aretha franklin
Aretha Franklin pracuje nad nowym albumem

Wygląda na to, że królowa muzyki soul wszelkie problemy ma już za sobą i jest gotowa do wielkiego powrotu na scenę. Aretha Franklin z pomocą uznanych producentów rozpoczęła prace nad nowym albumem, który w założeniu ma przypomnieć wszystkim o jej ogromnym talencie i stać się hitem. Sesje nagraniowe mają ruszyć pełną parą koniec listopada. Pełna nadziei po pierwszych wizytach w studiu z wieloletnim przyjacielem Babyfacem i producentem Donem Wasem, Franklin liczy na przebój, dzięki któremu ponownie usłyszymy ją w radiu. Ma jej w tym pomóc również sam Clive Davis. Wydawnictwo opisywane jest jako mieszanka popu i R&B, a jak przyznała niedawno Aretha, oprócz oryginalnego materiału usłyszymy kilka coverów, m.in. „How Will I Know” Whitney Houston. Czy uda powtórzyć się sukces na miarę „A Rose Is Still a Rose”? Trzymamy kciuki.
Nowy utwór: Black Star ‚You Already Knew’
Nie ma to jak przemyślany powrót na scenę w tak dobrym stylu! Wczoraj Miska wspominała o nowym numerze panów Yassina i Taliba, a już dzisiaj mamy możliwość posłuchania kolejnego utworu jednego z najbardziej rozpoznawalnych hiphopowych duetów. Tym razem nie jest to następny, po „Fix Up”, singiel zapowiadający ich nadchodzące LP, a numer promujący nowy projekt raperów, w którym obaj będą chcieli złożyć hołd najlepszej soulowej wokalistce ubiegłego stulecia – Arethcie Franklin. Projekt będzie się nazywał Black Star Aretha, a utwór „You Already Knew” wyprodukowany przez OhNo pozwala twierdzić, że wydawnictwo to może okazać się bombą na koniec 2011-go.
Jennifer Hudson jako Aretha ?
Aretha powróciła z nowym albumem, niestety niedostępnym (jeszcze) dla szerszej publiczności, tym samym udowadniając, że wciąż nie powiedziała ostatniego słowa jeśli chodzi o muzykę. Królowa ma też wiele do powiedzenia w kwestii wyboru aktorki, która ma wcielić się w jej postać w powstającym właśnie jej filmie biograficznym. Jedną z faworytek jest Jennifer Hudson, przygotowująca się obecnie do roli Winnie Mandeli (żony Nelsona Mandeli). Piosenkarka na łamach magazynu Jet oznajmiła, że będzie to dla niej ogromny zaszczyt. Trzymajmy więc kciuki, by Jennifer dane było zaśpiewać „Respect” na srebrnym ekranie.
Nowa płyta Arethy Franklin za dwa dni!

…nie w Polsce oczywiście, i nawet nie do końca w Ameryce, bo póki co będzie można ją kupić jedynie w sieci Wal-Mart, ale kto by się spodziewał? Jeszcze kilka miesięcy temu oczy całego świata zwrócone były w stronę problemów zdrowotnych soulowej divy, a tymczasem zupełnie niespodziewanie dostajemy 38-ty studyjny album piosenkarki, pierwszy od ośmiu lat (nie licząc świątecznego This Christmas, Aretha z 2008 roku). Płyta zatytułowana Aretha: A Woman Falling Out of Love trafi na półki Wal-Martów. Płyta nie zawiera żadnych kolaboracji i została w całości wyprodukowana przez 69-letnią piosenkarkę i jej syna. I właśnie w tym momencie zaczynam się trochę obawiać o zawartość krążka. Wedle słów samej Arethy album ma być jednocześnie klasyczny, jak i współczesny, co da się zrobić (Raphael Saadiq, Mark Ronson, Mayer Hawthorne, R. Kelly), ale nie jest to prosta sprawa. I właśnie w tym celu Franklin powinna była zaprosić wyżej wymienionych panów do współpracy przy tej płycie. Nie chcę jednak krytykować, zanim nie usłyszę materiału, bo być może faktycznie żaden Saadiq wcale nie był jej potrzebny! O kondycji wokalno-muzycznej Arethy będziemy jeszcze informować, a tymczasem po skoku tracklista.
Muzyczne święta… Może w rytmie funky?

Święta. Z czym Wam się kojarzą? Mi z kolejkami, tłoczną kuchnią i przesłodzonymi lub „zgranymi” piosenkami świątecznymi/kolędami. A że to strona o muzyce nie będę pisać ani o tym zatrważającym pędzie rodaków za wszelkimi potrzebnymi/zbędnymi produktami i prezentami. Nie będzie też o przepisie prababci na rybę albo sernik, dzięki któremu goście wieczerzy zostaną u Was w domu na całe święta. Naturalnie będzie o muzyce.
Świąteczna odliczanka: Aretha Franklin „The Christmas Song”

Do tegorocznych świąt Bożego Narodzenia pozostał już tylko tydzień! Tymczasem nasza odliczanka nabiera coraz szybszego tempa i prawdopodobnie nie zwolni aż do samej wigilii! Oczywiście wśród tak szacownego męskiego grona jak Stevie Wonder, Louis Armstrong czy Frank Sinatra, nie mogło zabraknąć pierwszej damy soulu – Arethy Franklin, która jednak niestety trochę mnie zawiodła jeśli chodzi o świąteczne kompozycje, jako że swój pierwszy w karierze świąteczny album wydała dopiero… w tym roku! Krążek „This Christmas, Aretha” niestety z pewnością nie wejdzie już do kanonu świątecznych płyt. Ja zresztą także, w sumie celowo, do naszej odliczanki wybrałem starszą pozycję Arethy – nieśmiertelne „The Christmas Song”, którego nie znajdziecie na nowym albumie. Bo chociaż głos niby ten sam, i aranżacje stylizowane na lata świetności, to jednak nowe kompozycje Franklin nie powalają jak te sprzed lat. Tak jest i w tym przypadku. Posłuchajcie!
Aretha Franklin śpiewa „Touch My Body”

Czasami znajduję na Youtube prawdziwe perełki. Oto żywa legenda soulu, wykonuje cover młodszej koleżanki po fachu. Panie zawsze darzyły się sympatią. Wykonanie „Touch My Body” przez Arethę Franklin na koncercie w Waszyngtonie wczoraj obiegło internet, to odważny krok. Wspaniały głos Arethy doskonale pasowałby do studyjnej wersji utworu z Mariah. Czasami lubię sobie pomarzyć.
Przegląd muzyczny: „Dziennik Bridget Jones”
Właśnie oderwałam się od „Dziennika Bridget Jones”, który bez względu na kiczowatość oglądam kiedy tylko nada go telewizja polska. Nic na to nie poradzę – mam do tego filmu (i do książki) słabość. Oglądając go dziś zachwycałam się fajnie dobraną ścieżką dźwiękową i postanowiłam zrobić mały przegląd hitów, które znalazły się na soudtracku do filmu. Powyżej Gabrielle w przewodnim utworze do filmu „Out Of Reach”. Reszta klipów po skoku.
Beyonce vs legendarne diwy
Mam takie coś do Beyonce: nie przepadam za nią. Nie twierdzę, że nie umie śpiewać, czy że nie jest śliczna. Jest z pewnością bardzo utalentowana i rzutka. Zgadzam się – jest gwiazdą zasłużenie. Jest niestety gwiazdą, która działa mi na nerwy. Szczególnie ostatnio Beyonce wydaje mi się wyjątkowo zarozumiała i bezczelna. Padłam już w lutym tego roku, kiedy na rozdaniu nagród Grammy panna Knowles porwała się na tribute dla wielkich diw soulu. Cała przemowa i napompowany występ, pomimo wszelkich zalet i profesjonalizmu, lekko mnie zniesmaczyły. Końcówka podczas której nasza gwiazdeczka wystąpiła na scenie z Tiną Turner mnie dobiła.
Czy tylko ja uznałam, że Beyonce próbuje nam udowodnić, że jest lepsza od wszystkich jej wielkich poprzedniczek? Ona nie występowała „z” Tiną, ona występowała „jako” jej współczesna wersja. Dowiedzieliśmy się wówczas, że Beyonce może być Tiną Turner. Wiemy, że może być Dianą Ross (vide film „Dreamgirls”). Jak okazało się niedawno może być także Ettą James.
Podczas gali Fashion Rocks Beyonce wykonała utwór „At Last” Etty James przebrana za… Ettę James. Pisząc to jestem w pełni świadoma, że Bee kręci właśnie film zatytułowany „Cadillac Records” w którym wciela się w rolę Etty. Czy to jednak oznacza, że musi występować JAKO ona? Tym bardziej, że moi drodzy ETTA JAMES JESZCZE ŻYJE. Jakby tego było mało, podczas występu Beyonce, ETTA SIEDZIAŁA NA WIDOWNI obserwując jak młoda piosenkarka próbuje przebić jej własną wersję samej siebie. Dziwność. Na domiar złego, w trakcie występu Beyonce złapała Ettę za rękę. Ujęcie tej chwili zbiło mnie z tropu.



