Coś dobrego o Ifi Ude

Data: 13 listopada 2013 Autor: Komentarzy:

Wśród nadmiaru pojawiających się w mediach młodych gwiazdek muzyki, trudno znaleźć naprawdę warte zainteresowania postaci. Większość początkujących wokalistek ma problemy z doborem stylistyki, nie potrafi się wykreować. Wiele z nich barwą głosu nie wnosi nic nowego na rynek muzyczny. Często podobnie wyglądają i mają bardzo zbliżony do siebie repertuar. Jak zatem wyróżnić się z tego tłumu? Sposób na to znalazła Ifi Ude.

Kim jest Ifi? W języku igbo jej imię oznacza „Coś dobrego”. Pod tym osobliwie brzmiącym nazwiskiem ukrywa się posiadaczka głęboko artystycznej duszy. Śpiewa, komponuje i produkuje. Umiejętnie łączy różne gatunki i rozwiązania muzyczne. Ojcu pochodzącemu z Nigerii zawdzięcza egzotyczny wygląd. Jako że wyznaczył on w pewien sposób jej wizerunek, cały wysiłek włożyła w rozwijanie talentu. Muzyka w połączeniu z aparycją tworzą bardzo wyrazistą osobowość sceniczną, na którą Ifi pracowała od dzieciństwa.

Przepustką do rozpoznawalności był dla niej udział w popularnym programie telewizyjnym „Must Be The Music. Tylko Muzyka”. Mimo że nie dotarła do ścisłego finału, niewiele zabrakło jej do awansu. Wydawałoby się, że przygoda z programem w niczym Ifi nie pomoże. Zyskała jednak przychylność publiczności, która w głosowaniu na „dziką kartę” na Facebooku przyznała jej trzecie miejsce, natomiast głosy słuchaczy Radia RMF FM dały jej miejsce drugie. Zebrała również bardzo pochlebne opinie od jurorów programu, dziennikarzy muzycznych i krytyków. Jest więc przykładem na to, że w programach tego typu można czasami znaleźć młodych, bardzo dobrze rokujących wokalistów.

To zresztą za sprawą fanów zdobytych poprzez program artystka mogła wcielić w życie swoje muzyczne plany. Jej pierwszy album powstał dzięki ich zaangażowaniu. Sympatycy docenili wydawane w ciągu kolejnego roku single i po umieszczeniu w mediach prośby Ifi o  niezbędne do produkcji wsparcie finansowe, internauci zmobilizowali siły i zgromadzili pieniądze na płytę. Wszystko to dzięki metodzie crowdfundingu. Prekursorem tego zjawiska był zespół Marillion, który w 1997 roku właśnie dzięki pomocy internautów zebrał ponad 60 tys. dolarów na trasę koncertową. W Polsce jako pierwszej udało się tego dokonać w 2007 roku Julii Marcell. Dzięki podobnemu zabiegowi Ifi zyskała swobodę działania – nie była związana z żadną wytwórnią, stała się swoim własnym wydawcą. Zatem sama odpowiadała również za to, z kim będzie współpracować, jak będzie brzmieć jej muzyka i w jaki sposób zaprezentuje ją słuchaczom i widzom.

Dość imponujące są nazwiska, które pomagały jej przy powstawaniu płyty. Byli to między innymi instrumentaliści: klawiszowiec Marcin Zabrocki (współpracował m. in. z zespołem HeyKasią Nosowską), drugi klawiszowiec Jarek Jóźwik (również Nosowska, ale także Łąki Łan czy Czessband) oraz gitarzysta Michał Chęć (Łąki Łan). Miksem i masteringiem zajął się Marcin Borys, który współpracował z BrodkąHey. Jego doświadczenie wyraźnie przekłada się na brzmienie utworów Ifi. Na koniec realizacji remiksów podjął się NoBrain, który jest głównym laureatem międzynarodowego konkursu „Linkin Park, Featuring You”.

W wyniku współpracy z wyżej wymienionymi muzykami, 14 października 2013 roku ukazał się pierwszy krążek wokalistki, nazwany po prostu „Ifi Ude”. Zawiera 16 propozycji, w tym remiksy „Fali” i „My Baby Gone” oraz wersję akustyczną drugiego tytułu. Już przy pierwszym przesłuchaniu będzie towarzyszyło nam pozytywne zaskoczenie, a jednocześnie pewność, że nie jest to album najłatwiejszy w odbiorze, ponieważ podczas jego powstawania artystka pozwoliła sobie na naprawdę swobodną zabawę dźwiękiem i słowem.

Kiedy pierwszy raz słyszy się „My Baby Gone”, aż trudno uwierzyć, że jest to polska produkcja. Wokalistka brzmi bardzo egzotycznie, a muzyka – cóż, nie przypominam sobie zbliżonego stylistycznie utworu z repertuaru rodzimych wykonawców. Elektronika plus niezwykle ciekawy wokal Ifi, jej niekonwencjonalne artykułowanie i frazowanie, to powiew świeżości na naszym rynku muzycznym. Piosenkarka umiejętnie łączy na płycie aż trzy języki. Bardzo dobrze śpiewa po angielsku. Sprawia, że zwykle niezbyt melodyjnie brzmiącego języka polskiego słucha się z przyjemnością. Nie przeszkadza również, że niewielu słuchaczy zrozumie utwory, w których śpiewa w nigeryjskim igbo – ważne, że brzmi to bardzo intrygująco i znakomicie współgra z bogatym w kolory wizerunkiem artystki.

Jak już wspominałam, „My Baby Gone” pojawia się na krążku jeszcze dwukrotnie: w wersji zremiksowanej i akustycznej. Każda z nich ma do tego stopnia odmienny charakter, że mogłyby być odrębnymi kawałkami, co świadczy o dużej świadomości i umiejętności komponowania. Otwierający płytę „Shake It – Don’t Panic” to energetyczna propozycja, przywodząca na myśl styl Janelle Monae. „Fala” to również piosenka, którą mogliśmy poznać jeszcze przed premierą płyty, Ifi wykonała ją bowiem na żywo podczas jednego z odcinków „Must Be The Music”. Żywe instrumenty, bardzo ciekawy chórek, łamana fraza i przede wszystkim niebanalny polski tekst. Wielu krytyków uważa, że był to jeden z lepszych występów w historii tego programu.

Na uwagę zasługuje również utwór „Inna”, niepodobny do innych na płycie. Wyróżnia go bardzo oszczędny akompaniament gitary oraz delikatny wokal. Słowa piosenki, mimo że traktują o miłości, nie są tak oczywiste jak większość tekstów o analogicznej tematyce. Kolejną ciekawą pozycją na albumie jest piosenka „Chwile”. Charakteryzuje się perkusyjnym brzmieniem, szybkim hi-hatem i dużym udziałem basu. Jeszcze ciekawsza jest warstwa liryczna. Ifi, używając praktycznie jednej frazy, stworzyła mocno sensualny klimat. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że szybki bit i taki tekst w teorii nie powinny do siebie pasować. W praktyce broni się to doskonale.

Jedynym numerem z krążka, który zupełnie nie przypadł mi do gustu jest „Miłościoszczelny”. Tekst ociera się o infantylność, a aranż brzmi wręcz plastikowo. Zdziwieniem zareagowałam na wiadomość o realizacji teledysku do tego singla – płyta obfituje w bardziej zasługujące na to piosenki. Jest to jednak jedyne niedociągnięcie wydawnictwa. Albumu słucha się z przyjemnością, można dać się porwać Ifi Ude do jej kolorowego świata. Cechuje się on ponadto wielką wrażliwością muzyczną, dbałością o każdy szczegół. Artystka w bardzo inteligentny sposób połączyła wszystkie swoje niezwyczajne atrybuty, tworząc spójny koncept dla całej produkcji.

Młodzi wykonawcy są w dzisiejszych czasach narażeni na absolutne podporządkowanie się wytwórniom. Największe firmy narzucają bardzo często gotowy materiał i wizerunek, traktując artystę jak produkt. Swoboda działania Ifi jest więc godna pozazdroszczenia, a jej debiut wydaje się dzięki temu jeszcze bardziej dojrzały i przemyślany. Być może muzyka ta nie będzie zbyt często grana w radiu, nie zdobędzie ogromnego rozgłosu, nie będzie też uwielbiana przez wszystkich bez wyjątku. Dokonania artystki zostały jednak docenione przez organizatorów festiwali muzycznych, w tym m.in. Open’era, Transkaukazji czy OFF Festivalu, gdzie wystąpiła jako jedna z gwiazd. Wokalistka jest na tyle eklektyczną postacią, że doskonale może sprawdzić się, występując w terenie, jak i w klubach, najlepiej w połączeniu z ciekawymi efektami wizualnymi. Z zainteresowaniem będę obserwować kolejne kroki w karierze Ifi. Potrzeba takich postaci – z pomysłem na siebie, utalentowanych i twórczych. Wykorzystujących swoje zalety i zdolnych pokonać słabości.

Komentarze

komentarzy