Recenzja: Prince Art Official Age / 3rdEyeGirl PlectrumElectrum

Data: 3 października 2014 Autor: Komentarzy:

prince

Prince

Art Official Age (2014)

Warner Bros

3rdEyeGirl

PlectrumElectrum (2014)

Warner Bros

15px-Prince_logo.svg

Książę z Minneapolis przez kilkadziesiąt lat swojej kariery wystawiał swoich słuchaczy na wiele rodzajów prób. Nigdy jednak nie kazał nam czekać dłużej niż trzy lata na kolejny album. Wydany po czteroletniej przerwie dyptyk rozbudził moją ciekawość nie tylko z powodu wspomnianej przerwy, ale również — niezapomnianego open’erowego koncertu i intrygującej kampanii promocyjnej za pośrednictwem znienawidzonego przez muzyka medium — internetu. Nie można też nie wspomnieć o symbolice powrotu artysty pod skrzydła swoich dawnych opiekunów, Braci Warner.

15px-Prince_logo.svg

W ogólnych założeniach tym bardziej prince’owym per se albumem miał być Art Official Age. Faktycznie, moc tradycyjnego Minneapolis soundu jest na nim wyraźnie zaznaczona agresywnymi synthami, wszechobecnymi gitarami i automatyczną, przesterowaną perkusją. Do tego znanego nam już świata wprowadzone zostają jednak elementy świadczące o tym, że Książę nie jest zamknięty na współczesne muzyczne zjawiska. Utwór otwierający album („Art Official Cage”) zbudowany został na szkielecie EDM, zaś „Breakdown”„This Could Be Us” kojarzy się z nowoczesną szkołą ballad r&b. Trzeba jednak zauważyć, że w żadnym z tych utworów Prince nie rezygnuje z wyraźnego pierwiastka samego siebie. Znalazł sposób, żeby jego fani poczuli się jak domu, zostali trochę zaskoczeni, ale przy tym wszystkim nie zagubili się pod przytłaczającym ciężarem eklektyzmu. W zasadzie nie można tutaj mówić o żadnym ciężarze. Lekkość materiału objawia się w każdym calu, przede wszystkim w tym, że nic tutaj nie jest wymuszone, a sam wokalista nieustannie jest po prostu sobą. Pomimo upływu lat wciąż czaruje swoją seksualnością, trzymając się granic dobrego smaku — tych samych, które dekady temu sam wyznaczał. Hasło „lekkość” ma także drugą stronę medalu. Jeśli liczyliście, że artysta będzie starał się być tak szalony jak kiedyś, tak dziwaczny jak kiedyś, a pod wpływem epickiego rozmachu jego ballad gołębi za oknem rozpłaczą się purpurowymi łzami — ostrzegamy, że Prince nawet nie próbuje.

15px-Prince_logo.svg

Gorzej wypadła natomiast współpraca z grupą 3rdEyeGirl. Pan Purpurowyy już w latach świetności udowadniał nam, że lubi się otaczać na scenie kobietami, które lepiej wyglądają niż grają i śpiewają. Tutaj jest trochę inaczej — żadna z członkiń zespołu nie przypomina Apollonii, Vanity lub Carmen Electry, ale jest im za to bardzo do twarzy z instrumentami. Grać też potrafią, żeby nie było. Brakuje im jednak pewnego polotu, tak samo jak samym utworom z PlectrumElectrum. Piosenki za mocno próbują trzymać się tego, co jest w nich najbardziej chwytliwe, a kończące je solówki sprawiają wrażenie doklejonych w ostatniej chwili. Dziewczyny (zbyt) często odciążają Prince’a również na wokalach, czasem również — o zgrozo — rapują, a sam materiał ten próbuje podążać ścieżkami klasycznego funkrocka, głównie tego firmowanego przez Funkadelic. Końcowy efekt sprawia wrażenie pobocznego projektu koleżanek, które znają kolegów, którzy znają George’a Clintona, więc mogą podpinać swoje dzieło pod mitologię p-funku. Zdarzają się lepsze momenty z pomysłem, iskrą i tym, czego najbardziej od PlectrumElectrum wymagałem — energią. Myślę, że starczyłoby ich na solidną epkę. Ewentualnie zestaw bonustracków do Art Official Age. Skoro „FunknRoll” trafiło i wpasowało się i w tamtą tracklistę, czy nie można było tego samego zrobić z „PretzelBodyLogic”, „FixUrLifeUp”, albo „Marz”?

15px-Prince_logo.svg

Najświeższe albumy zasłużonych (chciałem użyć zwrotu „starzejących się”, ale w tym przypadku jakoś nie umiałem) legend muzyki najczęściej sprowadzają się do bycia albo strzałem w dziesiątkę, albo ewidentnym pudłem. Cwana bestia zwana Prince’em postanowiła najwyraźniej jednego dnia osiągnąć oba te cele, ale w ogólnym rozliczeniu może czuć się zwycięzcą. Nowe utwory nie ujmują niczego jego i tak już imponującej dyskografii, a wręcz rzucają pozytywne światło na twórczość muzyka od czasu 3121.

15px-Prince_logo.svg

Komentarze

komentarzy