Recenzja: FKA Twigs LP1

Data: 3 września 2014 Autor: Komentarzy:

FKA Twigs

LP1 (2014)

Young Turks

FKA Twigs w dalszym ciągu jest w swoich muzycznych realizacjach odważna i bezkompromisowa — na swoim długogrającym debiucie kreatywnie pożytkuje trendy redefiniujące w ostatnich latach nie tylko soul i R&B, ale także, a może nawet przede wszystkim, tętniącą życiem brytyjską scenę muzyki klubowej. Jako podstawowy budulec krążka wykorzystuje rytm — być może będący pozostałością inspiracji trip-hopowymi latami 90., ale zaadaptowany w sposób, który aż prosi się, by nazwać post-trip-hopowym. Na LP1 zresztą zarówno rytm, jak i cała sfera produkcyjna są tworzone stricte minimalistycznie — i jeśli chodzi o dobór środków estetycznych, i przede wszystkim rozwijanie struktur harmonicznych w kolejnych częściach poszczególnych utworów. To, wraz z oniryczną atmosferą i hipnotyzującym, nieprzewidywalnie prowadzonym wokalem, buduje napięcie bez trudu utrzymywane przez całe czterdzieści minut płyty.

FKA Twigs w naturalny sposób kontynuuje tu świadomą i otwartą wizją kobiecej seksualności przedstawioną przez Beyoncé na jej zeszłorocznym krążku, co w połączeniu ze stylistyczną bezkompromisowością spod znaku Grimes, sprawia, że LP1 jest krążkiem niewiarygodnie intensywnym, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego minimalistyczny charakter. Charakter to zresztą kolejne słowo-klucz do płyty, która, pomimo współpracy wokalistki z wieloma producentami (m.in. Arcą, odpowiedzialnym za jej zeszłoroczną epkę, ale także Devonté Hynesem, Samphą czy Clams Casino) dzięki wyrazistej wizji artystycznej sprawia wrażenie zamkniętej koncepcyjnie całości.

I choć piosenkarka z żelazną konsekwencją kontynuuje styl, dzięki któremu w minionym roku zwróciły się w jej stronę oczy całego świata, wyraźniej niż na wcześniejszych wydawnictwach posiłkuje się songwriterskim dorobkiem muzyki popularnej. Singlowe „Two Weeks”, jako stylistyczna kontynuacja „Papi Pacify” od pierwszego odsłuchu jest w stanie urzec zarówno miłośników eksperymentalnego R&B, jak i pasjonatów rasowego popu, „Video Girl”, pomimo nieortodoksyjnego aranżu, można bez żadnych wątpliwości postawić na jednej muzycznej półce z „Body Party” Ciary, a „Closer” w nieco bardziej zachowawczej wersji mogłoby z powodzeniem trafić na debiutancką płytę Jessie Ware. LP1 najlepiej funkcjonuje jednak jako całość — dzięki wielowymiarowym aranżom i muzycznej dojrzałości Twigs kreuje wówczas cały wachlarz rozmaitych stanów i emocji.

Od wydania LP1 zestawianie FKA Twigs w bezpośrednim porównaniu z którąkolwiek z wielu innych wokalistek nowej fali R&B jest absolutnie bezzasadne. Młoda Brytyjka może nie jest szczególnie kreatywna, jeśli chodzi o tytułowanie swoich wydawnictw, ale jej długogrający debiut to kolejny istotny krok w ewolucji brzmienia i tożsamości R&B i być może najważniejsza płyta nurtu od wydania Channel Orange Franka Oceana przed dwoma laty.

Komentarze

komentarzy