Wydarzenia

Recenzja: Aretha Franklin Aretha Franklin Sings the Great Diva Classics

Data: 23 października 2014 Autor: Komentarzy:

81DDdqF5MdL._SL1500_

Sings the Great Diva Classics

Aretha Franklin (2014)

RCA


Ray Charles kiedyś powiedział „Są wokalistki i jest Aretha”. Jeszcze kilkanaście lat temu wszyscy o tym wiedzieli, jednak młode pokolenie może mieć dzisiaj z tym problem. Nie chodzi tu o brak przebojów w stacjach radiowych, bo nie to jest obecnie miarą sukcesu, ale fakt, że nowy album jest zniewagą dla jej wcześniejszych dokonań.

Aretha Franklin od lat nie musi już niczego nagrywać. Niezniechęcona miażdżącymi recenzjami poprzedniego krążka wydaje jednak kolejny album, o którym niestety wkrótce nikt nie będzie pamiętać. Dlaczego? Tym razem wszystko wydawało się współgrać: powracająca po problemach zdrowotnych legenda śpiewa utwory, które wszyscy znają i uwielbiają, a od strony producenckiej widzimy nazwiska osławionego Clive’a DavisaBabyface’a. Do tego był konkretny pomysł, wszystkie kompozycje zostały odświeżone, a kilka urozmaicono wplatając w nie fragmenty innych popularnych przebojów. Co zatem poszło źle?

Pomijając dwa jaśniejsze punkty w postaci zaskakującej jazzowej aranżacji „Nothing Compares to U” oraz spokojnego „Teach Me Tonight”, przebrnięcie przez cały album może być nie tylko trudne, ale nawet bolesne. Od kilku lat wiadomo, że głos Arethy nie brzmi już tak jak kiedyś. Pomysł nagrania własnych wersji współczesnych klasyków, który w zamierzeniu miał być receptą na wielki sukces okazał się strzałem w kolano. Z pewnością dla wielu diw naszych czasów, w tym Alicii Keys czy Adele, Franklin była wzorem do naśladowania. Tym smutniejsze jest to, że ich mentorka nie udźwignęła w pełni wokalnego ciężaru kompozycji. W szczególności dyskotekowe „Rolling in the Deep” jest przykrym dowodem, że śpiewanie w wyższych rejestrach sprawia obecnie Arethcie wysiłek. W innych utworach jest lepiej lub gorzej, ale dosyć szybko nasuwa się wniosek, że cała płyta została stworzona na siłę.

Dla wszystkich wykonawczyń oryginalnych utworów to zaszczyt, że Franklin podjęła się próby ich zaśpiewania. Sama Aretha nie zyska przez to sławy czy nowych fanów, ale tytułu królowej soulu też nikt jej nigdy nie odbierze. Ona sama powinna wreszcie zrozumieć, że ikonie muzyki takich płyt nie wypada nagrywać.

Komentarze

komentarzy