Jessie Ware - What's Your Pleasure

Recenzja: Pretty Lights A Color Map of the Sun

Data: 9 lipca 2013 Autor: Komentarzy:

Pretty Lights

A Color Map of the Sun (2013)

8 Minutes and 20 Seconds Records

Pisząc o odsłuchu kilka dni temu byłem bardziej pozytywnie nastawiony wobec nowego wydawnictwa Pretty Lights — dziś natomiast jest nieco inaczej. Powracający na scenę po trzech latach Derek Smith swoim nowym albumem wniósł wiele świeżości, ale także powielił kilka wcześniej sprawdzonych schematów. Okres 36 miesięcy to szmat czasu na różnego rodzaju eksperymenty, próby i zabawy w nowe metody produkcji. Będąc dotychczas tylko i wyłącznie producentem opierającym się na samplingu, Smith postanowił rozwinąć swój artystyczny wachlarz i pójść w kierunkach wcześniej przez siebie nieodkrytych.

Na przestrzeni lat 2011-2013 podróżował wzdłuż kraju, zatrzymując się m.in. na Brooklynie i w Detroit, aby tam na długie tygodnie zamknąć się w studio z grupą muzyków sesyjnych i rozpocząć proces tworzenia surowego materiału. W celu pozostawienia starych zwyczajów w tyle — Smith postanowił zerwać z tradycyjnym wykorzystywaniem fragmentów cudzych utworów. Na zasadzie organizowanych jam sessions zdecydował się napisać muzykę, którą najpierw zarejestrował na staromodnych taśmach, a następnie przeniósł na ponad trzydzieści winylowych płyt. Ostatnim etapem procesu kreacji było pocięcie i przearanżowanie wszystkich nagranych fragmentów, dodając do nich szczyptę elektroniki i syntezy dźwięku. Brzmi kreatywnie, prawda?

Interesujące i innowacyjne podejście do stworzenia nowej muzyki dało artyście zdecydowanie wiele korzyści. Pierwsza i najważniejsza z nich to malutki krok w stronę statusu producenta à la Quincy Jones. Kierowanie grupą muzyków i przelewanie usłyszanych w myślach melodii na papier to z pewnością cięższa praca niż wrzucanie sampli na pady. Jakkolwiek by to jednak Derekowi nie pomogło, jego nowatorskie metody niekoniecznie przełożyły się na nowatorskie brzmienie. Podczas gdy płyta pełna jest ciepłych, analogowych dźwięków, całość może być co najwyżej nazwana solidnie zrealizowanym albumem, w którym piękna historia bluesa i soulu spotyka się z surowym brzmieniem syntezatorowych leadów. Jazzowe melodie występujące u boku mocnej elektronicznej stopy i werbla funkcjonują bardzo dobrze, ale nie jest to coś, czego już wcześniej nie słyszeliśmy. Odwzorowując pewne schematy lat 90. artysta jakby nieco zapomniał skupić się na przyszłości, zbytnio zajmując swój umysł tym, co w muzyce już za nami. Minimalizm, za którym producent starał się podążać, jest także niezbyt słyszalny — większą uwagę od powyższego nurtu zwracają duże ilości instrumentów, warstw i dźwięków użytych na płycie.

To bardzo dobrze skomponowany album, w którym czuć inne, alternatywne podejście do procesu tworzenia muzyki. Za wysiłek i wkład należą się artyście słowa pochwały, aczkolwiek efekt końcowy mógłby być nieco lepszy i bardziej zaskakujący. Z pewnością na płycie znajdzie się kilka perełek, które będą towarzyszyć nam podczas letnich imprez nie raz, nie dwa. Album zdecydowanie spodoba się wszystkim fanom połączenia elektroniki z rapem opartym na elementach jazzu i bluesa.

Komentarze

komentarzy

Jessie Ware - What's Your Pleasure