Slum Village
Evolution (2013)
Orchard

And they say we are carnivores
Savage
Been raised by wolves
To pierwsze słowa jakie padają z ust T3 w numerze „Braveheart”, otwierającym Evolution. Zgadza się tutaj tylko jedno – dzisiejsze Slum Village to tylko głodne hajpu wilczki, najsłabsze sztuki z przerzedzonego śmiercią i konfliktami stada. „Slum” wataha już dawno się rozpadła i naprawdę trudno zrozumieć, dlaczego T3, Illa J i Young RJ wciąż chcą nazywać się „Slum Village”, skoro z oryginalnego składu został tylko pierwszy wymieniony. Ta dziwaczna strategia marketingowa doprowadziła do paradoksu, który jest przekleństwem Evolution – Slum Village próbuje grać jak Slum Village.
Gdy ktoś próbuje sięgnąć pięt legendom zamiast skupić się na budowaniu własnej, to nie ma szans na happy end. Krążek wyprodukował głównie Young RJ i łatwo wyobrazić sobie piekło, jakie może zgotować producenckiemu ego robienie bitów dla składu, który założył TEN J Dilla. „Młody” dwoi się więc i troi, szukając desperacko jakiegoś kompromisu. W efekcie, wszystkie numery brzmią jak jak nieudolna imitacja… Black Milka. Wyraźna perkusja, dużo (za dużo) synthów i voilà! Instrumentale z Evolution brzmią jak odrzuty z Tronic – płyty wydanej w 2008r.
Jednak to przecież hip-hop, więc można wybaczyć słabe podkłady, jeśli uda się zachować jakikolwiek poziom liryczny. To też chłopakom z Detroit nie wyszło. T3 udowadnia starą tezę, że zawsze był najsłabszym nawijaczem w grupie. Illa J, który i tak rozwinął się od debiutanckiej płyty „Yancey Boys”, a tutaj nawet próbuje eksperymentować z tempem — wciąż powinien się sporo nauczyć. Young RJ ciągnie zwrotki mechanicznym flow niczym syntezator głosu. A tekstowo Evolution to głównie rap o robieniu rapu, poprzetykany pościelówkami typu „Summer Breeze”. Teoretycznie wszystko powinno się zgadzać, przecież „Slumy” wybili się na romantycznych numerach. Choć wszyscy znamy „Climax”, „Fall n Love” czy „Tainted”, na najnowszej płycie próżno szukać hitu. To po prostu nie jest ten joint. Dlaczego? No cóż, niech wytłumaczy się sam Illa J:
When you squeeze those muscles girl I’m in it all night
Like sprinkler
We gone be squirting all nite
And i don’t need no music all i need is your ***
(„Summer Breeze”)
To delikatnie mówiąc, niezręczna deklaracja priorytetów z ust człowieka, który próbuje profesjonalnie zajmować się muzyką.
Kolejnym błędem, który popełnili członkowie Slum Village, jest dobór gości. Havoc, Rapper Big Pooh, nawet Blu – gdy tylko pojawiają się na krążku, przyćmiewają talentem swoich gospodarzy. To smutne, szczególnie w komparacji do niekończącego się egotrippingu drużyny z Detroit. Podobno, by być wielkim, musisz najpierw w to uwierzyć, ale ta teza zdecydowanie nie sprawdza się w przypadku tego wydawnictwa. Najnowsza płyta „Slumów” to zbiór dobrych chęci i poza nieudolnymi próbami zmierzenia się z legendą, nie ofiarowuje nic więcej.
We don’t talk much
We let our history define us!!
Nawija Young RJ w „Hustle”. Niestety, panowie. Mówicie za dużo, a historia zapomni o tej płycie. „Ewolucja” to zdecydowanie groteskowy wybór tytułu.



Komentarze