Jessie Ware - What's Your Pleasure

Recenzja: Daley Days & Nights

Data: 21 września 2014 Autor: Komentarzy:

Daley

Days & Nights (2014)

Polydor

Daley przez mniej więcej dwa lata konsekwentnie budował swoją pozycję na brytyjskiej scenie muzycznej. Po serii epek oraz owocnej współpracy z Gorillaz, Marshą Ambrosius i Jessie J przyszła pora na jego debiutancki album, wydany w lutym tego roku. Zapowiedzią mocnego materiału był już singiel „Look Up” stworzony wraz z Pharrellem. Na szczęście utwór nie okazał się kolejną kopią „Blurred Lines”, ale dojrzałą kompozycją nawiązującą do klasycznego, neo-soulowego brzmienia, idealnie korespondującego z wyspiarską duszą Daley’a. I właściwie ta metafora jest kluczowa dla odbioru Days & Nights. Artysta na swoim długogrającym debiucie buduje pomost łączący stylistykę amerykańskiego R&B z elektronicznym brzmieniem charakterystycznym dla twórców z UK. Tym, co spaja różne inspiracje jest doskonały, klimatyczny wokal Brytyjczyka, którym operuje równie umiejętnie w nieco mglistym, futurystycznym „Time Travel” wyprodukowanym przez Illangelo, jak i bujającym „Good News”.

Na Days & Nights siłą Daley’a jest paradoksalnie jego ostrożność. Zadbane i szczegółowo dopracowane aranżacje, udane utwory mid-tempo i emocjonalne ballady w zupełności wystarczą, by pokazać jego atuty. Daley nie ryzykuje i nie eksperymentuje, ale właściwie nie musi. Swoją postać buduje na mieszance brzmień dosyć oczywistej, ale spójnej i wyselekcjonowanej w odpowiedni sposób. Wydaje się, że celem Days & Nights jest wyeksponowanie Brytyjczyka jako świadomego twórcy i znakomitego wokalisty, co potwierdza chociażby w „Alone Together”, gdzie bez zarzutu prezentuje się w towarzystwie Marshy Ambrosius. Równie dobry jest cover utworu „Love and Affection” Joan Armatrading, a uczuciową wędrówkę dopełnia oparte o instrumenty smyczkowe „She Fades”.

Daley’a z dużą łatwością można by wrzucić do jednego worka z innymi, wyspiarskimi, popowo-soulowymi twórcami, takimi jak Emeli Sandé czy Sam Smith. I choć takie porównania są częściowo uzasadnione (bo jakby nie patrzeć „Broken” mogłoby śmiało znaleźć się na albumie jakiegokolwiek innego wokalisty z Wielkiej Brytanii), to młody rudzielec wychodzi z tych niezręcznych analogii obronną ręką. Jego muzyka dąży bardziej w stronę sophisti popu, liczą się tu detale, urzekają żywe instrumenty, a emocje — choć łagodne — dają się zauważyć. Daley’owi udało się połączyć w logiczną całość świat amerykańskiej muzyki soul, dojrzałego R&B i delikatnej elektroniki, co jeszcze dodatkowo świetnie domyka tytułowy, napędzany syntezatorami utwór. I nawet jeśli prezentowane przez artystę świecące gwiazdy mogą wydawać się nieco przygaszone, nie zmienia to faktu, że jego wrażliwość, inteligencja i solidny warsztat wokalny pozwoliły mu przygotować jeden z najlepszych, tegorocznych debiutów.

Komentarze

komentarzy

Jessie Ware - What's Your Pleasure