Recenzja: Electric Wire Hustle Love Can Prevail

Data: 24 września 2014 Autor: Komentarzy:

Electric Wire Hustle

Love Can Prevail (2014)

Every Waking Hour

Debiut EWH wywołał niemałe poruszenie w 2009 roku. Trio z Nowej Zelandii obok Fat Freedy’s Drop stało się wizytówką nowych brzmień rodem z Antypodów. Nienachalne zapowiedzi drugiego albumu, które ukazały się już w zeszłym roku budziły jednak pewne rozterki. Były one spowodowane odejściem z zespołu perkusisty Myele’a Manzanzy, będącego kręgosłupem EWH. Wraz z premierą Love Can Prevail okazało się, że obawy były niepotrzebne. Nowozelandczycy nagrali najwyższej kategorii album – wielopoziomowy, dopracowany, intrygujący i znacznie dojrzalszy od poprzednika.

Czterdziestopięciominutowa podróż rozpoczyna się przejmującym „If These Are The Last Days” skomponowanym w znanym dla EWH tonie. Podobne skojarzenia wywołuje „The Spirit”, „By & Bye czy „Numbers and Steel”. Najbardziej atrakcyjnymi punktami wycieczki są jednak nowe ścieżki wyznaczane przez EWH. Fantastycznie wypada jazzowy sznyt „Light Goes A Long Way”, skrzyżowanie soulu z subtelną inspiracją Pink Floyd w „Loveless” czy rozmarzone „Look In The Sky”, które mógłby swobodnie pobłogosławić sam Marvin Gaye.

To zdecydowanie najciekawsze z tegorocznych wydawnictw okołosoulowych. Jeszcze miesiąc temu stawiałem, że Mara z Dave’em  ulegną i dadzą się z miejsca zaszufladkować jako kolejni wykonawcy PBR&B. Na całe szczęście nie miałem racji. Darując sobie i Wam kolejnych dawek szlachetnych epitetów – poświęćcie uwagę tej płycie, po stokroć warto.

Komentarze

komentarzy