matthew e. white
Natalie Prass zabiera głos w ważnej sprawie

Już w trakcie wywiadów poświęconych swojej ostatniej płycie Natalie Prass nie ukrywała rozczarowania wynikiem wyborów prezydenckich w USA. Tuż przed zbliżającymi się wyborami do Kongresu postanowiła przejść od słów do czynów. Pomógł jej w tym stary znajomek Matthew E. White, który wydał dwie epki z jednym tylko — ale bogatym w znaczenie i interpretacje gości — utworem, „No Future In Our Frontman”. Każdy z zaproszonych artystów (m.in. Luisa Gerstein, DJ Harrison, Josh Kantor) podszedł do kosmicznego, art-popowego pierwowzoru indywidualnie. Każda kolejna interpretacja uwydatnia chaos rządów Donalda Trumpa. Natalie Prass w swojej adaptacji poddaje się monotonnej, automatycznej perkusji z oryginału i dodaje do niej słodką szczyptę frustracji.
Wszystkie interpretacje w wersji albumowej ukażą się 2 listopada. Wybory do Kongresu chwilę później, 6 listopada. Do tego czasu dwie z trzech epek czekają w streamingu. Zyski mają wesprzeć organizacje przygotowujące wybory. Poniżej wersja Natalie Prass.
Matthew E. White łączy siły z Natalie Prass w nowym singlu
Od czasu gdy przedstawiliśmy Wam Matthew E. White’a minęły już ponad dwa lata. W tym czasie amerykański singer/songwriter zdążył wydać już kolejną płytę (Fresh Blood w marcu ubiegłego roku) i wszystko wskazuje na to, że przygotowuje się do kolejnej. W styczniu zaprezentował swój najnowszy singiel „Cool Out”, w którym wokalnie wspomaga go jeden z najbardziej czarujących głosów współczesnego indie popu — Natalie Prass. Wyprodukowany przez White’a wraz z DJ-em Harrisonem numer, podobnie jak dyskografie obu artystów, łączy w sobie rozmaite stylistyki i jest równie bliski kameralnemu soulowi, co onirycznemu popowi. Niezależnie jednak jak go sklasyfikujemy, jest z pewnością wart odsłuchu.
Recenzja: Matthew E. White Outer Face

Matthew E. White
Outer Face (2013)
Spacebomb Records

Matthew E. White nie rezygnuje z dość pokrętnych wzorców melodycznych, na jakich w dużej mierze zbudował swój zeszłoroczny debiut, tym razem znacznie głębiej niż do tej pory wchodząc w klasyczną soulową wrażliwość. Na wydanej przed miesiącem epce Outer Face odważnie łączy psychodeliczne indie z kameralnymi aranżami, co wraz z umiejętną ekspozycją jego swobodnego wokalu i pulsującym bluesowym rytmem tworzy nad materiałem hipnotyczną aurę. Efektem jest pięć nienagannie zaaranżowanych i z każdym odsłuchem coraz bardziej zajmujących słuchacza kompozycji — w żadnym wypadku jednak dziwnych czy niezręcznych. Otwierające „Eyes Like the Rest” przy pomocy iście parksowskich smyczków i wpisanej w strukturę i wykonanie utworu subtelności, okala słuchacza niczym aksamitny płaszcz równie rozkosznie co klasyczne „The Makings of You” Curtisa Mayfielda przed ponad 40 laty, a plemienne perkusyjne podszycie i specyfika damskich chórków w wieńczącym epkę „Hot Hot Hot” z początku przywołują na myśl muzyczne voodoo z debiutanckiego krążka Dra Johna, by następnie ewoluować w elektroniczny, quasi-industrialny finał.
