Jestem wielką fanką tego nieśmiałego chłopaka, a dzisiejsza premiera jego pierwszego LP ilp jest świetną wymówką, by przedstawić Wam go nieco bliżej.
Pod pseudonimem Kwes kryje się pewien łagodny jak baranek 25-latek z Wysp Brytyjskich, który zaczął już produkować w wieku wyjątkowo nastoletnim i nieszczęśliwym — miał zaledwie czternaście lat. No ale to nic dziwnego, skoro muzyka była jego przeznaczeniem. Dowodem na to jest wykryta we wczesnym dzieciństwie chromestezja, która sprawia, że Kwes widzi dźwięki jak kolory. „G jest pomarańczowe, D – zawsze w tonacji żółto-zielonej, a C – niebieskie” — tak artysta opisał te wrażenia w jednym z wywiadów. W ramach ciekawostki, utwory „No need to run” czy „Hearts in Home” są próbą oddania tej kolorowej synestezji na język stricte muzyczny.
A co działo się dalej? Gdy nasz bohater podrósł, a głos rozsądku kazał mu podjąć studia, wybrał filozofię, dzięki której zupełnie ześwirował na punkcie Schopenhauera i jego idei miłości. To wtedy na fali intelektualnego pobudzenia, talent muzyczny Kwesa zaczął się rozwijać szybko niczym erystyczny spór, przez co on sam rzucił studia i na serio zajął się produkcją dla innych — między innymi dla Speech Debelle czy Micahu. Jego pierwszą solową epkę No Need to Run wydało Young Turks Records już w 2009 r.
Utworem, który pochodzi z tego wydawnictwa, jest wirtuozerskie „In & Out the UK”, które w moim osobistym rankingu posadziło Kwesa na tronie gdzieś pomiędzy jaśnie wielmożnymi Dorian Concept i Flying Lotus. Ta skomplikowana, wielowarstwowa, pełna paradoksalnych dźwięków muzyka sprawia, że chce się wyjść z domu i tarzać się w liściach, oświadczać kobietom na ulicy, albo biec jeszcze dalej, niż Forrest Gump. Po prostu czysty zachwyt. A jeśli nie wierzycie moim patetycznym komplemencikom, to zaufajcie ekipie Warp, która w 2012 r.wydała drugą epkę Kwesa, Meantime.
Pierwszy singiel z Meantime, „bashful” zaskoczył nie tylko dlatego, że przewrotnie promował nieśmiałość — to utwór, w którym artysta po raz pierwszy odważył się zaśpiewać. W późniejszych wywiadach wyznał, że zaczął śpiewać publicznie zaledwie kilka miesięcy wcześniej, a to dość wyjątkowe, bo jego głos brzmi naprawdę głęboko. Trochę jakby Sampha leżąc pod kocykiem, podśpiewywał sobie to i tamto. I jeśli wciąż mało Wam rekomendacji, to dorzucę jeszcze, że „LGOYH” Kwesa zsamplował Kanye West w utworze Pusha T „Who I Am”.
Dość sporo, jak na wstydliwego 25-latka, prawda? Ale koniec gadania, bierzmy się za muzykę. Poniżej do odsłuchu jedne z najlepszych utworów Kwesa, w tym singiel z długogrającego debiutu ilp, „36”.



Komentarze