Jessie Ware - What's Your Pleasure

Recenzja: Luke James Luke James

Data: 11 października 2014 Autor: Komentarzy:

Luke James

Luke James (2014)

Island Records

Droga do wydania debiutanckiego albumu Luke’a Jamesa była długa i kręta. Tak naprawdę w biznesie funkcjonuje od wielu lat, jako autor utworów dla takich artystów jak Chris Brown, Trey Songz i innych. Zdecydowanie szerszej publiczności dał się poznać dopiero dzięki supportowi przed koncertami niejakiej Beyoncé, podczas Mrs. Carter World Tour. Po zobaczeniu jego występu chyba nikt nie miał wątpliwości, dlaczego wybrała akurat jego. Mimo to, James ma wciąż wiele do udowodnienia. Jednak już teraz można stwierdzić, że to jeden z najlepszych głosów R&B ostatnich lat.

Jednym z przełomowych dla niego momentów było ukazanie się singla „I Want You” z kompilacji #Luke. Pomyślałam wtedy, że chłopak śpiewa doskonale technicznie (niezwykle precyzyjnie w górnych rejestrach, nie słychać w tym żadnego wysiłku), do tego świetnie interpretuje i jeszcze dobrze wygląda — czego chcieć więcej. Jako że utwór był tak dobry, nie można się dziwić, że znalazł się również na debiutanckim albumie.

Już w lipcu na singlu ukazał się utwór „Options”, który trochę podzielił fanów. Część z nich stwierdziła, że nie dorównuje wcześniejszym dokonaniom Jamesa, ale moim zdaniem to jeden z lepszych utworów R&B ostatnich lat. Nawet występujący w nim Rick Ross okazuje się być całkiem znośny. Warto w tym miejscu dodać, że album zdecydowanie nie opiera się na gościnnych występach. Główną rolę gra tu głos Luke’a.

Po wysłuchaniu otwierającego krążek „Love XYZ” nasunęło mi się od razu skojarzenie z „XO” Beyoncé. W każdym razie jest to na pewno dobre wejście. Na płycie znajduje się co najmniej kilka piosenek, do których warto będzie wracać. Jedną z nich jest bardziej energiczny „Dancing in the Dark”. Przykładem bardzo dobrej produkcji jest „Exit Wounds”, począwszy od ciekawego tematu fortepianowego, po dodanie nowoczesnych elementów. Do tego piękny wokal i tekst. Trzeba przyznać, że stronie lirycznej albumu nie można niczego zarzucić. Jest to w każdym wypadku nieco więcej niż prosta historia o miłości, rozstaniu czy problemach egzystencjalnych. „Glass House”, „The Run”, „Trouble” — te utwory również przyciągnęły moją uwagę. Dobre jest to, że tak naprawdę nie ma na płycie kawałka, który podczas słuchania od razu miałam chęć przeskoczyć.

Na prawdziwy debiut Luke’a Jamesa trzeba było długo czekać i myślę, że było warto. Efektem tej pracy jest bardzo spójny album. Słychać na nim, że Luke doskonale wie, jakim chce być artystą i jakie brzmienie jest dla niego najlepsze. Album jest dowodem na to, że jest w tej chwili jedną z najjaśniejszych postaci na scenie R&B. Co ciekawe, według mnie śpiewa jeszcze lepiej na żywo niż na płycie, co jest niezwykle ważne, a z pewnością nie jest współcześnie powszechne. Z dużym zainteresowaniem będę śledzić jego dalszą karierę. Mam nadzieję, że z każdym kolejnym albumem, czy projektem, jego talent będzie się rozwijał.

Komentarze

komentarzy

Jessie Ware - What's Your Pleasure