Recenzja: Sam Smith In the Lonely Hour

Data: 30 maja 2014 Autor: Komentarzy:

Sam Smith

In the Lonely Hour (2014)

Capitol Records/ Opulent

„Ten album ma być ścieżką dźwiękową do tych spokojnych chwil w życiu” — tak o swoim debiutanckim albumie powiedział Sam Smith. Biorąc pod uwagę ilość zdobytych przez niego nagród, nie wspominając już o trzech singlach, które dotarły do pierwszych miejsc na listach na całym świecie, takie spokojne chwile to rzadkość w życiu wokalisty. Jego debiut okazał się wielkim sukcesem w branży, porównywanym do triumfu Adele. Po wydaniu świetnie przyjętych „Money on My Mind”, „Stay With Me” oraz epki Nirvana przyszedł czas na długo oczekiwany album In the Lonely Hour.

Szum wokół Smitha i oczekiwania wobec solowego materiału na pewno miały na niego wpływ. Wielu fanów zastanawiało się, czy ten 21-letni wokalista udźwignie ciężar i spełni oczekiwania. Jeśli zatem, tak jak ja, uwielbiasz „Latch” i liczysz na więcej elektroniki ze strony wokalisty — na In the Lonely Hour jej nie znajdziesz. Oprócz bardziej przebojowego „Money on My Mind”, większość piosenek to ballady, kilka pozostałych utrzymanych jest w średnim tempie. Wydaje mi się, że było to ryzykowne posunięcie artysty i wytwórni, ale widocznie taką koncepcję uznali za słuszną. W tym momencie Sam kroczy zdecydowanie inną drogą i bez trudu można zauważyć to wyciszenie. Zamiast elektroniki dostajemy dużo akustycznych aranżacji z wykorzystaniem gitary, fortepianu czy sekcji smyczkowej.

In the Lonely Hour oscyluje wokół tematyki miłosnej lub dokładniej – zawodu miłosnego. Smith powiedział, że chciał napisać ten album dla tych wszystkich, którzy nigdy nie zaznali miłości. Zatem jeśli lubicie ballady w stylu Emeli Sandé, na pewno spodobało wam się „Stay With Me”. Spośród innych wyróżnia się też przepełnione smutkiem wyrażonym poprzez emocjonalny wokal „I’ve Told You Now”, które można było usłyszeć już na epce Nirvana. Kolejną osobistą kompozycją jest „Like I Can”, gdzie dominuje uczucie niezrozumienia przez drugą osobę. Najbliższe R&B jest „Life Support” przypominające niektóre z utworów Franka Oceana. Powtarzalność tematyczna na In the Lonely Hour to jedno, ale muzycznej stronie zdecydowanie przydałoby się więcej różnorodności. W momencie, gdy kończy się rozpoczynające „Money on My Mind”, album zmienia się w melodramatyczną opowieść. To bardzo bezpieczna muzyka, która aż prosi się o wprowadzenie większej dozy aranżacyjnych eksperymentów.

Największą zaletą In the Lonely Hour bez wątpienia jest wokal. Sam Smith pokazuje swoją skalę głosu i łatwość zaśpiewania melodii napisanych nawet w najwyższych rejestrach. Jego wielki talent jest niepodważalny. Niestety dobór utworów nie do końca ukazuje wszystkie mocne strony młodego piosenkarza. To produkcja wysokiej jakości jakiej można spodziewać się po muzyce pop na światowym poziomie. Mimo to, czuję się nieco zawiedziona zawartością płyty. Dopuszczam jednak myśl, że ktoś inny mógłby przedłożyć argument, że mniej znaczy więcej. I być może dla tego kogoś taka właśnie koncepcja debiutu Sama Smitha będzie idealna.

Komentarze

komentarzy