Recenzja: Gregory Porter Liquid Spirit

Data: 6 października 2013 Autor: Komentarzy:

Gregory Porter

Liquid Spirit (2013)

Blue Note

W dzieciństwie jego największą muzyczną inspiracją był Nat King Cole. Wiele godzin upłynęło mu na słuchaniu płyt z kolekcji jego mamy i naśladowaniu sposobu śpiewania legendarnego Nathaniela. W 1998 roku Hubert Laws zaprosił go do współpracy przy nagrywaniu albumu Hubert Laws’ Remembers the Unforgettable Nat King Cole. Gdy w końcu wydał swój debiutancki krążek Water, został okrzyknięty wokalnym odkryciem i wielokrotnie był porównywany do jazzowych ikon sprzed lat. Pozostało tak i do teraz — trzecia studyjna płyta Gregory’ego Portera przesiąknięta jest nawiązaniami do jego wczesnych muzycznych wzorców, ale też ukazuje jego samego jako pełnoprawnego artystę.

Liquid Spirit to pierwszy album Portera wydany nakładem wytwórni Blue Note. Zdecydowaną większość materiału na ten krążek przygotował sam Gregory, a za jego produkcję odpowiadał Brian Bacchus. Płyta płynnie wychodzi od ubiegłorocznego wydawnictwa Be Good, jest to jednak kolejny krok naprzód, zarówno pod względem artystycznym, jak i technicznym. Porter używa swojego głosu jak niezawodnego, jeszcze bardziej udoskonalonego narzędzia. Niezmiennie śpiewa o sytuacjach i uczuciach, które dobrze zna — o relacjach z najbliższymi, bólu, doświadczeniu niesprawiedliwości i rasizmu oraz o miłości, która wypływa z każdego możliwego miejsca. Pod skrzydłami jazzu łączą się soul, gospel, blues. Powstały z tego przejmujące ballady, subtelne pieśni protestu, kompozycje żywiołowe i niebywale łagodne. Od „No Love Dying”, przez „Musical Genocide” i „Wolfcry”, aż po zamykające „I Fall In Love Too Easily” — nie ma tu ani jednego słowa czy dźwięku, które nie wyrażałyby tego, kim jest sam Gregory Porter. Liquid Spirit to muzyczna podróż w czasie opowiadająca współczesne historie. Niestety momentami trochę aż za bardzo zaplanowana i zapięta na ostatni guzik.

Najnowsze dzieło Portera to płyta, która inspiruje i każdym kolejnym nagraniem udowadnia, iż nie mamy do czynienia ze zwyczajnym wykonawcą. Gregory całym sobą jest muzyką, a Liquid Spirit bez jakiegokolwiek przekłamania wprowadza w głąb jego duszy. Jeśli ktoś szukał odpowiedniego wydawnictwa na obecną porę roku, to mogę zagwarantować, że ten krążek powinien spełnić oczekiwania nawet najbardziej wymagających.

Komentarze

komentarzy