Recenzja: Danny Brown Old

Data: 8 października 2013 Autor: Komentarzy:

old

Danny Brown

Old (2013)

Fool’s Gold

Mniej wtajemniczeni słuchacze mogą znać Danny’ego Browna jako ekscentryka ze skrzecząco-nosowym głosem i mózgiem opętanym przez dwie damy: Mary Jane i Molly. Ci znający jego dotychczasowy solowy dorobek (oraz epkę z Black Milkiem) znają go również w roli śmiertelnie poważnego, niestroniącego od emocji i głębokich przemyśleń ulicznego obserwatora. Album Old może się wydawać próbą pogodzenia fanów starego i nowego Browna, w istocie raper prowadzi tu inteligentną i satysfakcjonującą grą z każdym możliwym słuchaczem.

Charakterystyczną cechą albumu jest jego zaznaczony na trackliście podział na strony A i B. Bohaterem pierwszej połowy jest „stary” Danny — nawijający głównie swoim naturalnym głosem, przede wszystkim na brudnych, boombapowych, ale korzystających z ciekawych sampli bitach. Drugą strona natomiast to czyste szaleństwo na zupełnie odjechanych trapowo-elektronicznych produkcjach. Podział jest wyraźny, ale nie absolutny. Oba te światy czasem się przenikają — zupełnie jak w życiu, gdzie niczego nie da się jednoznacznie podzielić na czarne i białe.

Kompozycja ta jest jednak czymś więcej niż próbą sprzedania nam dwóch albumów na jednym nośniku. Old to projekcja skrywających się we wnętrzu Danny’ego obaw, relacja z życia w rzeczywistości między przysłowiowym młotem a kowadłem. Raper boi się spoglądać w swoją przeszłość, gdyż nawiedzają go i torturują wizje traumatycznych zdarzeń z czasów młodości. Naturalistyczne szkice układają się w odpychającą wizję brudnego, pełnego narkomanów i dilerów Detroit — miasta, którego upadku tak bardzo niedawno byliśmy świadkami. Ucieczką z tego stanu beznadziejności zdaje się być psychodeliczna druga połowa płyty. Zbudowane w oparciu o estetykę elektronicznej muzyki tanecznej bangery tylko pozornie propagują zabawę z nielegalnymi używkami. Utwory te bujają głową, ale jednocześnie ją otwierają. Uświadamiają o pustości narkotycznych ekscesów, przestrzegają, że to również jest droga donikąd. Demony teraźniejszości straszą równie skutecznie co demony przeszłości. Strona A, strona B — ciemna strona mocy jest silna w każdej z nich.

Niemniej umiejętnie niż doborem słów i podkładów, Brown włada gościnnymi występami. Freddie Gibbs godnie uzupełnił remake klasycznego numeru OutKastów, ScHoolboy Q idealnie dogadał się z gospodarzem w kwestiach świntuszenia, bez zarzutów wypadli przybysze z Kanady (Purity Ring) i Wielkiej Brytanii (Charli XCX i grime’owiec Scrufizzer). Pod koniec trochę zagubili się Ab-SoulA$AP Rocky, mało kto jest jednak w stanie dotrzymać tempa rozpędzonemu przez środki psychoaktywne gospodarzowi.

Old to dość trudny materiał, lirycznie i muzycznie. Danny Brown nie głaszcze nas po głowie, nie próbuje nam zaimponować rozmachem ani szerokimi muzycznymi koneksjami, nie podaje nam morałów na tacy. Gwarantuję jednak, że wyprawa w gorzko-kwaśny świat Danny’ego zostanie Wam wynagrodzona poczuciem wartości współczesnego rapu.

Komentarze

komentarzy