Recenzja: Blood Orange Cupid Deluxe

Data: 19 listopada 2013 Autor: Komentarzy:

Blood Orange

Cupid Deluxe (2013)

Domino

Dev Hynes rozpoczął swoją muzyczną przygodę blisko dziesięć lat temu. Podczas szybkiej przejażdżki z zespołem Test Icicles i podróży z Lightspeed Champion eksperymentował, odkrywał różne gatunki i doskonalił swoje umiejętności. Jako znakomity producent przyczynił się do sukcesu SolangeSky Ferreiry. Choć debiutancki album nagrany jako Blood Orange ukazał się w 2011 roku, to wydaje się, że dopiero Cupid Deluxe jest tym, czego Dev potrzebował, by odnaleźć swoje miejsce i swój czas.

Hynes po raz kolejny inspiruje się stylistyką lat osiemdziesiątych, którą tak bezbłędnie uwypuklił na epce True Solange. Mamy tu do czynienia nie tylko z kontynuacją tego, co zostało już wcześniej pokazane. Dev sięga zdecydowanie dalej i choć mogło się wydawać, że „Losing You” jest najlepszym, co może wyprodukować, to „Chamakay” i „You’re Not Good Enough” wcale nie odstają poziomem. Wręcz przeciwnie — cząstka Hynesa, którą niejako ofiarował Solange dopiero na jego solowym wydawnictwie prawdziwie rozkwita. Liczni goście nie zaburzają odbioru albumu — znakomicie dopełniają utwory Deva, a niekiedy brzmią tak, jakby kompozycje zostały stworzone specjalnie dla nich. Choć w niektórych przypadkach autor schodzi na dalszy plan, by wyeksponować kobiece wokale (na przykład Samanthy Urbani w „Always Let U Down”) to jest to zabieg przemyślany i dodający płycie różnorodności przy jednoczesnym zachowaniu spójności. Zwrotki  raperów, DespotaSkepta, wzbogacają album i współgrają z jego klimatem. W niektórych utworach warstwa muzyczna jest łudząco podobna do nagrań Solange (wystarczy porównać „Chosen” i „Bad Girls”), ale nawet pomimo tego wybrana przez Hynesa stylistyka sprawdza się za każdym razem, bo po prostu jest dla niego czymś najbliższym, wręcz naturalnym.

Złożone z 11 utworów Cupid Deluxe to najlepsze wydawnictwo, jakie Blood Orange do tej pory zaoferował słuchaczom. Jego kunszt producencki przeplata się z umiejętnością prezentowania emocji w wysublimowany sposób, gdzie proste teksty są zarazem pełne niedopowiedzeń i uczuciowych zawirowań. Charakterystyczne syntezatory i znane już rozwiązania rytmiczne zaskakująco dobrze łączą się z elementami afroamerykańskiego folkloru, a całość uzupełniają nawiązania do klasycznych hip hopowych beatów. Jednak najważniejszym elementem wyróżniającym album i świadczącym o jego wartości jest niezwykła wrażliwość Deva Hynesa. Na Cupid Deluxe połączył on swoją fascynację stylistyką lat osiemdziesiątych, zainteresowanie klimatem nowojorskich ulic i nocnych podróży, podczas których tracimy poczucie miejsca i nie wiemy, gdzie jesteśmy i w którą stronę podążamy. Cupid Deluxe to także odwołanie do gejowskiej kultury, transseksualności, zacierania granic między tożsamością płciową. To nie tylko odniesienie do środowiska, w jakim Dev dorastał. To także sposób na ukazanie uniwersalnych prawd zawartych w jego utworach — nie da się uniknąć, jak sam Blood Orange to określił, przechodzenia od sytuacji pewnych do niepewnych, od stabilności do niestabilności. Kupidyn może swoją strzałą dosięgnąć każdego. Każdy, bez względu na to, gdzie i kim jest, może mieć złamane serce. Są to sprawy oczywiste, a jednak podane w tak wyjątkowy sposób stawiają Deva w szeregu najlepszych producentów i artystów współczesnego R&B.

Komentarze

komentarzy