blood orange

Blood Orange z nową wersją „Borderline” Tame Impali

blood orange

Blood Orange i Tame Impala łączy geniusz muzyczny — zarówno Dev Hynes, jak i Kevin Parker to indywidualiści i wizjonerzy brzmienia. Nową wersję „Borderline” trudno nazwać remiksem. To zupełnie inny utwór bazujący jedynie na popularnym motywie przeboju ze Slow Rush Tame Impali. Hynes wykorzystał wokal Parkera, dodał swoją charakterystyczną gitarę i syntezatory. Dodatkiem jest również nowa ścieżka perkusji Aarona Maine’a, muzyka z grupy Porches. Blood Orange i Tame Impala to połączenie, któremu dajemy zielone światło. Chcemy więcej!

Blood Orange nocą w Nowym Jorku

Blood Orange połączył siły z koreańską raperką!

Blood Orange już od dłuższego czasu miło nas zaskakuje. W ostatnim czasie pracował nad muzyką do nowego serialu HBO, We Are Who We Are. W między czasie dograł się także do singla The Avalanches, a teraz dołączył do pochodzącej z Seulu raperki, DJ-ki i producentki, 박혜진 Park Hye Jin. „CALL ME (Freestyle)” to interpolacja zeszłorocznego utworu artystki „Call Me”. Dev uzupełnił go charakterystycznym dla siebie, delikatnym wokalem, który później co jakiś czas przerywa rapująca Jin. W marcu stworzyli oni także wyjątkowo klimatyczny (jak zresztą cały utwór) teledysk, nakręcony nocą na ulicach Nowego Jorku…

Blood Orange z obrazkiem do „Dark & Handsome”

„Dark & Handsome” to jeden z utworów z tegorocznego mixtape’u Blood Orange, do którego najczęściej wracamy. Najpierw Hynes przypomniał nam o nim, prezentując kawałek w słynnej serii Colors Show. Teraz numer doczekał się obrazka, przy którym palce maczał sam Devonté. W klipach Blood Orange zawsze góruje piękno i minimalizm. „Dark & Handsome” to splot pozornie zwyczajnych kadrów, które razem tworzą jednak niezwykłe video. Nie mogło być inaczej, bo Hynes to perfekcjonista nie tylko muzyczny, ale i wizualny — sam dba o każdy szczegół. Przy okazji polecamy powrót do trochę niedocenionego Angel’s Pulse, które sam autor nazywa epilogiem Negro Swan.

Tei Shi zapowiada nowy album i dzieli się nowym nagraniem

Tei Shi i Blood Orange znów łączą siły. Po singlach „Red Light” i „A Kiss Goodbye” Tei Shi oraz mixtapie Angel’s Pulse Blood Orange’a para muzyków prezentuje wspólny numer „Even If It Hurts”. Poprzednio mogliśmy usłyszeć efekty ich współpracy w „Hope”, gdzie Tei Shi partneruje Puff Diddy. Surrealistyczną atmosferę i synth funkową produkcję podkreśla romantyczna estetyka slow motion i rajska sceneria w klipie. W wyreżyserowanym przez Carę Stricker teledysku muzycy „egzystują obok siebie w równoległych światach, ale nie razem” (źródło: Stereogum). Tei Shi i Blood Orange nie mają nic przeciwko szczerości w związku, nawet jeśli prawda boli. Trzeci singiel Tei Shi zapowiada jej nadchodzący krążek La Linda. Premiera 15 listopada.

#FridayRoundup: Blood Orange, Big K.R.I.T., Banks, Elle Varner i inni

Wygląda na to, że przedwcześnie ogłosiliśmy sezon ogórkowy w czarnej muzyce. W ten piątek obrodziło wyczekiwanymi od dawna i mniej spodziewanymi wydawnictwami w myśl zasady, że dla każdego coś miłego. Na plejliście między innymi Blood Orange, Big K.R.I.T., Banks, Elle Varner, Yuna, K.Flay czy Angie Stone, a to wcale nie koniec listy. Wszystko na samym dole wpisu.


Angel’s Pulse

Blood Orange

Domino

Dla pięknego, introspektywnego, traktującego o akceptacji i „inności” samej w sobie Negro Swan, Angel’s Pulse, jak powiedział Hynes, jest czymś w rodzaju epilogu. Mixtape brzmieniowo nawiązuje do poprzedniego materiału, a wszystkie nagrania powstały po jego premierze. Dostajemy więc mieszankę alternatywnego R&B, neo-soulu i hip-hopu z indie popem, opartą na autorskiej, delikatnej produkcji Deva. Projekt urozmaica, i tym razem starannie dobrana, lista gości — pojawiają się tu m. in. Toro y Moi, Justine Skye, Tinashe, Project Pat, Porches, Arca czy znany z Brockhampton Joba. Jeśli nie poznaliście jeszcze twórczości Blood Orange, zacznijcie jednak od któregoś z jego albumów studyjnych — Angel’s Pulse to raczej niezobowiązujący wybór (wciąż bardzo dobrych) najnowszych produkcji artysty. — Klementyna


K.R.I.T. Iz Here

Big K.R.I.T.

Multi Alumni/BMG

K.R.I.T. znów tu jest! Jeden z najciekawszych orędowników starej szkoły w nowoczesnym wydaniu powraca z nowym albumem i, jak zwykle, jest tak bardzo southside’owy, jak to tylko możliwe. Jednym z najmocniejszych punktów całości wydaje się finezja, z jaką artysta rozbudowuje instrumentale, bawiąc się motywami, przecinając pocięte sample zagrywkami na rhodesach czy wspaniale rozgrywając plany w oldschoolowych pościelówach w duchu R&B. Trapująca produkcja brzmi świeżo, zachłystując się to gospelem, to znów uduchowionym delta bluesem. Eklektyzm nie pozostaje jednak wartością samą w sobie, bo K.R.I.T. Iz Here to, przede wszystkim, piosenkowe złoto. Od singlowego, afirmacyjnego otwieracza przez klubowe „Addiction” ze Sweetie i Lil Waynem, aż po całą serię soulowych bangerów w środkowej części krążka-przebój goni tutaj przebój, co sprawia, że album zostaje w głowach na długo. Fani Kritowskiego rozmachu powinni być więcej niż usatysfakcjonowani. — Wojtek


III

Banks

Capitol

Przed pięcioma laty debiut Banks rozbił bank, pojawiając się w odpowiednim czasie i formie w momencie gwałtownego wzrostu alternatywnego R&B. To w połączeniu z oniryczną produkcją zawieszoną gdzieś pomiędzy bedroomowo-soundcloudową twarzą R&B a najlepszymi wzorcami zaczerpniętymi z bardziej komercyjnej odsłony gatunku oraz sensualnymi wokalami Banks sprawiło, że Goddess stało się jednym z albumów-szablonów alt R&B. Na swoim trzecim krążku piosenkarka z jednej strony próbuje od tego szablonu uciec, z drugiej — nie potrafi zdecydować się którędy. Tym samym gubi się w przetworzonych radiowych kalkach autotune’owego elektropopu. III z pewnością znajdzie swoich amatorów, ale ani nie odmieni oblicza R&B, ani nie nada muzyce Banks nowej jakości. — empee


Ellevation

Elle Varner

eOne

Elle Varner po wielu latach milczenia przeszła pod skrzydła dużego koncernu mediowego eOne, by tuż przed wydaniem drugiego albumu zaprezentować bezpieczny mixtape Ellevation, idealnie przystający do formatu muzyki telewizyjnej. Błyskotliwy tytuł, sugerujący pójście o poziom wyżej, przyniósł na pewno zmianę produkcyjną. Brzmienie u nowej Elle Varner jest mniej chaotyczne niż na debiucie, wypolerowane do bardziej subtelnej i soulującej formy, obudowane cykaczami i automatem perkusyjnym. Ellevation to konsekwencja i minimalizm, również wokalny. Miłośnicy subtelnego, nieszkodliwego R&B być może coś tu odnajdą, liczący na zróżnicowaną kolorystykę i rewelacje pokroju „Refill” czy „Only Wanna Give It To You” muszą sobie znaleźć inne źródło utrzymania. — Maja Danilenko


Rouge

Yuna

UMG

Rouge to czwarty, międzynarodowy album malezyjskiej wokalistki. Jego tytuł, oznaczający w języku francuskim kolor czerwony, symbolizować ma miłość, duszę oraz siłę, a w przekazaniu emocji z tym związanych, pomaga jej całkiem spora obsada postaci z różnych zakątków świata, wśród których znaleźli się m.in. Tyler, the Creator, Little Simz, Masego czy G-Eazy. Wszystko to tworzy dawkę bardzo przyjemnego i dynamicznego R&B z elementami hip-hopu, z którą warto się zapoznać. — efdote


Solutions

K.Flay

Night Street/Interscope

Umykająca gatunkowym schematom alt-dance-rockowa raperka K.Flay w piątek wypuściła następcę znakomitego Every Where Is Some Where z 2017 roku. Na jej trzeci album Solutions trafiło 10 nowych numerów, w tym promujące krążek single eksplorujące zamiłowanie raperki do alt-dance’owej stylistyki. Na płycie piosenkarka próbuje znaleźć tytułowe rozwiązania do rozterek i kłopotów, które zebrały się nad nią po powrocie z ostatniej trasy koncertowej. Jest więc trochę czarnego humoru, zabawy słowem, ale i świadomie adresowane refreny pełne otuchy. — Kurtek


Full Circle

Angie Stone

Conjunction/Cleopatra

Muzyka R&B i soul mają się dobrze od dłuższego czasu, a rok 2019 przynosi kolejne premiery płytowe od weteranów R&B. Oprócz zapowiedzi krążków między innymi Monici i Fantasii, swoje nowe wydawnictwo zaprezentowała amerykańska wokalistka Angie Stone. Na jej ósmy album Full Circle, następcę nowoczesnego Dream z 2015 roku, składa się dziesięć neo soulowych kompozycji z jedynym tylko gościnnym udziałem amerykańskiego artysty Jaheima, opowiadających o miłości, pożądaniu, zawodzie miłosnym, oczyszczeniu i religii. Stone postanowiła w sposób bardziej nostalgiczny podejść do wspomnianych tematów, niż na trzech ostatnich nowoczesnych płytach. Tym samym wróciła do swoich muzycznych korzeni, zataczając pełne koło, zgodnie z tytułem najnowszego albumu. Czy i tym razem zaskarbi sobie sympatię słuchaczy? — Forrel


Hasta el cielo

Khruanbin

Night Time Stories

Jeśli sezon ogórkowy w muzyce ma wyglądać tak, jak wygląda, to niech trwa! Entuzjazm ten pojawił się za sprawą premiery nowej płyty amerykańskiego tria Khruangbin (co po tajsku oznacza „samolot”, choć zdecydowanie są to przybysze z kosmosu), którzy po doskonale przyjętym zeszłorocznym krążku Con Todo El Mundo postanowili nagrać jego dubową wersję. Siglem promującym Hasta El Cielo było „Mary Always”, i choć nie stanowiło to zapowiedzi zupełnie nowego albumu, utwór wzbudził ekscytację. Na krążku oprócz 10 autorskich, odświeżonych piosenek podbitych linią basu i mocniejszą, hip-hopową perkusją, znalazły się też dwa remiksy jamajskiego producenta Scientist, przy muzyce którego Laura Lee uczyła się grać na gitarze basowej. Hasta El Cielo to nadal Khruangbin, od których dostaniecie solidną dawkę inspiracji muzycznych z całego świata, tym razem jednak w adaptacji dubowej. Koniecznie udajcie się w tę podróż do nieba!
dżesi


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Blood Orange przynosi nadzieję

Info o tym, że Blood Orange pracuje nad nowym klipem, pojawiło się w mediach społecznościowych już ponad miesiąc temu. „Hope” pochodzi z zeszłorocznego longplaya Negro Swan. W powstałym do nagrania teledysku muzyk przenosi się z miejskich ulic do studia. Płomienie w tle, chodniki i taneczne konfiguracje, imitujące artystyczne instalacje doskonale ilustrują klimat Nowego Jorku, obecnego w muzyce Blood Orange’a niemal od początku istnienia projektu. Oprócz udzielających się gościnnie Tei Shi i Puff Daddy’ego, małe cameo zaliczają Tyler, the CreatorA$AP Rocky, wygłupiający się w studiu nagraniowym.

Koncert Blood Orange w ramach serii Tiny Desk Concert

Tiny Desk to jedna z naszych ulubionych serii na Youtubie. NPR zaprosiło już między innymi Erykę Badu, The Internet czy Tylera, The Creatora. Tym razem w ramach Tiny Desk wystąpił Blood Orange. Dev Hynes zagrał w towarzytswie saksofonisty, pianisty i wokalistów, w tym Iana Isiaha. Występ rozpoczął się od „By Ourselves” i recytacji poetki Ashlee Haze, która w swojej przemowie wspomniała sylwetkę Missy Elliot. Pozostała część zaprezentowanego materiału, „Jewelry”, „Holy Will” i „Dagenham Dream”, pochodzi ze znakomitego albumu Negro Swan.

Blood Orange i Yves Tumor w remixie „Smoke”

Czy straciłeś kiedyś kogoś? Uciekłeś dokądś? Odczuwałeś kiedyś pustkę? Blood Orange zabawia się w psychoanalityka i serwuje nam remix ostatniego tracku z longplaya Negro Swan. Wersja ta różni się znacznie od kameralnej albumowej. Auto-tune i przestery szybko przechodzą w nastrojowy kawałek. W remixie muzyka wspierają Ian Isiah i Yves Tumor. Blood Orange zaskakuje swoim rapem i wspomnieniem swojego przyjaciela, zmarłego tragicznie Maca Millera. Przeróbka „Smoke” to tak naprawdę hołd dla artysty.

Recenzja: Blood Orange Negro Swan

Blood Orange

Negro Swan (2018)

Domingo Recording Company

Zawsze, prezentując twórczość Blood Orange, podkreślam, że za całym projektem stoi jedna osoba — Devonté Hynes. W rzeczywistości jego płyty są zazwyczaj efektem współpracy z kilkoma muzykami, ale to on odpowiada za oprawę muzyczną. Dev Hynes jest kompozytorem i tekściarzem i sam tworzy teledyski do utworów Blood Orange. Warto przypomnieć, że lista muzyków, dla których komponował jest długa i imponująca, a znajdują się na niej między innymi Solange, Florence and The Machine, A$AP Rocky czy Blondie. Mimo licznych kolaboracji z różnorodnymi artystami, wydał niedawno czwarty długogrający album solowy, zatytułowany Negro Swan, którym kolejny raz udowodnił, że należy aktualnie do jednych z najbardziej utalentowanych i wszechstronnych muzyków.

Dev, zapytany w wywiadzie przez Pharrella Williamsa o sposób komponowania, odpowiedział krótko i tajemniczo: „I write in crazy ways”. To stwierdzenie pasuje do Negro Swan jak do żadnego innego albumu Blood Orange. Z tym materiałem jest trochę jak z malarstwem abstrakcyjnym: albo to czujesz, albo odwracasz się na pięcie z poczuciem niezrozumienia i brakiem zainteresowania. W odbiorze, płyta może okazać się trudna, bo Dev swobodnie porusza się pomiędzy R&B, hip-hopem, soulem czy indie popem. Do tego wplata mnóstwo odgłosów otoczenia: raz są to syreny, które brzmią jak z początku reggaetonowego utworu, innym razem — dźwięki zatłoczonego miasta.

Spoiwa materiału należy szukać w narracji albumu oraz jego tematyce. Hynes kontynuuje wątki podniesione na Freetown Sound. Tym razem jest jeszcze bardziej osobiście. To album o zdrowiu psychicznym, akceptacji, wolnej woli i inności, która jest głównym motywem płyty. Mimo że przy tego typu nośnych tematach łatwo byłoby popaść w banały, Dev broni się, przedstawiając je z perspektywy osoby, która od dziecka zmagała się z konsekwencjami bycia „innym”. Mimo ciągłych retrospekcji i własnego spojrzenia, udaje mu się zaprezentować te kwestie jako dotyczące większej grupy społecznej. Mówi w imieniu czarnoskórych oraz osób LGBTQ, które często muszą walczyć o akceptację, a każdy przejaw „inności” z ich strony jest komentowany jako „too much”. Łatwo wyróżnić kilka kluczowych haseł Negro Swan, które podobnie jak owo „too much” zostają w pamięci już po pierwszym odsłuchu. Należą do nich z pewnością „Feelings never had no ethics” czy pytanie „Can you break sometimes?”.

Chociaż album nie miał być koncepcyjny, przypomina pewną opowieść, w której wyróżnić można narratora (a nawet narratorów), fragmentaryczną, za sprawą retrospekcji i wielowątkowości, fabułę oraz bohaterów. Blood Orange, chociaż mówi o swojej walce o samoakceptację, nie czyni siebie głównym bohaterem tej opowieści. Jego historie mają posłużyć do przybliżenia losu wspomnianych Afroamerykanów czy osób LGBTQ. Narratorem i zarazem spoiwem chaotycznych historii o lękach i złych wspomnieniach jest Janet Mock — aktywistka, pisarka i pierwsza transseksualna kobieta, która została reżyserką telewizyjnego programu rozrywkowego. Hynes, zachwycony jej historią, poprosił ją o bycie głosem wprowadzającym takie tematy jak znaczenie rodziny, wolna wola czy akceptowanie siebie. Jej postać, pewność siebie i swoboda, z jaką porusza kontrowersyjne sprawy, daje dobrą przeciwwagę dla błądzącego Deva. Mock przemawia z mądrością osoby o dużym bagażu doświadczeń, co sprawia wrażenie, jakby jej historie były głosem wyższej instancji, porządkującym rozpaczliwe nieraz wyznania Hynesa.

Negro Swan jest dużo mroczniejsze niż jej poprzedniczki. Chociaż Blood Orange opisując płytę, podkreślił znaczenie nadziei, więcej jest tu walki o ową nadzieję. Historia tej walki rozpoczyna się w zatłoczonym mieście, być może nieprzypadkowo, biorąc pod uwagę wydarzenia z 2016 roku, w Orlando. Pierwsze cztery utwory wydają się być jednym, spójnym rozdziałem. Małym mankamentem jest wokal w „Take Your Time”, który celowo pozostawiono w surowej wersji, co niekoniecznie daje przyjemne wrażenie przy odsłuchu. Centralną częścią albumu są utwory „Jewelry” oraz „Charcoal Baby”, nie bez powodu wybrane na single promocyjne, bo to jedne z nielicznych numerów, których da się słuchać wyrwanych z kontekstu całej płyty. Są jednocześnie pozytywnym przebłyskiem, celebracją radości i przypomnieniem, że „inność” wcale nie idzie w parze z samotnością. Refren utworu „Charcoal Baby” zawiera wersy „No one wants to be the odd one out at times / No one wants to be the negro swan”, które są znaczące dla wydźwięku całej płyty. Dalsza część to ponowna próba zmierzenia się z demonami przeszłości, która prawdopodobnie kończy się sukcesem w ostatnim numerze, „Smoke”. Zdanie zamykające album, „The Sun comes in, my heart fulfills”, faktycznie napełnia nadzieją i daje wrażenia triumfu w walce o zrozumienie.

Blood Orange na swoje wydawnictwo zaprosił znakomitych gości, którym zostawił dużą dowolność ekspresji. Chyba najlepiej skorzystała z niej Georgia Anne Muldrow, której niezwykły śpiew w „Running” jest odpowiedzią na depresyjne wersy Deva. Można by kwestionować sensowność zwrotki A$APa Rockiego, jako że musiał wtrącić wątek swojego życia erotycznego, ale muzycznie to połączenie wychodzi raczej na plus. Negro Swan jest nie tylko trudne w odbiorze, jeśli chodzi o poruszane tematy. W porównaniu do momentami tanecznego Freetown Sound to o wiele mniej przystępny pod względem brzmienia album. Wiele kompozycji trudno nazwać spójnymi. Można pokusić się o stwierdzenie, że nieraz to improwizacja, podczas której Hynes chwytał się wszystkich instrumentów, które akurat znalazł w studio. Ciekawym zabiegiem, nietypowym dla Hynesa, jest zakończenie, kiedy jedynym instrumentem jest wyciszająca, po takiej ilości przytłaczających dźwięków, gitara akustyczna.

Nad Negro Swan należy się pochylić, aby zrozumieć jego wagę. To piękne i wzruszające dzieło, do którego jednak początkowo łatwo się zniechęcić. Odbiór tego materiału można przyrównać do wrażenia, jakie wzbudza czarny łabędź, który mimo swojego piękna pozostaje czymś innym, egzotycznym, być może niepokojącym. Hynes stworzył opowieść dla wszystkich tych, którzy kiedykolwiek czuli się odrzuceni, plasując się tym samym jako niezwykle istotna sylwetka w walce o tolerancję. „Feelings never had no ethics!”

Nowy teledysk: Blood Orange feat. A$AP Rocky „Chewing Gum”

Na potrzeby nowego klipu, wyreżyserowanego przez Deva Hynesa, Blood Orange razem z A$AP Rockym wybierają się w podróż quadami po pustyni. Senną i rozmarzoną atmosferę „Chewing Gum” podkreślają… jedwabne arafatki, noszone przez obu muzyków. Kawałek traktujący o permanentnym poczuciu poirytowania, złości i psychicznego wyczerpania wpisuje się idealnie w tematykę albumu Negro Swan, poświęconego w całości niepokojom i traumom. W utworze słychać również Projecta Pata, brata rapera Juicy’ego J oraz członka Three 6 Mafia.