jmsn

Za nami pierwsza edycja Fest Festival

Dokładnie tydzień temu bawiliśmy się na pierwszej edycji Fest Festivalu. Dwudniową imprezę, która odbyła się w Parku Śląskim, zaliczamy do udanych, nawet mimo odwołania głównej gwiazdy festiwalu – Wu-Tang Clan. Byliśmy naprawdę ciekawi tego, jak organizatorzy poradzą sobie z tak rozległym terenem, tyloma scenami i uczestnikami imprezy. Wyszło naprawdę dobrze, obyło się bez większych problemów logistycznych, z którymi nieraz spotykamy się nawet na gigach organizowanych od lat! Zachwycał sam teren imprezy. Park Śląski okazał się wspaniałym miejscem na tego typu eventy, mnóstwo zieleni, jeziorko, sporo przestrzeni ciekawie zaaranżowanej (nie tylko sceny, ale i strefa odpoczynku, namioty z winylami, ubraniami czy masa food trucków). Całość przypominała nam nieco węgierski Sziget — wszędzie lampeczki, ładnie oświetlone przestrzenie czy hamaki do leżenia.

Sama aranżacja terenu to nie wszystko. Chociaż coraz częściej na festiwale jeździ się dla atmosfery, zdecydowanie nie należymy do tej grupy i z zaciekawieniem oraz wieloma obawami śledziliśmy formowanie się line upu Festa. Ostatecznie, nasze obawy okazały się zbędne, bo to właśnie różnorodność muzyczna przyciągnęła ludzi z całej Polski do Chorzowa. Co prawda Wu w ostatnim momencie odwołali koncert, ale zastąpił ich Schoolboy Q, który oderwał się na chwilę od domowego playstation i wylądował w Polsce tuż przed rozpoczęciem koncertu. Pierwszego dnia nasze serca skradł jednak JMSN, który jak zawsze dał znakomity koncert przeplatając starsze hity takie jak „Addicted” z utworami z Velvet. Dzień pierwszy zakończyliśmy z Little Dragon i hipnotyzującą Yukimi, która zawładnęła Silesia Stage.

Dzień drugi rozpoczęliśmy z Lion Babe na Silesia Stage i Jadenem Smithem — mimo że ostatnie wydawnictwo rapera nie należy do najlepszych, to koncertowo wypadł naprawdę dobrze. Ten dzień należał jednak do Sokoła i Metronomy. Pierwszy raz słyszeliśmy solowy materiał Sokoła na żywo i musimy przyznać, że wypadł doskonale — razem z Rasem zrobili większe show niż Jaden na głównej scenie. Zagrał zarówno klasyki takie jak „Każdy ponad każdym”, jak i nowsze numery, w tym „Lepiej jak jest lepiej”. Festiwal zakończyliśmy występem Rejjiego Snowa, który jak zwykle zagrał po swojemu, na luzie. Fest Festival to nie tylko Silesia czy Main, sporo czasu spędziliśmy również na Kręgu Tanecznym — świetnie zaaranżowanym w Parku — gdzie grali m.in.: Kiasmos czy Catz ‚n Dogz.

Zdecydowanie czekamy na kolejne edycje i liczymy na więcej artystów pokroju JMSN!

Fest Festival ogłasza nowych artystów

Wygląda na to, że Fest Festival wyrasta na jeden z największych wydarzeń muzycznych tego lata. Po ogłoszeniu m.in.: Wu-Tang Clanu, Follow The Step nie zwalnia i odkrywa kolejne karty. Na festiwalu zobaczymy Disclosure, Sokoła, Roisin Murphy oraz — co nas szczególnie cieszy — JMSN! 23-24 sierpnia: zapamiętajcie te daty i przybywajcie tłumnie do Chorzowa. Widzimy się!

Press Play #27: 13 lat Soulbowl

W ostatni piątek naszej stronie stuknęło 13 lat! O tym, jak to się wszystko zaczęło, rozpisywaliśmy się (być może za bardzo) w serii artykułów przed 6 laty. Tym razem postanowiliśmy reaktywować starą kolumnę Press Play, w której zwykliśmy się dzielić swoimi aktualnymi muzycznymi fascynacjami, łącząc przeszłe zajawki z naszą pracą na stronie. Trochę egocentrycznie, ale bez narcyzmu, przedstawiamy płyty, których nie poznalibyśmy, gdyby nie Soulbowl.pl.


Love vs. Money

The-Dream

Radio Killa

Soulbowl powstał w 2006 roku, ale potrzeba było trochę czasu, by nasza niezobowiązująca zajawka zaczęła nabierać bardziej określonych kształtów — wpisały się w nie m.in. recenzje premier płytowych, które z różną częstotliwością i skutkiem pojawiają się na naszych łamach do dziś. Tekstem, który w moim przekonaniu niejako tę epokę otworzył, była recenzja Love vs. Money The-Dreama sprzed (niemal równo) dziesięciu lat. Wówczas nie miałem świadomości, ale jak miało się okazać w kolejnych lata, to także album, który ukierunkował moje muzyczne zainteresowania i wyznaczył pewien (dość wygórowany) standard dla produkcji współczesnego R&B w ogóle. Bo pod tym względem — dbałości do detale, kreowaniu kilku różnych muzycznych planów jednocześnie i przechodzeniu pomiędzy nimi w obrębie kompozycji, odtworzenia na nowym muzycznym polu koncepcji cyklu piosenek (znanej choćby z What’ Going On Marvina Gaye’a, a ostatnio nadającej pęd najnowszemu krążkowi Solange) — Love vs. Money nie ma sobie równych. Ale to też solidna emocjonalna przeprawa — kompetentne i nieoczywiste rozwinięcie starego jak świat światem dylematu — miłość czy pieniądze. W tym kontekście jednak archetypowe rozterki w muzyce popularnej, historia kariery samego Dreama, moje potyczki z jego dyskografią czy nawet kondycja muzyki R&B są cokolwiek drugorzędne. Dziś w centrum stawiam raczej nieprzewidywalność — pamiętam doskonale ten moment, kiedy kreśliłem recenzję płyty Dreama przed 10-cioma laty — wtedy pod wpływem mojej chyba pierwszej krytycznej przeprawy wyrósł w moich oczach na bohatera sceny, ale nie mogłem spodziewać się, że jego płyta nie tylko zdefiniuje na nową moją percepcję muzyki i w ciągu kolejnej dekady wyrośnie w moich oczach na najznakomitszą pozycję w bogatej historii gatunku. Nie mogłem się też wówczas spodziewać, że 10 lat później Soulbowl — lepione jednak po amatorsku z żywej zajawki i dobrych chęci grupy pasjonatów — przetrwa próbę czasu i będę mógl podzielić się z wami w tym artykule tą spontaniczną, szczerą refleksją.— Kurtek


Section.80

Kendrick Lamar

Top Dawg

Kendrick Lamar – Section.80
2011 był dla mnie rokiem wyjątkowym — nie tylko dlatego, że dołączyłem do zespołu soulbowl.pl. To był niezwykły rok dla muzyki, przynajmniej dla tej czarnej. Obecny stan muzycznego rozkładu sił, to znaczy dominacji hip hopu i r&b nad wszystkimi innymi gatunkami, to efekt rozpoczętej wówczas wymiany pokoleń. W czasie gdy po swoje zaczynał iść trap, cloudowy A$AP Rocky zacierał granice między przeszłością a przyszłoscią, Tyler the Creator czy Lil B zacierali granice między powagą a szaleństwem, Drake przekonywał coraz więcej osób do ostatecznego rozliczenia się ze stereotypem groźnego rapera-gangstera, to na mapie współczesnego r&b znaczenia nabrały takie postaci jak The Weeknd, Frank Ocean i James Blake. W centrum całej tej masy krytycznej dostrzec można było skromnego (ale czy na pewno?), sympatycznego (ale czy na pewno?) chłopaka z Compton. „K-Dot nagrał album, po którym na pewno zrobi się o nim głośno w całej Ameryce.” – tak pisałem w jednej z moich pierwszych, bardzo słabych recenzji na Misce. Ale prognoza była trafiona, Kendrick jest dziś gwiazdą wielkiego kalibru, cholernie sprawnie godzącą ze sobą sukces komercyjny i artystyczny. Emocje związane z kolejnymi odsłuchami „A.D.H.D”, „The Spiteful Chant”, czy „Keisha’s Song (Her Pain)” nakręcały mnie wówczas jak mało co, podobnie jak ukryty featuring na Take Care Drake’a, albo każde nowe doniesienie na temat już przygotowywanego pod okiem Doctora Dre good kid, m.A.A.d city. Bez tego krążka nie byłbym sobą — człowiekiem tak bardzo lubiącym zarażać innych fascynacją kierowaną na współczesną muzykę, jako że może mieć ona jeszcze coś tam ciekawego do zaoferowania. — Chojny


Section.80

Kendrick Lamar

Top Dawg

W 2011 roku ksywka Lamara, choć jeszcze mało znana, zaczęła pojawiać się tu i tam coraz częściej. Jako fan rapowej klasyki w tamtym czasie sporadycznie sięgałem po rzeczy nowsze niż z końcówki lat 90., jednak porównania Kendricka do Tupaca sprawiły, że zrobiłem wyjątek. Oczywiście zacząłem od wydanego kilka miesięcy wcześniej Section.80. Ku mojemu zdziwieniu album nie miał w sobie praktycznie nic z zachodniego wybrzeża, które znałem. Sam Lamar odbiegał również od pozy gangstera, a tekściarski kunszt zdawał się czerpać z przeciwnego końca Ameryki. W dodatku te jazzowe beaty w „Rigamortis” i „Ab-Soul’s Outro”. Dalszą historię Lamara już znacie. I chociaż przez niemalże dekadę K-Dot zdążył wydać już o wiele lepsze wydawnictwa, to bardzo lubię wracać do Section.80. Było to dla mnie wprowadzenie nie tylko do ekipy TDE, ale także do całej ówczesnej nowej rapowej fali. Dzięki Misko!— Mateusz


A Seat at the Table

Solange

Columbia

Kiedy zaczynałam swoją soulbowlową przygodę, byłam zatwardziałą hiphopową głową, której zainteresowania ledwo wychodziły poza dyskografię A Tribe Called Quest i polskich najpopularniejszych raperów. Przez te dwa lata zdecydowanie złagodniałam, a hip-hop ustąpił neosoulowym brzmieniom czy R&B. Zastanawiałam się nad wyborem, bo soulbowl nauczył mnie takich wykonawców jak SZA, Frank Ocean czy Janelle Monae. Jednak płytą, która zdecydowanie przełamała lody, było A Seat at the Table — subiektywnie, jeden z najlepszych albumów ostatniej dekady. To wzruszające, subtelne dzieło, którym Solange na stałe wpisała się w kanon moich ulubionych artystów. To celebracja kultury Afroamerykanów i kobiecej siły. I tried to run it away. Thought then my head be feeling clearer . I traveled 70 states. Thought moving around make me feel better. – „Cranes in the sky” zawsze porusza tak samo. Tydzień po premierze When I Get Home, a ja wciąż nie mogę uwolnić się od A Seat at the Table.— Polazofia


El mal querer

Rosalía

Sony

Gorący występ na rozdaniu MTV European Music Awards i coś z grzesznej przyjemności hiszpańskich telenoweli. Rosalía to kwintesencja współczesnego, perfekcyjnego popu, muzyczny fenomen. Czerpie garściami z tradycji flamenco i łączy ją z nowoczesnym R&B – działa podobnie jak Soulbowl. Dokonujemy starannej selekcji między starym a nowym, nie zapominamy o legendach i klasykach gatunku i szukamy wciąż nowych, wartych odsłuchu brzmień, którymi się z Wami dzielimy. — Ibinks


Channel Orange

Frank Ocean

Def Jam

Dekadencki obraz młodzieży, ignoranckiej klasy wyższej, narkotyków, seksu, toksycznych lub przelotnych relacji, w tym autotematyczny wątek uczucia do innego mężczyzny; synestetyczny motyw lata i nieodwzajemnionej miłości. Channel Orange to kompozycje oparte na popowych, a jednocześnie niebanalnych liniach melodycznych z wykorzystaniem żywych instrumentów. Album przełomowy zarówno dla gatunku, jak i środowiska. Dzięki niemu Frank Ocean z powrotem wniósł neo soul na wyższy poziom, dokonał znaczącego coming outu na scenie hip-hopowej oraz stał się inspiracją dla kolejnych artystów.— Klementyna


Priscilla

JMSN

White Room

Gdy wśród redaktorów Soulbowla, padł pomysł stworzenia Press Play’a dotyczącego albumów, których nie poznali byśmy, gdyby nie Miska, ogarnęła mnie lekka panika, bo jak tu wybrać tylko jeden krążek? Po chwili namysłu przyszedł mi do głowy artysta, którego w gruncie rzeczy, Soulbowl mocno w naszym kraju spopularyzował. Chodzi o JMSN-a i jego debiutancką płytę Priscilla. Premiera albumu w 2012 roku zbiegła się ciężkim okresem w moim życiu. Pamiętam to jak dziś, przeczytałam na Soulu recenzję tej płyty, zaczęłam jej słuchać i uznałam, że jest całkiem w porządku. Jak na kiełkującą wtedy estetykę alt r’n’b zapowiadało się całkiem nieźle. Przyznaje, nie była to głęboka miłość od pierwszego przesłuchania. Dałam Priscilli trochę czasu. Niedługo potem, podczas wielu bezsennych nocy, które mnie w tamtym okresie dręczyły, ponownie przystąpiłam do odsłuchu debiutu JMSN’a. Staring out the window, Waiting for life to stop, Cause everything I been through, Never seems to let up — i dokładnie to w tym momencie robiłam. Była jakaś 4 rano, za oknem lekko świtało, deszcz bębnił w okno. Klisza i banał, scena jak z kiczowatego melodramatu, ale w tamtym momencie było mi to niezbędne. To, co przekazywał w swoich tekstach Christian, to w jaki sposób układał melodie, dodawał instrumentalne smaczki sprawiło, że w tamtym momencie poczułam się bezpiecznie. Jego muzyka i szczera prostota tekstów, dziwnym trafem, potrafiła podnieść mnie na duchu. Nałogowo słuchałam tego krążka. Pomyślałam, jak fajnie, że jest takie miejsce, że są tacy ludzie, którzy odkrywają przede mną i innymi, znakomitą muzykę i genialnych artystów. Parę lat później broniłam pracę licencjacką, która dotyczyła między innymi promocji muzyki urban przez Soulbowl. Ani się obejrzałam jak po castingu na redaktora udało mi się pod szyldem Miski pisać. Myślę, że to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Są ludzie, którym po prostu chce się promować dobrą muzykę. Obyśmy robili to przez wiele kolejnych lat!— Pat

Recenzja: JMSN Velvet

JMSN

Velvet (2018)

White Room Records

Już od dłuższego czasu na świecie panuje trend nostalgii za przeszłością. Widać to zarówno w modzie, technologii, jak i kinie czy muzyce. Rutyną staje się już mieszanie stylów, gęste czerpanie wzorców i układanie wszystkich elementów tak, by uzyskać jak najbardziej wyróżniający się patchwork. Najnowszy album JMSN-a, czyli Velvet należy do grupy takich, które nie odkrywają niczego, czego już byśmy kiedyś nie słyszeli, ale w na tyle oryginalny sposób spaja najlepsze składniki R&B, disco, rocka i soulu, że bez wątpienia jest to jedna z ciekawszych płyt ostatniego roku.

Nad albumem unosi się echo nagrań Prince’a, R. Kelly’ego czy nawet Bobby’ego Browna. Bardzo wyraźnie słychać to w „Got 2 B Erotic”, który spokojnie mógłby służyć jako podkład muzyczny na wybiegach przy pokazach mody w 1992 roku. Kompozycja oscyluje pomiędzy gitarowymi riffami a new jack swingiem i jest jednym z mocniejszych punktów wydawnictwa. Na jej finiszu dostajemy delikatną partię harmonii skrzypiec i pianina. Takie smaczki podkreślają wyjątkowy charakter krążka, a jest tego dużo więcej! „Real Thing” przez swoje nasycone syntezatorami brzmienie sprawia wrażenie utworu żywcem wyjętego z winylowej otchłani archiwów R&B. Warto pochwalić również umiejętności wokalne JMSN-a, bo oprócz tego, że jest niezaprzeczalnie utalentowanym muzykiem, jest również bardzo dobrym wokalistą. Co prawda po tylu albumach nadal dostrzegam zbieżność jego barwy głosu z wokalem Timberlake’a, ale na tym podobieństwo do Justina się kończy.

Na Velvet zajdziemy też dwie dłuższe kompozycje, „Levy” i „Drama”, w przypadku których zastosowano zabieg podziału na części. Pierwsza z nich to funkująca perełka idealnie nadająca się na parkiet. W utworze słychać bogate instrumentarium przywodzące na myśl klasyki spod szyldu Motown. Druga część kompozycji to bazująca na perkusji i smyczkach ballada, której refren wydaje się być stylizowany na bluesową modłę. To jednocześnie próba rozliczenia się z konsekwencjami artystycznych wyborów. Nie ma co się oszukiwać, JMSN mimo wszystkich swych przymiotów nadal pozostaje gdzieś poza mainstreamem. „Of course if it don’t make dollars it don’t make sense, but you can’t keep playing ignorant” słychać w tekście i aż chce się zawtórować „Money makes the world go round”. Lirycznie utwór stanowi doskonałe preludium do następnej kompozycji, jednego z singli promujących wydawnictwo, „Talk Is Cheap”, w którym JMSN kontynuuje wątek artystycznej niezależności. Muzyk słowami „Talking about numbers and digits, take your money and get outta my face, I’m focused, I got my vision” rozprawia się z tymi, którzy chcieliby wtłoczyć go w branżowe ramy i zmusić do kompromisu. JMSN ma w tym już pewne doświadczenie. Wszak jego początki z Love Arcade czy jako Christian TV były ewidentną próbą stworzenia przez wielkie wytwórnie kolejnej marionetki, która zapewne po dwóch albumach zniknęłaby w natłoku jego podobnych. Na szczęście stało się inaczej i JMSN w 2012 roku założył niezależną oficynę White Room Records.

Druga z podzielonych kompozycji, „Drama”, to najbardziej odrealniony, futurystyczny kawałek na płycie. Dużo w nim eksperymentów z automatyzacją głosu, a która w tym przypadku okazała się strzałem w dziesiątkę. Jak w przypadku wspomnianego wcześniej „Levy”, tak i tutaj mamy dwie części tej samej kompozycji i jak przy poprzedniku, „Drama Pt. II” również jest tą spokojniejszą częścią, stopniowo wyciszającym się alter ego poprzednika. JMSN ma niezwykły talent do harmonizowania dźwięków, które na papierze nie wyglądałyby dobrze, ale w praktyce świetnie się sprawdzają. Płyta wypełniona jest stylistycznymi retrospekcjami, jak w przypadku „Pose” mocno funkującego, przesiąkniętego brzmieniem lat 80, czy „Inferno”, utworu zanurzonego w wesołości soulu lat 70, który jednocześnie przypomina nieco wydany dwa lata temu „Awaken, My Love!” Childlisha Gambino, głównie za sprawą podobnego sposobu obróbki wokalu. Powrót do wczesnych lat 90. gwarantuje natomiast „Explicit” — laidbackowa kompozycja, tekstowo przypominająca R. Kelly’ego w wersji PG13. JMSN śpiewa „See I just got desires God gave me, and these feelings ain’t fleeting no time soon, ’Cause girl you got that pink and it’s turning me blue” i wszyscy wiemy, o co chodzi. Muzycznie jest słodko, ale nie mdło.

Niewątpliwym highlightem albumu i kompozycją nadającą ton Velvet jest „So Badly”. Nie dziwi zatem, że utwór został pierwszym singlem promującym to wydawnictwo. Funkujący, wielopoziomowy majstersztyk, który już dziś śmiało mogę nazwać jednym z najlepszych wśród całej bogatej dyskografii Christiana. Tekstowo to klasyczny przykład wrażliwości, którą JMSN demonstruje w swoich piosenkach od czasów Priscilli. Tym razem wokalista dzieli się wątpliwościami dotyczącymi braku zaangażowania ze strony partnerki, gdzie słychać „Did my past take all the confidence I once had? ‘Cause you keep saying it’s you and you got a lot on your mind, but that don’t help, I still blame myself”. Wszystko to okraszone oldschoolowym vibe’m i poniesione chwytliwą melodią. Kolejnym singlem i następnym utworem, który doczekał się wizualizacji, jest przewrotne „Mind Playin’ Tricks”. W innym świecie ten kawałek mógłby promować ścieżkę dźwiękową do filmu Drive. To hołd oddany Prince’owi, zarówno w wokalizach, złożoności instrumentalnej, jak i gitarowym solo. Książę byłby dumny.

Velvet to jak do tej pory najbardziej przemyślana płyta w katalogu JMSN-a. Jeśli porównać ten album do znakomitego przecież debiutu artysty z 2012 roku, nie sposób nie zauważyć brzmieniowego, tematycznego i artystycznego progresu. Dzisiejszy JMSN to postać uwodząca swoją muzyką, artysta bardzo dobry w swoim fachu, ale wciąż dążący do doskonałości i próbujący przeskoczyć samego siebie. Od zawsze jego głównym atutem była umiejętność pisania prostych, ale szczerych i bogatych emocjonalnie tekstów — to nie zmieniło się do dziś. Z płyty na płytę JMSN coraz zręczniej bawi się gatunkami, stylami i swoim wizerunkiem. Oby jak najwięcej tak kreatywnych i płodnych muzyków R&B!

7 powodów, dla których JMSN zachwyca

Już w najbliższy czwartek JMSN rozpocznie swoją minitrasę po Polsce i odwiedzi kolejno Wrocław, Warszawę oraz Kraków. Zostały jedynie bilety na występy we Wrocławiu i w Krakowie, które możecie nabyć tutajtutaj. Jako że będziemy mieli po raz kolejny przyjemność oglądania Christiana na żywo, chcemy Was zachęcić abyście zabrali się z nami i mieli okazję posłuchać świetnej muzyki. W tym celu przedstawiamy krótki, aczkolwiek treściwy zbiór 7 cech twórczości JMSNa i powodów, dla których artysta zachwyca publiczność oraz sympatyków szeroko pojętej czarnej muzyki.

7.

Eteryczność

Twórczość Amerykanina obfituje w utwory, które uwodzą swoją subtelnością. Ta lekkość przebija się przez ucho słuchacza i zostaje w nim na długo.

6.

Duchowość

Powyższe określenie przychodzi na myśl słuchając większości, zwłaszcza tych starszych, utworów JMSNa. Nie bez powodu przecież sam Christian ma wytatuowany krzyż na klatce piersiowej. „Thing U Miss” to najbardziej refleksyjny, przynajmniej dla mnie, kawałek z jego repertuaru.

5.

Romantyzm

JMSN zaczynał tworzyć i publikować swój materiał mniej więcej w tym samym czasie, co Weeknd. W niektórych przypadkach korzystał z pomysłów kolegi po fachu i tworzył numery w tej samej tematyce, choć robił to ze smakiem.

4.

Zmysłowość

Zmysłowość w muzyce, narkotyki w klipie. Miłość i wspólny trip. Na koncertach JMSNa odczujecie pozytywne wibracje, a samo przeżycie to istny trip. Sami zobaczcie!

3.

Multiinstrumentalizm

JMSN jest multiinstrumentalistą — gra na gitarze, perkusji i skrzypcach. Ale… ponadto jest inżynierem dźwięku i producentem swoich kawałków. Debiutancki album Priscilla była w całości wyprodukowana przez Berishaja, a wszystkie klipy powstały z JMSNem w roli reżysera. Jednym z tych numerów jest doskonały singiel promujący najnowszy album Velvet, pt. „Talk Is Cheap”.

2.

Talent

Takie talenty zdarzają się stosunkowo rzadko, ale najlepsze co może się wydarzyć, to szacunek i aprobata ze strony innych artystów, którzy mają na koncie ogromne sukcesy. JMSN nie pozostał niezauważony na scenie hiphopowej i szybko nawiązała się w współpraca na linii Berishaj – Game oraz Berishaj – Ab-Soul. Z obu powstały świetne piosenki.

1.

Seksualność

To hasło krąży po głowie każdego, kto doświadczył występu JMSN na żywo. Jego ruch sceniczny, przynajmniej ten znany mi z występu w Gdyni w 2017 roku, jest dość sugestywny, ale pasuje do stworzonego klimatu i do samego materiału JMSNa. Zresztą, najlepiej to hasło odda klip do utworu „Alone” z 2011 roku, gdy właśnie JMSN tworzył bliźniacze piosenki do Trylogii Weeknda.

JMSN na trzech koncertach w Polsce!

JMSN jakiś czas temu był zmuszony odwołać zaplanowane koncerty w naszym kraju z powodów zdrowotnych. Organizatorzy obiecali jednak, że artysta wystąpi u nas w innym terminie i danego słowa dotrzymali. Jameson wraca do Polski w listopadzie i zagra w aż trzech miastach! Wrocław, Warszawa i Kraków — w takiej trasie odwiedzi nas pochodząca ze stanu Michigan gwiazda. Na występach Christiana uwalnia się jego uduchowiona strona (przeważająca zresztą w jego osobowości), co tworzy niesamowitą aurę intymności — zachęcamy zatem do wzięcia udziału w tym przedsięwzięciu.

Aurę tę szczególnie było czuć podczas występu na Open’erze w 2017 roku. Same miejsca zbliżających się koncertów zagwarantują kameralny klimat. We Wrocławiu wszystko odbędzie się w kultowym klubie Bezsenność, w Warszawie będzie to NIEBO, natomiast w stolicy Małopolski JMSN zagra w miejscu dawnej fabryki papierosów Gwarant, klubie ZetPeTe! Nie ma chyba miejsca bardziej pasującego do Berishaja!

PS śpieszcie się kupować bilety, tak szybko znikają!

Wrocław — KUPISZ TUTAJ
Warszawa — KUPISZ TUTAJ
Kraków — KUPISZ TUTAJ

#FridayRoundup: Brockhampton, Prince, JMSN, Milo i inni

Przed wami kolejne podsumowanie premier płytowych, gdzie znalazło się miejsce zarówno dla nieobliczalnych przedstawicieli nowego rapu z grupy Brockhampton, dawno niesłyszanej Macy Gray, jak i zbioru archiwalnych nagrań Prince’a.


(więcej…)

Nowy teledysk: JMSN „Talk Is Cheap”

W ten czwartek dwie świetne wiadomości — pierwsza jest taka, że JMSN zrealizuje swoją odwołaną 3-miastową trasę po Polsce w 2018 roku, a druga to nowy klip, do utworu „Talk Is Cheap”. Singiel pochodzi z nadchodzącego albumu Velvet, którego premiera zaplanowana jest na wrzesień. W teledysku JMSN obraca się z tancerzami na okrągłej platformie i zbiera na siebie deszcz pieniędzy. W sumie, ten klip jest charakterystyczny dla Berishaja.

Nowy utwór: JMSN „So Badly”


Nasz ulubiony wokalista R&B z Michigan nie zawodzi. Mowa oczywiście o JMSN, który właśnie wypuścił do sieci nowy singiel — „So Badly”. Stylistycznie blisko mu do ostatnio wydanego albumu artysty, Whatever Makes U Happy. Jest to kolejny ukłon w stronę klasycznego R&B, pełnego żywych instrumentów, funkowej gitary i leniwie granych klawiszy. Mnóstwo klimatu tworzą wielopoziomowe wokale, które wręcz błagają o zaspokojenie uczuciowych potrzeb naszego przyjemniaczka. Jeżeli nie mieliście okazji słyszeć go na Openerze w ubiegłym roku, to już 11 marca podczas festiwalu World Wide Warsaw pojawi się w Grizzly Gin Barze w Warszawie. Koncert jest już co prawda wyprzedany, ale warto śledzić wydarzenie, może organizator skusi się o kilka dodatkowych miejsc? Zapewniamy, że warto się wybrać!

JMSN wypuścił dwa nowe teledyski

Gotowi na podwójne szaleństwo? Dobrze, bo JMSN właśnie sprawił nam dużą niespodziankę i opublikował dwa klipy, kolejno do utworów „Patiently” oraz „Angelica”. Przypominamy, że oba kawałki pochodzą z ostatniej płyty artysty zatytułowanej Whatever Makes U Happy, przy czym „Angelica” to b-side, który ostatecznie nie znalazł się na trackliście. Jak tak dalej pójdzie to Christian zastosuje efekt Beyonce i skomponuje wizualizacje do wszystkich tracków z albumu. Oczywiście w życiu byśmy się za to nie pogniewali.

Teledyski do zarówno „Patiently” jak i „Angelici” wyróżniają się identyczną scenerią, czyli pustynnym krajobrazem. W obu występuje też znana wszystkim fanom JMSN’a, Alexa Demie. Nie wnikamy czy tych dwoje łączy coś więcej w życiu prywatnym, ale na klipach widać między nimi niesamowitą chemię, która w połączeniu z dobrymi zdjęciami daje klip wart uwagi. Co prawda niektóre sceny trącą lekką amatorszczyzną, ale ma to swój urok.

Artysta dosłownie za 12 dni (!) zagra koncert na gdańskim festiwalu Open’er, więc jeśli się tam wybieracie to koniecznie znajdźcie na niego czas. Obiecujemy, że występ na długo zagości w waszej pamięci.

Nowy teledysk: JMSN „Slide”

JMSN zdecydowanie nas rozpieszcza i prężnie promuje swoje ostatnie wydawnictwo poprzez publikacje kolejnego klipu. Tym razem wybór padł na mojego faworyta, czyli kawałek „Slide”. Klimat zarówno utworu, jak i teledysku, znacznie odbiega od „Where Do U Go”, jednak i tu spotykamy się z muzą artysty, w osobie Alexy Demie. Stylistyka wizualizacji oddaje niewątpliwy hołd filmowi Natural Born Killers. Przyznam, że nie tak wyobrażałam sobie ewentualny klip do tego utworu, ale na tym właśnie polega, według mnie, fenomen JMSNa – zawsze potrafi zaskoczyć. No i trzyma wysoki standard przy swoich produkcjach. Tym razem również nie zawodzi a zastosowanie technikoloru tylko potęguje filmową aurę produkcji.

#FridayRoundup: Gorillaz, Mary J. Blige, JMSN, Wale i inni

Jak to się pięknie złożyło, ze akurat na długi weekend dostaliśmy do sprawdzenia aż tyle intrygujących premier płytowych — zwłaszcza jeśli miałaby się utrzymać deszczowa aura. Wśród nich rzecz jasna zapowiadane szumnie od tygodni Gorillaz. Z nową płytą o bólu i siele wraca Mary J. Blige. Nie zawodzi JMSN, który jeśli chodzi o częstotliwość wydawania nowych krążków próbuje prawdopodobnie przebić niedoścignioną w tym względzie przed kilkoma laty Rihannę. Poza tym na naszej plejliście usłyszycie także Wale’a, Cashmere Cata, a z rodzimego podwórka Adiego Nowaka. Wśród bardziej organicznych brzmień polecamy grupę Bliss n Eso, nowy album puzonisty Trombone Shorty’ego i Adama Turchina, czyli ziomka Terrance’a Martina. Miłej majówki!


Humanz

Gorillaz

Parlophone Records Limited

Powrót Gorillazów to jeden z tych powrotów na które niewielu czekało albo wiedziało że czeka, ale jeśli już został on ogłoszony to ok — czekamy i przyjmujemy wirtualną ekipę Damona Albarna z otwartymi ramionami. Dwadzieścia (albo dwadzieścia sześć w wersji deluxe) premierowych utworów aż pęka w szwach od nadmiaru gościnnych występów. Czy featuringowy przesyt nie zaszkodzi muzycznej tożsamości grupy? Oby nie. Zabieramy się za odsłuch jednocześnie przygotowując się do pierwszych koncertów Goryli w Polsce. — Chojny


Strength of a Woman

Mary J. Blige

Capitol Records

Mary J. Blige kontynuuje lite motif swojej ponad 20-letniej kariery i po raz kolejny celebruje ból, łzy i płynącą z nich siłę, co w kontekście ostatnich zawirowań w jej życiu osobistym wydaje się wreszcie całkiem na miejscu. Blige nie stoi jednak w miejscu — na płytę zaprasza BadBadNotGood, Kaytranadę, Hit Boya, Quavo i Kanyego Westa, a także przeżywającą ostatnio drugą młodość Missy Elliott. — Kurtek


Whatever Makes U Happy

JMSN

White Room Records

Z każdym kolejnym eksperymentem wizerunkowym Christiana, zastanawiam się, czym jeszcze jest w stanie nas zaskoczyć. Teraz, na przykład, przywdziewa kowbojki, krótkie szorty i zaprasza na trasę po amerykańskich barach a wszystko to przy akompaniamencie niebieskookiego bluesa. Czuć w tym wszystkim tak wielką autentyczność, że aż chce się pójść przed siebie i zgodnie z tytułem krążka, robić cokolwiek nas uszczęśliwia. Paradoksalnie, bo płyta do najradośniejszych nie należy, zarówno w warstwie muzycznej jak i tekstowej. Jednak mimo wszystko, po przesłuchaniu tych ośmiu (?!) kawałków czuję się naładowana pozytywną energią. Moim absolutnym faworytem jest kawałek „Slide” z klasycznym wzrostem tempa, gdzie dodatkowy żeński wokal nadaje utworowi lekko gospelowego charakteru. Pozycja obowiązkowa, nie tylko dla fanów artysty. — Pat


SHiNE

Wale

Maybach Music Group

Kiedy słyszę o zmianie daty wydania albumu zazwyczaj automatycznie myślę o przesunięciu daty premiery na późniejszą. Dlatego miłą odmianą jest premiera SHiNE od Wale’go tydzień przed oficjalnie zapowiadanym terminem. Co do zawartości płyty mamy na niej sporo gości. Lil Wayne oraz G-Eazy, których mogliśmy już usłyszeć w wydanych wcześniej singlach, a czekają na nas jeszcze Travi$ Scott, Chris Brown, Dua Lipa czy Major Lazer na łącznie 14 utworach. Mając w pamięci poprzednie 4 płyty można oczekiwać, że Wale z nowym materiałem poniżej pewnego poziomu nie zejdzie, dlatego z czystym sumieniem zachęcam do sprawdzenia. — mmisiak


9

Cashmere Cat

Mad Love/Interscope Records

Kaszmirowy Kot (nie mogłam się powstrzymać) jest idealnym przykładem na to, jak od piwnicznego bawienia się dźwiękami można trafić do studia z Kanye’m Westem. Oczywiście, nic nie jest tu dziełem przypadku i po paru latach miksowania, nagrywania, produkowania dla siebie oraz innych, doczekaliśmy się pełnoprawnego debiutu artysty. Debiut krótki, bo krążek zawiera ledwie dziesięć kawałków, ale za to, z jakimi gośćmi! Kogo tam nie ma? Mogę spokojnie stwierdzić, że Magnusowi udało się zebrać śmietankę nurtu urban. Jest Selena Gomez, Jhene, Kehlani, The Weeknd, Camila Cabello, Tory Lanez, Ty Dolla $ign, Ariana Grande, MO, Kacy Hill…. Ale spokojnie, od takiego przybytku głowa nie boli, wszyscy trzymają bardzo dobry poziom. Przy wszystkich utworach Cashmere Cat współpracował z Bennym Blanco oraz SOPHIE stąd ten, momentami, pokręcony, „bubblegumowy” klimat.  Cukier dawkowany jest jednak idealnie, w sam raz na długo-weekendowy chillout z przyjaciółmi. — Pat


Parking Lot Symphony

Trombone Shorty

Blue Note Records

Okazuje się, że Trombone Shorty faktycznie gra na puzonie. Konsekwentnie wyciąga wnioski po letniego Say That to Say This i ociężałego For True. Nadal jest to jazz środka szukający konsensusu z funkiem i R&B, ale tym razem podany w zdecydowanie bardziej wysmakowanej i spójnej stylistycznie odsłonie. — Kurtek


Off the Grid

Bliss n Eso

Illusive Sounds

Bliss n Eso, to jeden z tych zespołów, który zaczynał od grania koncertów dla kilku osób, przechodząc drogę do olbrzymich tras koncertowych i wielkich sal wypełnionych aż po brzegi. Dlaczego prawdopodobnie jeszcze o nich nie słyszeliście? Otóż wszystko to rozgrywa się w Australii, a tamtejszym zespołom ze względu na odległość, nieraz ciężko jest podbić Europę lub Stany. Off the Grid to już szósty album w ich dyskografii i po raz kolejny dostarczają sporą dawkę przebojowych numerów, na których gościnnie wspomagają ich, chociażby Lee Fields czy Watsky. Sprawdzajcie więc i trzymajcie kciuki za jakąś trasę po Europie, bo koncerty to ich prawdziwy żywioł, a nowy album z pewnością dołoży do ich set listy kilka sztandarowych pozycji. — efdote


Manifest Destiny

Adam Turchin

Ropeadope LLC

Jakieś 7 lat temu, jazzowy multiinstrumentalista — Adam Turchin, spakował swoje rzeczy i wyruszył z rodzinnej Filadelfii do Los Angeles. Muzyczny światek Miasta Aniołów przyjął go z otwartymi ramionami i artysta pozostał tam do dzisiaj. Postacią z którą dogadał się najlepiej i w efekcie czego również zaprzyjaźnił, był Terrance Martin. Wspólne sesje sprawiły, że pojawił się on, chociażby na To Pimp a Butterfly (gra na saksofonie w utworze „u”) oraz na The Documentary 2The Documentary 2,5, firmowanymi przez The Game’a. W końcu przyszedł czas na solowe dzieło, którym jest album Manifest Destiny. Adam gra tam aż na dziesięciu instrumentach oraz śpiewa, a wspomagają go, chociażby wspomniany wcześniej Terrance Martin, Rose Gold czy Josef Leimberg. Wszystko to jest świetną, rewelacyjnie zaaranżowaną dawką jazzu, hip-hopu oraz soulu, którą TRZEBA sprawdzić. — efdote


VR

Adi Nowak

Asfat Records

Jedni nazwą jego rap intelektualnym, inni psuedobłyskotliwym zlepkiem przypadkowych słów. Na pewno Adiemu nie można odmówić rosnącej pozycji na polskiej scenie, czego dowodem jest zwrotka Quebonafide: „Dlaczego przespałem gdy Adi Nowak wysłał demo?”. W zeszłym roku zaskoczył wszystkich epką Nienajprawdziwsze, teraz powraca z albumem VR czyli Vafle Ryżowe. Całość to piętnaście kawałków, w tym trzy skity. Co prawda nie ma gości, ale przy płycie pracowało kilku producentów, w tym Drumlinaz, Aist czy kornel barwiński z Karolem Szczygłem. Dysk wydała wytwórnia Asfalt Records. — Polazofia


Nowy teledysk: JMSN „Where Do U Go”

Christian podsyca nasz apetyt związany z oczekiwaniem na nowy album i publikuje teledysk do drugiego utworu promującego nadchodzące wydawnictwo. „Where Do U Go” to klip zahaczający stylistycznie o klimaty noir, jak i zachowujący elementy estetyki rodem z Tumblr – akurat do tego elementu w swojej wizualnej twórczości JMSN zdążył nas już przyzwyczaić. W przedstawionym obrazku artysta pali dużo, stalkuje równie nie mało. Warto nadmienić, iż w teledysku przewija się przepiękna Alexa Demie, grająca postać niewiernej ukochanej, tudzież obiekt niezdrowej fascynacji bohatera – zależy od odczytania kontekstu. Jeśli jesteście fanami klipów JMSN, czy chociażby Spooky Black’a, to poniższy twór z pewnością przypadnie wam do gustu.

Nowy utwór: JMSN „Drinkin'”

artworks-000210111549-20y64u-t500x500

Jameson konsekwentnie daje upust emocjom, które zawarł na poprzednim albumie. It is wypełniony był po brzegi manifestem niezależności wobec przemysłu muzycznego. Tym razem stawia na proste i nonkonformistyczne wnioski w kwestii wartościowania, codzienności, rozwoju osobistego i duchowego. To jedynie nasze domysły – tytuł nadchodzącego albumu oraz zwiastujący go singiel rodzą w nas właśnie takie podejrzenia. Whatever Makes U Happy ukaże się 28 kwietnia, a od dziś możemy zapoznać się z pierwszym singlem o jednoznacznym tytule „Drinkin'”. Alkoholowego hymnu radzimy odsłuchiwać ostrożnie. Wciętego Christiana słucha się wybornie, a obłędne brzmienie organów Hammonda nie pomaga w wstrzemięźliwości. No bo jak inaczej słuchać tego numeru bez czegoś mocniejszego w szklance?

JMSN przedstawia Live North Hollywood

jmsn

JMSN, który już niebawem pojawi się na trzech koncertach w Polsce, udostępnił zapis audio i wideo live sesji nagranej w Big Band Studios w Los Angeles. Artysta w asyście zespołu i towarzyszącego mu chórku, zaprezentował osiem utworów pochodzących w większości z jego tegorocznego albumu It Is. Możemy więc zobaczyć i usłyszeć niesamowite wykonania kompozycji takich jak „Fuck U”, „Power” czy też trwające blisko 15 minut (!) „Cruel Intentions„. Jeśli zatem ktokolwiek ma jeszcze obiekcje czy udać się do Warszawy, Katowic lub Poznania, na któryś z koncertów Christiana, to my pomagamy rozwiać te wątpliwości.

Nowy album: Pearl Closer

jmsnpearl

Znamy go jako Chrisitan TV, jeszcze lepiej znamy go jako JMSNa, ale Christian Berishaj ma jeszcze jeden interesujący projekt w zanadrzu. Zamysł albumów sygnowanych perełką jest taki, że artysta skupia się na roli producenta, oddając mikrofon innym wokalistom. Znajomym, podopiecznym? Trudno powiedzieć, z wydanego w 2014 roku albumu Open kojarzyłem jedynie nazwisko Wynter Gordon. Patrząc na tracklistę Closer wiem, że wiem jeszcze mniej, ale nie szkodzi. Grunt, że nadają na podobnych falach co gospodarz. Premiera omawianego krążka zaplanowana jest na jutro, przy czym oficjalny odsłuch materiału trafił do sieci już dzisiaj. Zapraszamy do odsłuchu, a także do obejrzenia promującego album teledysku do singlowego „Turnin’ Tricks”.

ODSŁUCH

Nowy teledysk: JMSN „Most of All”

jmsn-most-of-all-video

Z każdym nowym albumem JMSNa otrzymujemy nowy image artysty, jak i jego teledysków. W obrazkach promujących jego najnowszy krążek (premiera w maju) artysta stawia na oszczędność środków i efektów. Po nakręconym do „Cruel Intentions” klonie obrazka Sinéad O’Connor, w “Most Of All” dzieje się już trochę więcej. Jameson próbuje dotrzymać kroku krokom Drake’a z „Hotline Bling”, a towarzyszy mu dodatkowo kwartet smyczkowy i zespół baletnic, a wisienką na torcie jest kurtka Aliego G. Jak tylko obejrzycie teledysk, kliknijcie tutaj w celu złożenia preorderu. Wiem, że chcecie tego.

Nowy singiel: JMSN „Cruel Intensions”

 

cruelintentions

Tak jak obiecywaliśmy — a właściwie to obiecywał sam JMSN esemesami, wpisami na fejsie i innymi takimi — możemy już dzisiaj posłuchać singla promującego wychodzący już w maju nowy album wokalisty. Jakie będzie mniej więcej „Cruel Intensions”, mogliśmy antycypować na podstawie opublikowanego wczoraj snippetu. Pełna, sześciominutowa wersja piosenki jest jednak znacznie lepsza niż przypuszczałem. Produkcja jest tak nasycona gęstą neo-soulową, ale w tym wszystkim naturalną atmosferą, że ciężko jest wyobrazić sobie jakiekolwiek okrutne zamiary autora, nawet jeśli się widziało jego teledyski z czasów Priscilli. Album It Is w sprzedaży już od 6 maja. Czekamy? Czekamy!

JMSN wydaje nowy album

itis

„Jeśli napiszecie do mnie SMSa przed dziewiątą to prześlę Wam okładkę, tytuł i datę premiery (tu numer telefonu)” — tak się robi promocję w social mediach. Ktoś najwyraźniej faktycznie napisał do JMSNa i w odpowiedzi dostał informację, która poszła w świat. Nowy album Jamesona — jednego z najbardziej wyrazistych dzieci PBR&B — ukaże się już bardzo niedługo, bo 5 maja. Jaka jest okładka sami widzicie, a tytuł projektu to po prostu It Is. Singiel najprawdopodobniej wyląduje w internecie pierwszego marca (to jutro!), a tymczasem zaprzyjaźnijcie się ze snippetem straight outta laptop. Krótki, ale czuć w nim zdecydowanie więcej Blue Albumu niż Priscilli. Poczekajmy jednak na całość.

Nowy teledysk: JMSN „Waves”

jmsn-waves

Nie wiem jak Wy, ale ja właśnie zaczynam żałować, że z nikim się nie założyłam. O co? O to, że JMSN obdaruje nas klipem do każdego utworu znajdującego się na Blue Album. Być może stawka byłaby większa, gdybym zaznaczyła, że  teledyski będą miały pewien wspólny mianownik, a mianowicie jakość obrazu rodem z lat 90. W najnowszej wizualnej odsłonie kolejnego kawałka zobaczycie motorówkę, helikoptery, morze, góry, rozpiętą koszulę oraz układ taneczny. Brzmi szaleńczo? Cóż, konsekwencji, wyobraźni i optymizmu nie można temu artyście odmówić. Obrazek do „Waves”, poleca się na wakacje. ;)