Recenzja: Matthew E. White Outer Face

Data: 14 listopada 2013 Autor: Komentarzy:

Matthew E. White

Outer Face (2013)

Spacebomb Records

Matthew E. White nie rezygnuje z dość pokrętnych wzorców melodycznych, na jakich w dużej mierze zbudował swój zeszłoroczny debiut, tym razem znacznie głębiej niż do tej pory wchodząc w klasyczną soulową wrażliwość. Na wydanej przed miesiącem epce Outer Face odważnie łączy psychodeliczne indie z kameralnymi aranżami, co wraz z umiejętną ekspozycją jego swobodnego wokalu i pulsującym bluesowym rytmem tworzy nad materiałem hipnotyczną aurę. Efektem jest pięć nienagannie zaaranżowanych i z każdym odsłuchem coraz bardziej zajmujących słuchacza kompozycji — w żadnym wypadku jednak dziwnych czy niezręcznych. Otwierające „Eyes Like the Rest” przy pomocy iście parksowskich smyczków i wpisanej w strukturę i wykonanie utworu subtelności, okala słuchacza niczym aksamitny płaszcz równie rozkosznie co klasyczne „The Makings of You” Curtisa Mayfielda przed ponad 40 laty, a plemienne perkusyjne podszycie i specyfika damskich chórków w wieńczącym epkę „Hot Hot Hot” z początku przywołują na myśl muzyczne voodoo z debiutanckiego krążka Dra Johna, by następnie ewoluować w elektroniczny, quasi-industrialny finał.

Komentarze

komentarzy