Kilka dni temu internet obiegła informacja, że nadchodzący, 14-sty krążek Marii Carey ukaże się niespodziewanie, zupełnie jak zeszłoroczna płyta Beyoncé. Piosenkarka w jednym z wywiadów powiedziała, że chciałaby, żeby fani doświadczyli krążka jako całości, zupełnie tak, jakby ona sama siedziała przy nich podczas pierwszego odsłuchu (cokolwiek miała na myśli). Potwierdził to jeden z producentów płyty, Jermaine Dupri, tłumacząc, że w obozie Carey zawsze jest problem z wyborem singli, a wypuszczenie całego krążka na raz być może rozwiązałoby problem.
Tymczasem kierownictwo Def Jam twierdzi, że krążek będzie promowany w tradycyjny sposób i jego premiera planowana jest na późny maj. Tytuł (czyli już nie The Art of Letting Go?), tracklistę, okładkę i wreszcie datę wydania mamy poznać wcześniej.
Jak będzie? Czas pokaże. Pierwotnie krążek planowany był na maj, ale zeszłego roku. Informację o wydaniu krążka poprzedził świetny duet z Miguelem, ale kolejne dwie przeciętne ballady znacząco ostudziły oczekiwania.



Komentarze