Muszę przyznać, że dość szybko zapomniałem o poprzednim utworze Mariah Carey, czyli „The Art of Letting Go„. Nie wiem czy z opublikowanym dwa dni temu „You’re Mine (Eternal)” będzie podobnie, ale to na pewno nie jest jeszcze szczytowa forma jednej z moich ulubionych wokalistek. W Walentynki Mariah Carey dzieli się teledyskiem do najnowszego singla. Na szczęście wygląda bardzo ładnie i naturalnie, w dodatku ograniczyła charakterystyczne dla siebie ruchy, który nazywam wiciem się. W klipie pojawia się też Trey Songz, ale niestety właściwie nic się tam nie dzieje. Mariah siedzi nad wodą, na kamyczku niczym mała syrenka i wspomina ukochanego, który w tym czasie bierze udział w sesji zdjęciowej i kusi widza nagim torsem. A gdzie wizualizacja tej pięknej miłości, o której mowa w utworze? Gdzie jakaś akcja? Nie wiem, który to już teledysk od Mariah, o którym spokojnie mogę powiedzieć, że nie robi mi żadnej różnicy to, czy on w ogóle powstał czy nie. Mimo wszystko nadal z nadzieją czekam na nowy album mojej idolki.



Komentarze