Jessie Ware - What's Your Pleasure

Recenzja: Dj Czarny/Tas Time to Build

Data: 8 lipca 2013 Autor: Komentarzy:

Dj Czarny/Tas

Time to Build (2013)

Self-released

Dj Czarny i Tas przygotowywali swój drugi album przez dwa lata. Pozytywne oceny Passion, Music, Hip-Hop oraz występy na Mistrzostwach IDA w 2011 roku, pozwalały założyć, że Time to Build ponownie rozbudzi aplauz w ich kierunku. Poznaniacy zapowiadali, że płyta będzie wypadkową nowych inspiracji, które w połączeniu ze znanymi już patentami z debiutu, utworzą materiał podszyty bardziej zróżnicowanym szwem.

Słuchając krążka można odnieść wrażenie, że dwójka producentów rozpieszcza słuchacza, oferując mu kolaż kilkunastu stylów. Problem jednak w tym, że owe bogactwo może zniecierpliwić tych, którzy po instrumentalnym albumie oczekują płynnej i bardziej stonowanej konstrukcji. Z drugiej strony, poznaniacy wypracowali rozpoznawalny dla ich produkcji styl, który na Time to Build można traktować jako wspólny mianownik. Charakterystycznie pocięte sample i gęsto wkomponowane skrecze solidnie dopełniają podstawę programową utworów, dając poczucie przestrzennego wyważenia dźwięków. Stanowi to jednocześnie dowód na to, że ta dwójka ma bardzo podobną wrażliwość i muzyczną estetykę. Chemię między Czarnym i Tasem da się wyczuć w każdym z numerów.

Większość płyty płynie w tempie około 95 uderzeń na minutę, jednak zdarzają się momenty, gdzie Czarny podwaja szybkość, przywołując skojarzenia z produkcjami ze stajni Hospital Records. Na uwagę zasługuje nowojorskie „Once Again”, które z pewnością docenią fani Pete’a Rocka. Egzotyczne „Escape” zapada w pamięć, „Too Close” skłania do niewymuszonej refleksji, natomiast fenomenalne „Dreaming at the Surface” gwarantuje najwyższej próby relaks.

Time to Build to porcja przyzwoitych produkcji, które mogą się podobać. Jest dobrze, a byłoby jeszcze lepiej, gdyby płytę wypełniało więcej tak nieprzewidywalnych i wielowarstwowych utworów, jak „Where Is My Heaven” i „Dreaming at the Surface”. Fanów samplowanych instrumentali jest coraz mniej, a pojedyncze eksperymenty z emerytowanym drum’n’bassem nie wzruszają już zupełnie. Mimo tego jest to pozycja warta uwagi, ukazująca niebywałą chęć rozwoju Czarnego i Tasa. Wierzę, że kolejne produkcje duetu nie pozwolą na jakiekolwiek marudzenie.

Komentarze

komentarzy

Jessie Ware - What's Your Pleasure