70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475

Relacja z koncertu OutKast na Orange Warsaw Festival

Data: 20 czerwca 2014 Autor: Komentarzy:

outkast1

Drogi André, drogi Big Boiu,

piszę do Was list tak jak robił to Stan. Nie jestem jednak Stanem, nie wytatuowałem sobie logo OutKast i nie zakończę tekstu zwrotem „ps we should be together too”. Jestem i czuję się po prostu bardzo oddanym fanem Waszej twórczości, znającym na pamięć całą Waszą dyskografię. Nie największym — znam w Polsce wielu, którzy kochają Was w podobnym lub nawet większym stopniu i też uważają Was za najlepszą rzecz, jaka przydarzyła się muzyce hiphopowej. W moim i ich wszystkich imieniu chciałem podziękować, że postanowiliście uwzględnić nasz kraj podczas planowania swojej wielkiej światowej trasy. Chciałem również podzielić się moimi wrażeniami. Będę szczery i wspomnę również o słabszych stronach Waszego występu na Orange Warsaw Festival — w końcu już tyle lat się przyjaźnimy, prawda?

Wyświetlona na ozdabiającym scenę sześcianie flaga Stankonii i głos mówiący „greetings earthlings” — tyle nam, fanom, wystarczyło by mieć pewność, że trafiliśmy na właściwe show. Kiedy weszło „B.O.B” to chyba sami widzieliście jaki szał ogarnął wszystkich zebranych na płycie. Wielu jednak ogarnęło też coś innego — rozczarowanie nagłośnieniem obiektu, na którym odbył się koncert.

Jasne. Wiem, że to nie Wasza wina. Nie wiem jak mówią w Stankonii, ale u nas się mówi „z pustego i Salomon nie naleje”. Wasi dźwiękowcy nie byli w stanie ujarzmić akustyki Stadionu Narodowego, ale chyba żadnemu śmiertelnikowi jeszcze się to nie udało. Najgorzej było przy dynamicznych z natury „B.O.B” i „Gasoline Dreams”, które otwierały koncert. Później było już lepiej — nie wiem czy to kwestia przyzwyczajenia, czy tego że coś się udało zrobić. To co jeszcze mnie rozczarowało, to obecni na scenie muzycy. Perkusja, gitara, skromna sekcja dęta, a także dwuosobowy, anielski chór. Wszystko ładnie, tylko nie było ich praktycznie słychać — oryginalne podkłady spod ręki DJ’a skutecznie zagłuszały żywy pierwiastek. Wyjątkiem było „International Players Anthem”, zaaranżowane kompletnie od zera. Wyszło to znakomicie. Dzięki chłopaki, że zagraliście ten numer tak w ogóle.

outkast2

Poza utworem z płyty UGK zaskoczeń nie było, ale to nie szkodzi — setlistę ułożyliście według mnie bardzo dobrze. Dwa najbardziej energetyczne numery ze Stankonii na początek złożyły się na znakomitą rozgrzewkę. Skupiliście się głównie na singlach i przy takiej dyskografii jest to absolutnie logiczne i rozsądne rozwiązanie. Gdybym był wyznawcą waszego debiutanckiego Southernplayalisticadillacmuzik (kiepski ze mnie fan, jeśli nigdy nie potrafię prawidłowo napisać tej nazwy z pamięci?) to narzekałbym, że utwory z tej płyty zostały zagrane we fragmentach, no i zabrakło „Git Up, Git Out”. Nic nie usłyszałem ze ścieżki dźwiękowej do Idlewild. Dobrze wiem, że jest to najmniej ceniony przez słuchaczy album, no ale przecież „Morris Brown”, „Idlewild Blue czy „Mighty ‚O'” idealnie sprawdziłyby się na żywo.

Sami również dobrze się sprawdziliście — na szczęście nagłośnienie nie było aż tak złe, żeby nie słyszeć waszych słów. Znakomicie nadążaliście za swoimi czasem karkołomnymi (a może językołomnymi?) wersami, czasem pomagając sobie nawzajem w dopowiadaniu wersów, no ale to coś normalnego na rapowych koncertach. Nie wyszło tylko Tobie Dré przy przyspieszeniu w drugiej zwrotce „Roses”, co brzmiało trochę jak jakiś styl wolny Ostrego (taki polski skrzypek i raper, nie chcielibyście znać, uwierzcie). No i dlaczego playback/półplayback? Mówię o śpiewanych partiach i sporej części refrenów. Jestem w stanie zrozumieć powody i czynniki jakie złożyły się na taką decyzję, no ale mogło być inaczej, wierzę.

Do Ciebie Big Boiu z kolei nie mam poważnych zarzutów. Wypowiadałeś się ostatnio w wywiadach surowo na temat raperów pomagających sobie playbackiem. Na koncercie pokazałeś, ze pod tym względem masz jak najbardziej prawo krytykować innych. Dobra robota Panie Lucjuszu! Notabene, byłem również na twoim solowym koncercie w Polsce trzy lata temu (może pamiętasz, Prince też grał na tym samym festiwalu) i tym razem wypadłeś znacznie lepiej. Tylko z tą kiełbasą przesadzałeś — rozumiem, że uchodzi ona za symbol Polski za granicą, ale nie musiałeś tego tyle razy powtarzać.

outkast3

Aha, fajnie że wzięliście ze sobą w trasę Sleepy’ego Browna. Była to bardzo miła niespodzianka dla tej bardziej obeznanej części widowni. Może nie dał się dobrze pokazać jako wokalista, no ale jednak dopełnił w jakiś tam sposób spektakl. Gdyby nie pojawił się na „The Way You Move”, „So Fresh, So Clean”, albo „SpottieOttieDopaliscious” to pewnie czułbym jakąś dziwną pustkę. Prawdziwa magia drzemie w tym Waszym Dungeon Family.

Tak więc napisałem co myślę o Waszym występie. Trochę krytyki z mojej strony się tutaj pojawiło, ale pod żadnym pozorem nie mówię, że było źle! Bawiłem się rewelacyjnie, tak samo ludzie wokół mnie. Po prostu byłem już na paru występach moich innych największych muzycznych idoli i czułem się po nich trochę bardziej spełniony niż po Waszym show (z drugiej strony to byłoby nie fair porównywać Was z takimi wygami jak Clinton i wspomniany Książę). Mam jednak nadzieję, że nie będziecie mi mieli za złe. W końcu jako Wasz fan chce jak najlepiej, doradzić Wam co robić by każdy następny koncert był jeszcze lepszy, czy coś w tym stylu. Żebyście następnym razem mogli jeszcze efektowniej pokazać pazur. Niedźwiedzia polarnego.

Wasz oddany słuchacz,

Chojny

PS To jak będzie z tym nowym albumem? Albo chociaż z solówką? Panie Andrzeju?

Komentarze

komentarzy

70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475