aretha franklin

#FridayRoundup: Amp Fiddler, Wiz Khalifa, Yung Lean, Pjus i inni

Jak co tydzień w piątek dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych tygodnia. Dziś poza standardową mocną dawką rapowych projektów (wśród nich m.in. Wiz Khalifa, Yung Lean, Pjus, Adi Nowak czy Kamaiyah) niezbyt eksponowane w mediach, ale warte sprawdzenia pozycje: ekologiczna epka od Project Mama Earth, którego wokalistką i motorem napędowym jest Joss Stone oraz powrót legendy muzycznej sceny Detroit i muzyki funk — Ampa Fiddlera. Więcej klasycznie poniżej.


Amp Dog Knights

Amp Fiddler

Mahogani Music

Prawdziwa legenda muzycznej sceny Detroit, znakomity wokalista, klawiszowiec oraz producent — Amp Fiddler powraca z nowym krążkiem, następcą wydanego w ubiegłym roku, nieco przespanego przez słuchaczy, udanego albumu Motor City Booty. Całość zatytułowana jest Amp Dog Knights wydana została przez label Mahogani Music należący do Moodymanna, który to również czuwał nad powstawaniem samej płyty. Usłyszymy na niej zresztą także kilka postaci równie mocno zasłużonych dla The Motor City, wśród których znaleźli się m.in. T3 ze Slum Village czy Waajeed. W dwóch utworach wykorzystano produkcje J Dilli, którego to właśnie Amp Fiddler zapoznał po raz pierwszy z MPC. Must listen dla fanów prawdziwego funku! — efdote


Laugh Now, Fly Later

Wiz Khalifa

Atlantic Recording Corporation

Od wydania albumu Blacc Hollywood minęły już trzy lata. Co prawda Wiz jest w ostatnim czasie dość hojny i raz na kilka miesięcy raczy fanów nowym mixtapem, ale wszyscy wiemy czego słuchacze pragną najbardziej. Danie główne w postaci Rolling Papers 2 majaczy już gdzieś na horyzoncie, a póki co w formie kolejnej przystawki na stół wjeżdża Laugh Now, Fly Later. Na ów projekt składa się dziesięć premierowych tracków. Jedynym gościem na krążku jest reprezentant Los Angeles — Casey Veggies. Jak będzie? Myślę, że bez większych niespodzianek. Wiz zrobi to, do czego zdążył nas już przyzwyczaić. — Mateusz


Stranger

Yung Lean

YEAR0001

Wciąż trudno uwierzyć w to, że ten sam artysta, który jeszcze kilka lat temu rapował o pokemonach i herbacie w puszkach, stworzył tak intrygujący i wartościowy album jak Warlord. Yung Lean udowodnił, że nie jest kolejnym viralowym raperem, lecz twórcą z prawdziwego zdarzenia; eksperymentuje z muzyką, zajmuje się branżą modową, a nawet produkuje filmy. Kierunek, w którym podąża każe mi wierzyć, że Stranger będzie wyśmienitym materiałem. Na pewno usłyszymy sporo melodii i śpiewania, zarówno w stylu singli “Red Bottom Sky” i “Hunting My Own Skin”, jak i dokonań z Psychopath Ballads, oraz mroczny, gotycki rap pokroju “Metallic Intuition”. Lista producentów wciąż stoi pod znakiem zapytania, jednak miejmy nadzieję, że nie zabraknie na niej Young Guda, Yung Shermana i White Armora. W każdym razie, Yung Lean przyznaje, że projekt będzie ewolucją w stosunku do jego ostatnich dokonań, w związku z czym można założyć, że przypadnie do gustu dotychczasowym fanom. Zapowiada się naprawdę smutny listopad — Adrian


Słowowtóry

Pjus

Alkopoligamia

Idea płyty producenckiej jest dobrze znana słuchaczom polskiego rapu. Pjus ową ideę postanowił odwrócić — jego najnowszy album opiera się na autorskich tekstach. Słowa rapera wykonują między innymi Ras, Włodi, Rosalie. czy Vienio. Do współpracy zaprosił także muzyków, którzy zajęli się produkcjami — Szoguna, Głośnego, Night Marks i wielu innych. Słowowtóry to dowód na to, że prawdziwa pasja i miłość do muzyki nie znają ograniczeń. Problemy ze słuchem znacznie utrudniają Pjusowi nagrywanie, ale między innymi dzięki namowom Łukasza Stasiaka oraz własnej determinacji, postanowił stworzyć ten niesamowity projekt. Album promował singiel „Z tłustymi w tłuszczy” — wyprodukowany przez Głośnego, a aranżacji tekstu podjął się Ras. — Polazofia


Before I Wake

Kamaiyah

(self-released)

Po dobrze przyjętym zeszłorocznym mikstejpie A Good Night in the Ghetto i szeregu obiecujących pojedynczych singli Kamaiyah, jedna z ciekawszych raperek młodego pokolenia, wraca z nowym krążkiem będącym czymś pomiędzy mikstejpem a epką. Before I Wake to 9 przebojowych numerów z pogranicza klasycznego rapu z zachodniego wybrzeża i tanecznych inspiracji new jack swingiem i złotą erą hip hopu. — Kurtek


Ćvir

Adi Nowak & Barvinsky

Asfalt Records

Adi Nowak — raper, którego ciężko zestawić z resztą polskiej sceny. Wreszcie nadszedł czas na kolejne wydawnictwo rapera. Nowym album zatytułowanym Ćvir został w całości wyprodukowany przez Barvinskiego. Album promowały cztery różnorodne single. Pierwszym z nich był opublikowany jeszcze w wakacje utwór „Drap, masuj, miziaj” — letniak, w którym gościnnie wystąpiła Zuzanna Niedzielska. Niedawno ukazał się „Zohan”, kontrastujący stylem ze swoim poprzednikiem. Mocny, nowoszkolny bit i zupełnie inna tematyka. Tekstem raper nawiązuje do filmu „Nie zadzieraj z fryzjerem”. Trzeci singiel to kolejny obrót o 180 stopni. Adi ponownie postawił na damski wokal i do kawałka zaprosił Diankę. Ostatnie „Kfuc kfuc” to głównie zabawne gry słowne. Po dotychczasowych dokonaniach Adiego trudno było przewidzieć, jak brzmieć będzie ta płyta. Ostatecznie to miks brzmień, które ani nie bazują na nowoszkolnych trendach, ani nie nawiązują bezpośrednio do staroszkolnych patentów. Wszystkie kawałki z pewnością łączy jedno – w tytule nawiązują do… ptactwa („Tweet jajko”, „Szpon won!” czy „Strach na wróble”). — Polazofia


Boomerang

Jidenna

Epic Records

Pół roku po premirze swojego debiutanckiego krążka The Chief, Jidenna powraca z nowym, choć tym razem krótszym, zawierającym 6 utworów wydawnictwem — Boomerang. Biorąc pod uwagę długość EP, znajdziemy tu sporo gości, od Quavo i Wale zaczynając, a na nigeryjskim artyście Tiwa Savage kończąc. Odniesienia do Afryki to w ogóle motyw przewodni twórczości Jidenny, który aspiruje do roli kogoś w rodzaju muzycznego ambasadora regionu, podkreślając potrzebę zjednoczenia Afrykańczyków oraz promocji kontynentu. Może nie jest to pierwsza premiera, do której zachęcamy sięgnąć w ten obfity pod tym względem piątek, lecz w najbliższej przyszłości niewątpliwe polecamy sprawdzenie materiału Jidenny.. — mmisiak


Mama Earth EP

Project Mama Earth

Stone’d Records

W dobie destrukcyjnej działalności człowieka w stosunku do naszej planety, w głowach sławnych muzyków zrodził się ciekawy projekt, będący hołdem dla Matki Ziemi. Joss Stone, Nitin Sawhney (gitara), Jonathan Joseph (bębny), Étienne M’Bappé (bitara basowa) oraz Jonathan Shorten (klawisze) powołali do życia Mama Earth i w ciągu dziesięciu dni stworzyli materiał na EP. W studio nagraniowym Joss powstało jedenaście kompozycji inspirowanych naturą i dynamicznymi rytmami Afryki. Dzięki burzy mózgów proces tworzenia był bardziej kreatywny, a umysły artystów otwarte. Mama Earth EP jest doskonałą propozycją dla sympatyków ostatnich egzotycznych zainteresowań Stone. — Forrel


A Brand New Me

Aretha Franklin with The Royal Philharmonic Orchestra

Rhino Enterteiment Company

Królowa Soulu Aretha Franklin, podobnie jak wcześniej Elvis Presley, odnajduje swoją młodość na nowo w orkiestrowych rearanżacjach jej największych przebojów. Te nagrane zostały przez Royal Philharmonic Orchestra w londyńskich Abbey Road Studios z towarzyszeniem Patti Austin, która odpowiada za nowe chórki do utworów. Usłyszymy więc „Think”, „I Say a Little Prayer” i oczywiście „Respect”. Jeśli nie mieliśćie pomysłu na gwiazdkowy prezent dla mamy, to już macie. — Kurtek


Rebirth of Soul

Syleena Johnson

Shanachie Ent. Corp.

Kwestią czasu było, kiedy kolejny artysta zdecyduje się odświeżyć popularne utwory z danych lat. Tym razem na warsztat znane kompozycje wzięła Syleena Johnson. Dziesięć utworów zostało wybranych i wyprodukowanych przez jej ojca, słynnego Syla Johnsona. Zebrał on również grupę weteranów soulu i bluesa, którzy wraz z Syleeną nagrali materiał na żywo na taśmie analogowej, przywołujący swoim klimatem lata 50. i 60. Dzięki oldskulowemu sposobowi rejestrowania, album Rebirth of Soul zachowuje czar dawnych czasów. Na krążku artystka siłuje się z takimi klasykami jak „Is It Because I’m Black?” Syla Johnsona, „Chain of Fools” Arethy Franklin, czy „I’d Rather Go Blind” Etty James. Czy to odrodzenie soulu? Zapewne nie, ale przyjemnie posłuchać soulowych hitów w nowych aranżacjach. — Forrel


Niesamowity występ Arethy Franklin podczas Międzynarodowego Dnia Jazzu

aretha

Barack Obama od początku swojej prezydentury wspierał czarnych artystów i ich muzykę, nie tylko podczas różnych wydarzeń artystycznych, ale również w trakcie wypowiedzi. Dzięki temu zyskał duże uznanie w świecie muzycznym. Tym razem nie było inaczej, bo podczas piątego Międzynarodowego Dnia Jazzu wystąpiły same gwiazdy muzyki soul, R&B i jazz, między innymi: Robert Glasper, Herbie Hancock, Dee Dee Bridgewater, Jamie Cullum, Al Jarreau, Diana Krall, Dianne Reeves, Sting, Marcus Miller, Esperanza Spalding, czy Trombone Shorty. Imprezę w Białym Domu poprowadził Morgan Freeman, a całe show skradła królowa soulu Aretha Franklin. Na wstępie wykonała klasyk, kawałek Leona Russella, śpiewany także przez Whitney Houston na płycie I Look to You — „A Song For You”. Jednak największe zaskoczenie wywołała pojawiając się na scenie przy akompaniamencie nut Herbiego Hancocka i oddając hołd zmarłemu niedawno Prince’owi w utworze „Purple Rain”. Nie mogło skończyć się inaczej, jak tylko owacją na stojąco. Czekam z utęsknieniem na nowy materiał od Arethy, coś innego niż przeinterpretowane kowery innych artystów. Tymczasem całe wydarzenie, które stało na bardzo wysokim poziomie, możecie obejrzeć i posłuchać poniżej.

Niezwykły występ Arethy Franklin

aretha
Wydanie płyty z kowerami śpiewanymi przez Arethę Franklin nie było dobrym posunięciem, aczkolwiek najwięksi fani zapewne posiadają krążek Aretha Franklin Sings the Great Diva Classics w swojej kolekcji. Kawałki brzmiały zbyt dobrze w wersji studyjnej, a tym bardziej na żywo. Tym razem artystka dała fantastyczny popis swoich umiejętności wokalnych. Taki, do jakiego nas przyzwyczaiła. Podczas corocznej uroczystości Kennedy Center Honors oddała cześć Carole King wykonując “(You Make Me Feel Like) A Natural Woman.” Niezwykle emocjonujący występ wzruszył nawet Baracka Obamę, a sama Carole nie mogła usiedzieć na miejscu. Takę Franklin kochamy i czekamy na nowy materiał. God bless Aretha!

Recenzja: Aretha Franklin Aretha Franklin Sings the Great Diva Classics

81DDdqF5MdL._SL1500_

Sings the Great Diva Classics

Aretha Franklin (2014)

RCA


Ray Charles kiedyś powiedział „Są wokalistki i jest Aretha”. Jeszcze kilkanaście lat temu wszyscy o tym wiedzieli, jednak młode pokolenie może mieć dzisiaj z tym problem. Nie chodzi tu o brak przebojów w stacjach radiowych, bo nie to jest obecnie miarą sukcesu, ale fakt, że nowy album jest zniewagą dla jej wcześniejszych dokonań.

Aretha Franklin od lat nie musi już niczego nagrywać. Niezniechęcona miażdżącymi recenzjami poprzedniego krążka wydaje jednak kolejny album, o którym niestety wkrótce nikt nie będzie pamiętać. Dlaczego? Tym razem wszystko wydawało się współgrać: powracająca po problemach zdrowotnych legenda śpiewa utwory, które wszyscy znają i uwielbiają, a od strony producenckiej widzimy nazwiska osławionego Clive’a DavisaBabyface’a. Do tego był konkretny pomysł, wszystkie kompozycje zostały odświeżone, a kilka urozmaicono wplatając w nie fragmenty innych popularnych przebojów. Co zatem poszło źle?

Pomijając dwa jaśniejsze punkty w postaci zaskakującej jazzowej aranżacji „Nothing Compares to U” oraz spokojnego „Teach Me Tonight”, przebrnięcie przez cały album może być nie tylko trudne, ale nawet bolesne. Od kilku lat wiadomo, że głos Arethy nie brzmi już tak jak kiedyś. Pomysł nagrania własnych wersji współczesnych klasyków, który w zamierzeniu miał być receptą na wielki sukces okazał się strzałem w kolano. Z pewnością dla wielu diw naszych czasów, w tym Alicii Keys czy Adele, Franklin była wzorem do naśladowania. Tym smutniejsze jest to, że ich mentorka nie udźwignęła w pełni wokalnego ciężaru kompozycji. W szczególności dyskotekowe „Rolling in the Deep” jest przykrym dowodem, że śpiewanie w wyższych rejestrach sprawia obecnie Arethcie wysiłek. W innych utworach jest lepiej lub gorzej, ale dosyć szybko nasuwa się wniosek, że cała płyta została stworzona na siłę.

Dla wszystkich wykonawczyń oryginalnych utworów to zaszczyt, że Franklin podjęła się próby ich zaśpiewania. Sama Aretha nie zyska przez to sławy czy nowych fanów, ale tytułu królowej soulu też nikt jej nigdy nie odbierze. Ona sama powinna wreszcie zrozumieć, że ikonie muzyki takich płyt nie wypada nagrywać.

Nowy utwór: Aretha Franklin „I Will Survive (The Aretha Version)”

Aretha-Franklin Królowa soulu prezentuje kolejną pozycję z nadchodzącego albumu Aretha Franklin Sings The Greatest Diva Classics. Tym razem wokalistka wzięła na warsztat „I Will Survive” Glorii Gaynor. I zdziwi się ten kto przesłucha kawałek w całości, bowiem Aretha pod koniec utworu dodała fragment z „Survivor” Destiny’s Child. Rozumiem, że tym zabiegiem chciała urozmaicić i odświeżyć kompozycję, ale czy tylko ja mam wrażenie, że nowe single (i być  może całe wydawnictwo) są tworzone trochę na siłę? Z całym szacunkiem dla legendy, ale jakoś do mnie te covery (wcześniejszy „Rolling In The Deep”) nie przemawiają. Posłuchajcie i oceńcie sami.

Aretha Franklin coveruje Adele

Image2

„Rolling in the Deep”, a właściwie medley „Rolling in the Deep” z dyskotekową interpolacją „Ain’t No Mountain High Enough”, zostało singlem promującym czterdziesty studyjny krążek legendy soulu. Na Aretha Franklin Sings the Great Diva Classics zgodnie z tytułem możemy spodziewać się Arethy Franklin śpiewającej wielkie przeboje z repertuaru wielkich div. Wśród nich między innymi „Midnight Train to Georgia” Gladys Knight, „I’m Every Woman” Whitney Houston czy „No One” Alicii Keys. Za produkcję podobno odpowiedzialni są Babyface i Andre 3000, ale „Rolling in the Deep” brzmi momentami raczej jak odrzut z płyty Aviciiego niż klasyczny soulowy standard. Niestety wszystko wskazuje na to, że będzie to kolejna sztampowa i nudna płyta w dorobku królowej soulu. Jakbyście jednak zdecydowali się dać jej szansę, musicie poczekać niecały miesiąc, do 21 października.

Nowy album Arethy Franklin coraz bliżej

aretha

Jeśli wyczekujecie najnowszego albumu Arethy Franklin tak samo jak my, to garść najnowszych informacji związanych z tym wydawnictwem na pewno Was ucieszy. André 3000, BabyfaceClive Davis — o najważniejszych współpracownikach pisaliśmy już wcześniej. W tym tygodniu dowiedzieliśmy się, że na krążku będzie kilka coverów wielkich przebojów, w tym: „What’s Love Got To Do With It” Tiny Turner, „Midnight Train To Georgia” Gladys Knight, „Last Dance” Donny Summer, a nawet „Rolling In The Deep” Adele. Dokłada data premiery nie została jeszcze podana, ale prace nad płytą ponoć dobiegają już końca i wszystko wskazuje na to, że całość ukaże się w okolicach września. Poniżej możecie sprawdzić w jakiej formie jest Królowa Soulu, która ostatnio wystąpiła w programie Live with Kelly and Michael.

7 utworów, które zapewnią udaną majówkę

majowka

„Nie mamy samochodu, lecz przecież są tramwaje, więc jedźmy na majówkę razem z…”. No właśnie, z kim dziś zainaugurowaliście długi weekend błogiego lenistwa? Tym, którzy odpowiednio się nie przygotowali i desperacko przekopują płyty i gigabajty dyskografii w celu stworzenia słonecznej playlisty, Miska idzie z odsieczą. Nieważne czy o bladym świcie wyruszyliście w drogę na spotkanie przygodzie, czy też otwieracie właśnie puszki z napojami wyskokowymi na działkach/balkonach/w miejskich plenerach, a może jedyne co otwieracie to kolejny odcinek „Gry o Tron” w bezpiecznej przystani własnych pieleszy, poniższe dźwięki wybrane zostały tak, żeby współgrać z radością czerpaną z odpoczynku od codzienności. Szlagierów siedem, bo to ponoć szczęśliwa cyfra, a nuż przywoła słońce. Standardowo zaznaczamy, że nasza selekcja ma jedynie zainspirować i wskazać kilka kierunków, w które można podążyć zgłębiając temat drogi. Liczymy też na to, że nasi kochani Miskowicze dorzucą swoje typy i powstanie zacny soundtrack o roboczym tytule „Na majówkę”.

1. Dla fanatyków prędkości  w stylu retro – Aretha Franklin „Freeway of love”

A szczególnie dla wielbicieli klasycznych różowych Cadillaców. Jedyna słuszna nuta w radio to głos Arethy zachęcający do wciśnięcia pedału gazu i śmigania do celu, którego nazwa brzmi „satisfaction”.

2. Dla uciekających przed byłymi – Ray Charles „Hit the Road”

Nagrzeszyłeś? Wisi nad Tobą „była” z laleczką voodoo w dłoni, gotowa wbić szpilkę tam, gdzie nie powinna? Chciałbyś odpocząć, ale się boisz? Potrzebujesz motywatora? Proszę bardzo: na co czekasz? Hit the Road… JACK (zamienić na adekwatne imię męskie). Wrócić możesz, tylko pamiętaj, żeby dalekim łukiem ominąć dom swej nemesis.

3. Dla lubiących samotne podróże – Erykah Badu „Window Seat”

Masz dość ludzi? Potrzebujesz trochę czasu tylko ze sobą? Chcesz wreszcie móc usłyszeć własne myśli? Kupuj bilet, najlepiej przy oknie i za jedynego kompana mając odtwarzacz ruszaj tam, gdzie nie znajdzie Cię nikt (no może oprócz Eryki).

4. Dla miłośników szeroko rozumianych kontaktów z naturą – Frank Ocean „Nature Feels”

Po takim zaproszeniu nie da się oprzeć pokusie wyjścia do ogrodu. Franek sugeruje wskoczenie na plecy swego partnera, tylko po to by chwilę później poskakać również między, a może i po, drzewach wiśni. Wcielenie się w role jaskiniowców na najbliższe kilka dni może okazać się całkiem interesującą odmianą, nie przesadźcie jednak z ciąganiem za włosy, bo w poniedziałek ciężko będzie rozczesać kołtuny.

5. Dla marzących o ucieczce od rzeczywistości – Tracy Chapman „Fast Car”

Jeśli masz “za dużo na talerzu” i brakuje już sił witalnych, by walczyć każdego dnia, oto i okazja/szansa na przekonanie się “what it means to be living”. Pakuj niewiele, tankuj do pełna, wrzucaj Tracy w głośnik i nie oglądając się za siebie ucieknij choć na dni kilka.

6. Dla tych, którzy dopiero szukają potencjalnych kandydatów na ex – Janet Jackson „Someone to Call My Lover”

Znaczący spadek w ilości przywdziewanej garderoby działa nie tylko na wyobraźnię, ale i na poziom hormonów. W poszukiwaniu odpowiedniego reagenta do naszej wymarzonej reakcji chemicznej, potocznie zwanej miłochą, zapuszczamy Janet – znane jest jej działanie jako substytutu obserwowanych u reszty zwierząt dźwięków godowych, dobry gust muzyczny = dobre geny.

7. Dla tych, którzy preferują polską tradycję – Ten Typ Mes „Będę na działce”

Kto z nas nie odpoczywał/imprezował/majówkował się na DZIAŁCE? Czy małolat, czy dziadek, panienka z okienka czy dziewczyna z sąsiedztwa, ten Bejcą i ten rowerem, wszyscy wiedzą, że najlepiej smakuje kiełbasa z działkowego grilla. Dlatego też dziś Mes zaprasza na łyk browara przy ognisku. Oby nie padało, a nawet jak będzie to wystarczy hycnąć pod daszek i przeczekać.

André 3000 na nowej płycie Arethy Franklin?

franklin

O tym, że Aretha Franklin pracuje nad nowym krążkiem pisaliśmy już w ubiegłym roku. Jutro legendarna artystka będzie świętować swoje 72. urodziny. Z tej okazji w miniony weekend w Nowym Jorku zorganizowane zostało niewielkie przyjęcie, na którym nie zabrakło Denzela Washingtona, wieloletniego współpracownika muzycznego Clive’a Davisa oraz przedstawicieli magazynu Billboard. W rozmowie z dziennikarzami Franklin potwierdziła, że to Babyface jest odpowiedzialny za brzmienie jej najnowszego materiału. Królowa Soulu dodała też, że najprawdopodobniej współpracę z nim podjął sam André 3000 („And I think André 2000 – is it two or three? 3000 is going to be doing some of the tracks with him”). Z kolei zapytana o to, co najbardziej chciałaby dostać na swoje urodziny, Aretha odpowiedziała, że marzy o kontrakcie płytowym dla swojej wnuczki Victorie i syna Kecalfa, których występ można było zobaczyć podczas tegorocznej gali BET Honors. Z niecierpliwością czekamy na dalsze informacje związane z następnym wydawnictwem Franklin i , co najważniejsze, na nową muzykę.

Aretha Franklin pracuje nad nowym albumem

People Aretha Franklin
Wygląda na to, że królowa muzyki soul wszelkie problemy ma już za sobą i jest gotowa do wielkiego powrotu na scenę. Aretha Franklin z pomocą uznanych producentów rozpoczęła prace nad nowym albumem, który w założeniu ma przypomnieć wszystkim o jej ogromnym talencie i stać się hitem. Sesje nagraniowe mają ruszyć pełną parą koniec listopada. Pełna nadziei po pierwszych wizytach w studiu z wieloletnim przyjacielem Babyfacem i producentem Donem Wasem, Franklin liczy na przebój, dzięki któremu ponownie usłyszymy ją w radiu. Ma jej w tym pomóc również sam Clive Davis. Wydawnictwo opisywane jest jako mieszanka popu i R&B, a jak przyznała niedawno Aretha, oprócz oryginalnego materiału usłyszymy kilka coverów, m.in. „How Will I Know” Whitney Houston. Czy uda powtórzyć się sukces na miarę „A Rose Is Still a Rose”? Trzymamy kciuki.

Nowy utwór: Black Star ‚You Already Knew’

Nie ma to jak przemyślany powrót na scenę w tak dobrym stylu! Wczoraj Miska wspominała o nowym numerze panów YassinaTaliba, a już dzisiaj mamy możliwość posłuchania kolejnego utworu jednego z najbardziej rozpoznawalnych hiphopowych duetów. Tym razem nie jest to następny, po „Fix Up”, singiel zapowiadający ich nadchodzące LP, a numer promujący nowy projekt raperów, w którym obaj będą chcieli złożyć hołd najlepszej soulowej wokalistce ubiegłego stulecia – Arethcie Franklin. Projekt będzie się nazywał Black Star Aretha, a utwór „You Already Knew” wyprodukowany przez OhNo pozwala twierdzić, że wydawnictwo to może okazać się bombą na koniec 2011-go.

Jennifer Hudson jako Aretha ?

jhud_jet_cover

Aretha powróciła z nowym albumem, niestety niedostępnym (jeszcze) dla szerszej publiczności, tym samym udowadniając, że wciąż nie powiedziała ostatniego słowa jeśli chodzi o muzykę. Królowa ma też wiele do powiedzenia w kwestii wyboru aktorki, która ma wcielić się w jej postać w powstającym właśnie jej filmie biograficznym. Jedną z faworytek jest Jennifer Hudson, przygotowująca się obecnie do roli Winnie Mandeli (żony Nelsona Mandeli). Piosenkarka na łamach magazynu Jet oznajmiła, że będzie to dla niej ogromny zaszczyt. Trzymajmy więc kciuki, by Jennifer dane było zaśpiewać „Respect” na srebrnym ekranie.

Nowa płyta Arethy Franklin za dwa dni!

aretha

…nie w Polsce oczywiście, i nawet nie do końca w Ameryce, bo póki co będzie można ją kupić jedynie w sieci Wal-Mart, ale kto by się spodziewał? Jeszcze kilka miesięcy temu oczy całego świata zwrócone były w stronę problemów zdrowotnych soulowej divy, a tymczasem zupełnie niespodziewanie dostajemy 38-ty studyjny album piosenkarki, pierwszy od ośmiu lat (nie licząc świątecznego This Christmas, Aretha z 2008 roku). Płyta zatytułowana Aretha: A Woman Falling Out of Love trafi na półki Wal-Martów. Płyta nie zawiera żadnych kolaboracji i została w całości wyprodukowana przez 69-letnią piosenkarkę i jej syna. I właśnie w tym momencie zaczynam się trochę obawiać o zawartość krążka. Wedle słów samej Arethy album ma być jednocześnie klasyczny, jak i współczesny, co da się zrobić (Raphael Saadiq, Mark Ronson, Mayer Hawthorne, R. Kelly), ale nie jest to prosta sprawa. I właśnie w tym celu Franklin powinna była zaprosić wyżej wymienionych panów do współpracy przy tej płycie. Nie chcę jednak krytykować, zanim nie usłyszę materiału, bo być może faktycznie żaden Saadiq wcale nie był jej potrzebny! O kondycji wokalno-muzycznej Arethy będziemy jeszcze informować, a tymczasem po skoku tracklista.

(więcej…)

Muzyczne święta… Może w rytmie funky?

christmas

Święta. Z czym Wam się kojarzą? Mi z kolejkami, tłoczną kuchnią i przesłodzonymi lub „zgranymi” piosenkami świątecznymi/kolędami. A że to strona o muzyce nie będę pisać ani o tym zatrważającym pędzie rodaków za wszelkimi potrzebnymi/zbędnymi produktami i prezentami. Nie będzie też o przepisie prababci na rybę albo sernik, dzięki któremu goście wieczerzy zostaną u Was w domu na całe święta. Naturalnie będzie o muzyce.

(więcej…)

Świąteczna odliczanka: Aretha Franklin „The Christmas Song”

Do tegorocznych świąt Bożego Narodzenia pozostał już tylko tydzień! Tymczasem nasza odliczanka nabiera coraz szybszego tempa i prawdopodobnie nie zwolni aż do samej wigilii! Oczywiście wśród tak szacownego męskiego grona jak Stevie Wonder, Louis Armstrong czy Frank Sinatra, nie mogło zabraknąć pierwszej damy soulu – Arethy Franklin, która jednak niestety trochę mnie zawiodła jeśli chodzi o świąteczne kompozycje, jako że swój pierwszy w karierze świąteczny album wydała dopiero… w tym roku! Krążek „This Christmas, Aretha” niestety z pewnością nie wejdzie już do kanonu świątecznych płyt. Ja zresztą także, w sumie celowo, do naszej odliczanki wybrałem starszą pozycję Arethy – nieśmiertelne „The Christmas Song”, którego nie znajdziecie na nowym albumie. Bo chociaż głos niby ten sam, i aranżacje stylizowane na lata świetności, to jednak nowe kompozycje Franklin nie powalają jak te sprzed lat. Tak jest i w tym przypadku. Posłuchajcie!

(więcej…)

Aretha Franklin śpiewa „Touch My Body”

Czasami znajduję na Youtube prawdziwe perełki. Oto żywa legenda soulu, wykonuje cover młodszej koleżanki po fachu. Panie zawsze darzyły się sympatią. Wykonanie „Touch My Body” przez Arethę Franklin na koncercie w Waszyngtonie wczoraj obiegło internet, to odważny krok. Wspaniały głos Arethy doskonale pasowałby do studyjnej wersji utworu z Mariah. Czasami lubię sobie pomarzyć.

(więcej…)

Przegląd muzyczny: „Dziennik Bridget Jones”

Właśnie oderwałam się od „Dziennika Bridget Jones”, który bez względu na kiczowatość oglądam kiedy tylko nada go telewizja polska. Nic na to nie poradzę – mam do tego filmu (i do książki) słabość. Oglądając go dziś zachwycałam się fajnie dobraną ścieżką dźwiękową i postanowiłam zrobić mały przegląd hitów, które znalazły się na soudtracku do filmu. Powyżej Gabrielle w przewodnim utworze do filmu „Out Of Reach”. Reszta klipów po skoku.

(więcej…)

Beyonce vs legendarne diwy

Mam takie coś do Beyonce: nie przepadam za nią. Nie twierdzę, że nie umie śpiewać, czy że nie jest śliczna. Jest z pewnością bardzo utalentowana i rzutka. Zgadzam się – jest gwiazdą zasłużenie. Jest niestety gwiazdą, która działa mi na nerwy. Szczególnie ostatnio Beyonce wydaje mi się wyjątkowo zarozumiała i bezczelna. Padłam już w lutym tego roku, kiedy na rozdaniu nagród Grammy panna Knowles porwała się na tribute dla wielkich diw soulu. Cała przemowa i napompowany występ, pomimo wszelkich zalet i profesjonalizmu, lekko mnie zniesmaczyły. Końcówka podczas której nasza gwiazdeczka wystąpiła na scenie z Tiną Turner mnie dobiła.

tina.jpg

Czy tylko ja uznałam, że Beyonce próbuje nam udowodnić, że jest lepsza od wszystkich jej wielkich poprzedniczek? Ona nie występowała „z” Tiną, ona występowała „jako” jej współczesna wersja. Dowiedzieliśmy się wówczas, że Beyonce może być Tiną Turner. Wiemy, że może być Dianą Ross (vide film „Dreamgirls”). Jak okazało się niedawno może być także Ettą James.
Podczas gali Fashion Rocks Beyonce wykonała utwór „At Last” Etty James przebrana za… Ettę James. Pisząc to jestem w pełni świadoma, że Bee kręci właśnie film zatytułowany „Cadillac Records” w którym wciela się w rolę Etty. Czy to jednak oznacza, że musi występować JAKO ona? Tym bardziej, że moi drodzy ETTA JAMES JESZCZE ŻYJE. Jakby tego było mało, podczas występu Beyonce, ETTA SIEDZIAŁA NA WIDOWNI obserwując jak młoda piosenkarka próbuje przebić jej własną wersję samej siebie. Dziwność. Na domiar złego, w trakcie występu Beyonce  złapała Ettę za rękę. Ujęcie tej chwili zbiło mnie z tropu.

(więcej…)