Eklektik Session: Boxed

Recenzja: Mango Collective Mango Collective

Data: 6 sierpnia 2013 Autor: Komentarzy:

Mango Collective

Mango Collective (2013)

LUNA Music

Gdy słyszę termin „akustyczny rap”, od razu do głowy przychodzą mi Rootsi i ich oryginalny styl. Czy spotkaliście się kiedyś z naszym ojczystym odpowiednikiem tej ekipy? W polskim, ortodoksyjnym hip-hopowym środowisku nie ma zbyt wiele miejsca na odchylenia i dziwactwa. Większość próbujących pójścia pod prąd albo mocno zawodzi, albo jest równana z ziemią za odejście od tradycji. Jesteśmy tak przyzwyczajeni do wtórnych i nudnawych wydawnictw, że zapominamy o istniejących gdzieś tam w oddali perełkach, które starają się tworzyć swoje własne brzmienie i kreować niekonwencjonalny wizerunek.

Ale czy bohaterów tej recenzji można w ogóle wrzucić do jednego koszyka z tzw. polskim hip-hopem? Mango Collective, bo o nich mowa, chyba by tego nie chcieli. Szóstka zapalonych muzyków, którzy na przekór wszystkiemu udowadniają, że przyjemnie brzmiący rap da się stworzyć bez gramofonu i samplera to twór zupełnie odrębny, który funkcjonuje gdzieś w swojej własnej kategorii, bez jakichkolwiek sąsiadów.

Z drugiej strony natomiast sam fakt tworzenia czegoś innego nie zapewnia sukcesu i nie jest wyznacznikiem dobrego poziomu. Słuchając płyty warto zastanowić się nad tym za co należą się grupie pochwały, a co ewidentnie jest ich słabszą stroną. Wokalnie artyści prezentują się jak najbardziej na plus — wersy Patryka Wrońskiego i przejścia z rapowanych części do śpiewanych refrenów Joasi Dolaty są płynne i harmonijne. Merytorycznie materiał znajdujący się na krążku jest pełen wartościowych tekstów, które mogłyby służyć jako zespół rad dla wielu młodych wstępujących w świat dorosłych. Pewność siebie, realizacja marzeń, wyścig szczurów to tylko niektóre z tematów poruszanych na krążku. Żeby nie było jednak zbyt serio, na płycie znalazło się też miejsce na kilka momentów całkiem niezłej braggi, w której Patryk wypada bardzo świeżo i aż ciekawość zżera, jak zaprezentowałby się w materiale nieco agresywniejszym i, chciałoby się rzec, typowo hip-hopowym.

Będąc fanem zdrowego balansu, wierzę, że żadna skrajność nie jest dobra. Pójście w mocny sampling i zaniedbanie pozostałych form tworzenia muzyki jest bardzo ograniczającym artystę wyjściem, ale także rezygnacja z jakichkolwiek wycinanych z wosku pętli i w dużej mierze odstawienie na bok syntezy wydaje się być rozwiązaniem dosyć ryzykownym. Zakładając, że grupa bardzo chciała osiągnąć surowe akustyczne brzmienie, wypada ich za to pochwalić, bo album w dużym stopniu jest wyraźnie inspirowany pop-rockowymi polskimi produkcjami z lat 80-tych i 90-tych (czy przynajmniej takie sprawia wrażenie). Najciekawszymi momentami są utwory, w których pojawiają się ciepło brzmiące pianina rhodes i przyjemne dźwięki dzwonków („Powstań” czy „Mój Świat”), co wraz z przewijającym się gdzieś pośród instrumentów wokalem Asi i wysokiej jakości rapem Patryka daje pożądany efekt. Odnoszę jednak wrażenie, że tego typu kawałki przegrywają z brzmieniem bardziej typowym dla soft rocka, które dominuje w większości produkcji na płycie.

Polska nie ma zbyt wielkich soulowych tradycji. Naszą muzyczną historię nierzadko wypełniają funk i jazz, czego niestety nie można powiedzieć o soulu. Może to właśnie powód, dla którego Mango nie do końca osiągnęło zamierzony cel? A może efekt końcowy jest właśnie odzwierciedleniem początkowych założeń? Wrzucajcie słuchawki na uszy i zdecydujcie sami, bo mało nad Wisłą mamy tak ciekawie brzmiących i bijących pozytywną energią zespołów, a zwłaszcza tych „hip-hopowych inaczej” (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Duże pochwały za swój oryginalny styl, pozytywną treść i świetne wokale — mały znak zapytania przy bogatej, acz pozostawiającej lekki niedosyt warstwie muzycznej.

Komentarze

komentarzy

Eklektik Session: Boxed