaje za pomocą niepowtarzalnych środków ekspresji i szczerze zabawnych wersów. Uzewnętrzniając swoje przemyślenia w „Acid Rain” sięga do zaskakująco artystycznej głębi swojej duszy, w nostalgicznym „Cocoa Butter Kisses” z dbałością o najmniejsze szczegóły rozlicza się z okresem dzieciństwa, a w nietypowo umiejscowionym hidden tracku („Paranoia”) zabiera głos w sprawie przemocy na ulicach rodzinnego Chicago. Na kwasie, czy nie – jego obserwacje są wyjątkowo trzeźwe, a głos pełen emocji i empatii – czegoś, czego brakowało mi w ostatnich nagraniach Lupe Fiasco.

Niemniej ciekawie prezentuje się muzyczna warstwa Acid Rap. Chancelor nie daje się zaszufladkować ani jako miłośnik trapu, ani zwolennik malowania cloud rapowych pejzaży, ani też jako trueschoolowy tradycjonalista. „Smoke Again”, ukryta produkcja Nosaj Thinga, czy podkłady nawiązujące do klasyków Slum VillageA Tribe Called Quest z pewnością przemówią do fanów wspomnianych nurtów. Jednak to co najbardziej fascynuje Chance’a to zbudowane z rozmachem, soulfulowo-gospelowe kompozycje przypominające nam dawnego Kanyego (jeszcze nie Yeezusa) Westa. Pomysłowo wpleciono w bity elementy ghetto house’u – popularnego w Chi na początku lat dziewięćdziesiątych nurtu muzyki klubowej.

Chance swoim najnowszym projektem idealnie wstrzelił się w aktualną sytuację chicagowskiego hip hopu. Na scenie zdominowanej ostatnio przez Chief Keefa, King L’a i innych drillujących małolatów brakowało kogoś jednocześnie świeżego, charakterystycznego i utalentowanego. Chancelor Bennett spełnił na Acid Rap wszystkie trzy warunki i za jakiś czas wpisze się w historię muzyki z Wietrznego Miasta tak samo jak Twista, Common, YeezyLupe.

Komentarze

komentarzy