Recenzja: Justin Timberlake The 20/20 Experience 2 of 2

Data: 30 września 2013 Autor: Komentarzy:

rsz_547042_10151672869977098_934432310_n

Justin Timberlake

The 20/20 Experience 2 of 2 (2013)

RCA

Hajp umarł. Setki słuchaczy na całym świecie próbują odpowiedzieć sobie na pytanie czy aby dwie płyty w ciągu zaledwie pół roku to przypadkiem nie o jedną za dużo, a sam Timberlake, który moc pierwszej części The 20/20 Experience oparł w dużej mierze o wieloletnie oczekiwanie i towarzyszący mu element zaskoczenia, stał się już trochę chlebem powszednim. Czy w związku z tym jego nowy album jest godnym przedłużeniem poprzedniego i dopełnieniem doświadczenia, które obie płyty dzielą w tytule?

Timberlake z pomocą stałych współpracowników odświeża tu patenty z poprzednich płyt, ale tym razem efekt jest mieszany — tam, gdzie pierwsza część sięgała po wyraziste melodie i aranżacyjne subtelności, druga nierzadko zapętla się bez pomysłu. Utwory są znacznie bardziej rozstrzelone stylistycznie, co choćby uwypuklało muzyczną wszechstronność Timberlake’a, czyni albumowi sporą szkodę — nie pozwala wyklarować się charakterystycznemu klimatowi, tak jak miało to miejsce przy pierwszej części The 20/20 Experience. Wydaje się, że uleciała gdzieś koncepcja, która wówczas jasno i przejrzyście kreśliła muzyczną przestrzeń. Dwanaście numerów, składających się w sumie na 75 minut muzyki, nie tylko nie do końca ze sobą współgra, ale paradoksalnie wydaje się momentami tworzyć pewną frustrującą dysharmonię. Zależność między dwiema odsłonami The 20/20 Experience jest mniej więcej taka, że o ile na pierwszej każdy numer stanowił bezbłędny materiał singlowy, o tyle na tej większość kawałków nadawałaby się raczej na b-sidy — z kilkoma znaczącymi wyjątkami.

„True Blood” w bezbłędnej proporcji łączy okultystyczny klimat klasycznego „Thrillera” Michaela Jacksona z intensywnym electro w stylu „Sexyback”, „Drink You Away”, zaskakująca fuzja country soulu z nowoczesnym popem, to o dziwo nie tylko jeden z bardziej przebojowych momentów płyty, ale też jeden z najbardziej błyskotliwych, a otwierające album „Gimme What I Don’t Know (I Want)” uwspółcześniając brzmienie towarzyszące Timberlake’owi od początku solowej kariery, zdaje się zapowiadać jakby zupełnie inny album — nawet pomimo tego, że ideą najsilniej obecną na The 20/20 Experience 2 of 2 jest właśnie wpisanie pewnej muzycznej charakterystyki piosenkarza w kontekst A.D. 2013. To skutkuje niestety także nazbyt obszerną sekcją okołoballadową zamykającą album — żadnemu z pięciu numerów nie udaje się jednak choćby przywołać echa subtelności „Blue Ocean Floor”. Zamiast tego Timberlake niebezpiecznie ociera się o miałki radiowy pop, asekuracyjnie zaaranżowany, pełen zbyt wielu muzycznych i tekstowych oczywistości.

Nawet pomimo tych zauważalnych mankamentów, The 20/20 Experience 2 of 2 wciąż trudno nazwać przeciętnym — raczej niedostatecznie wyważonym, rozczarowująco zachowawczym i odrobinę zbyt pochopnym.

Komentarze

komentarzy