Isaiah Rashad
Cilvia Demo (2014)
Top Dawg Entertainment

Wytwórnia Top Dawg Entertainment całkiem szybko zdążyła wyrobić sobie opinię małej potęgi (#oxymoron) na współczesnej scenie hiphopowej. Cilvia Demo, pierwszy z sześciu zapowiedzianych na 2014 projektów TDE, jeszcze przed premierą stał się potwierdzeniem powyższej tezy. Nie przypominam sobie kiedy ostatnio tyle rozgłosu towarzyszyło premierze takiego absolutnego debiutu — niepoprzedzonego żadną nielegalną epką, mixtape’em, jedynie garścią pojedynczych tracków. Magia tkwiąca w logo kalifornijskiej wytwórni zadziałała. Czy słusznie?
Isaiah Rashad, młody raper z Chattanooga, Tennessee posiada zestaw cech, z powodu których ciężko jest go nie polubić. Stwarza wrażenie sympatycznego gościa, pozytywnie nastawionego do życia, ale nie ukrywającego rozczarowania pewnymi aspektami rzeczywistości i mniej kolorowymi rozdziałami własnej biografii. Pomimo kilku typowo rapersko-przechwałkowym momentów jego utwory przepełnione są dozą szczerej skromności, pokory i szacunku wobec inspirujących go poprzedników. Tych ostatnich Rashad często wymienia w tekstach z ksywek, ale i bez tego z utworów bije fascynacja takimi idolami dzieciństwa jak Scarface, Lil’Wayne, Juvenile czy Master P. Patrząc na elastyczność jego flow dopisałbym również wpływ luzackich przyśpiewek Devina the Dude’a i progresywnych konstrukcji wersów w stylu bardzo znanego kolegi z wytwórni. Doskonałym dopełnieniem są podkłady, które oprócz południowo-rapowych tradycji niosą w sobie dziedzictwo J Dilli i Tribe’ów.
Tylko dlaczego Isaiah Rashad wypada trochę blado przy kolegach z TDE? Zbędna autosugestia, kwestia przyzwyczajenia z mojej strony? Tak, ale nie do końca. Raperowi wyraźnie zabrakło trochę charyzmy i pewności siebie jak u Jaya Rocka albo ScHoolboya Q. Nie potrafił uczynić ze zbioru utworów logicznej i pełnej ambicji całości niczym Kendrick. Wielokrotnie przytaczany wątek ojca wypada skromnie przy bagażu traumatycznych doświadczeń opowiadanych przez Ab-Soula. Isaiah błyszczy, ale jako jeszcze nieoszlifowany diament w torbie już pełnej diamentów. Nie ma w tym nic złego, w końcu nie bez powodu w tytule płyty pojawia się słowo „demo”. Czekamy zatem na pełną wersję.



Komentarze