Recenzja: JMSN †Pllajë†

Data: 9 listopada 2013 Autor: Komentarzy:

JMSN

†Pllajë† (2013)

White Room Records

Jeśli ktokolwiek może sprawić, że będziesz szczęśliwy i jednocześnie przytłoczony smutnymi wspomnieniami jeszcze bardziej niż dotychczas, jest to właśnie JMSN. Szczęście to wynika z każdego pociągnięcia smyczkiem, dźwięku gitary, z głębi basu, brzmienia bębnów, werbli i kolejnej warstwy aranżacji utworów zawartych na †Pllajë† . Christian Berishaj zadbał o to, by żaden dźwięk nie był tu przypadkowy, a jego wokal, wydawane odgłosy i okrzyki oraz pojawiające się w tle partie kobiet, brzmiały jeszcze lepiej niż kiedykolwiek.

„So, I know something’s coming” to otwierający wers prawie 40-minutowego materiału. Od pierwszych dźwięków wiem, że dostaliśmy od utalentowanego i samowystarczalnego artysty kolejną dawkę dobrej muzyki. Jest producentem wszystkich dziesięciu utworów, wykonuje swoje kompozycje, oddając niepowtarzalny klimat, mimo iż jego wokal pozostawia przecież wiele do życzenia. Jednak żaden warsztat nie może konkurować z umiejętnością przekazania prawdziwych emocji, które JMSN potrafi oddać nawet oddechem. Był to jeden z powodów, dla którego wielu słuchaczy porównuje go do The Weeknd, czy Jamiego Woona.

†Pllajë† można uznać za rozliczenie się z tym, co przedstawione zostało na †Priscilla†. W zapowiedzi EP zastanawialiśmy się, czy stworzy kolejną mroczną historię. Okazuje się, że rzeczywiście jest to kontynuacja – już w samej muzycznej stronie epki słychać, że Christian nadal zmaga się z tym, co słyszeliśmy na pierwszym albumie. Nie jest to już jednak tak dosadnie ukazane w tekstach. Pamiętajmy, że †Priscilla† aż kipiała od depresyjnych, podkreślających ból wersów. Tutaj natomiast JMSN doszukuje się wszystkiego, przed czym ludzie często próbują uciec – sensu egzystencji, uczuć, zaufania.

Ostatecznie najlepsza puenta †Pllajë† to zamykający ten projekt utwór „Fool”. W jednej z linijek Jameson śpiewa niezbyt pokrzepiające, wydawałoby się, słowa „We’re all fools”. Niemałą ulgę przynosi jednak wiadomość, że artysta chyba w końcu poczuł się lepiej we własnej skórze i pogodził się z tym, że każdego może dotknąć podobne niepowodzenie. Dziękuję jednak temu niepowodzeniu, ponieważ sprawiło, że powstały jedne z ciekawszych wydawnictw w muzyce ostatnich lat. Zastanawiające jest zatem, jakie bodźce będą towarzyszyć artyście do powstawania kolejnych muzycznych odsłon.

Komentarze

komentarzy