Recenzja: LJ Karwel Niepotrzebne skreślić

Data: 12 listopada 2014 Autor: Komentarzy:

LJ Karwel

Niepotrzebne skreślić (2014)

Alkopoligamia

Mes zaryzykował. Niczym rasowy biznesmen Ten Typ postanowił dać szansę kilku nieprzeciętnym osobowościom zaistnieć w najbardziej niezależnej rapowej wytwórni w Polsce. Lepsze żbiki były tylko rozgrzewką przed solowymi projektami, w których młoda Alko’ będzie miała szansę naprawdę pokazać, ile są warci. Kuba Knap udowodnił, że jest w stanie wydać naprawdę nieprzeciętną płytę, teraz przychodzi na egzamin Karwela. I jak to w końcu z tym LJ’em jest?

Szczerze przyznaję, że nigdy nie byłem fanem Karwela. Przesłuchiwałem to, co udało mi się znaleźć w internecie, sprawdzałem zwrotki na Żbikachgościnne występy i wszędzie czegoś brakowało. Tak jakbyśmy nie do końca mogli się zgrać, zrozumieć. Dlatego nie mogłem doczekać się jego solówki, żeby zweryfikować swoje poglądy. Nerwowe oczekiwanie na odsłuch, pierwszy track i… jest PETARDA. Krzysiek wpada na bit nie jak czołg, ale jak cała brygada pancerna i sieje pogrom od samego początku. Raper przez całą płytę konsekwentnie trzyma swój styl, jest pewny siebie i bezczelny (czasami wręcz zbyt obcesowy), ale jest w końcu to, czego LJ’owi brakowało — charyzma i pewność siebie sprawiają, że słucha się bardzo przyjemnie. Są świetne, przezabawne skity (polska rap gra o nich całkiem zapomniała?), są pijackie kawałki, jest miejsce na mocne refleksje (zarówno dotyczące rodziny, wplecione gdzieś w luźniejsze linijki, jak i spokojniejsze kawałki, a także pojedynki z samym sobą), pomysłowe storytellingi (Karwel podrywany przez podstarzałą sąsiadkę? Rozmowa ze śmiercią?) i genialny, okrutnie klimatyczny numer z Ryfą Ri (niesamowita chemia między artystami to jeden z najmocniejszych momentów bardzo równej płyty). Jeżeli chodzi o występy gościnne Gruby Józek trochę odstaje od Knapa, Fifera czy Mesa.

LJ Karwel nie jest jednak technicznym wymiataczem. Zdecydowanie „nie tańczy sylabami pogo na nartach” jak Ten Typ Mes, nie imponuje wielokrotnymi, nie przyspiesza. Ma na siebie pomysł i to kwestia czasu, kolejnych nagrywek, aby brzmiało to jeszcze lepiej. Pracy wymaga też dykcja — czasami, żeby Karwela dobrze zrozumieć trzeba się porządnie wsłuchać.

Muzycznie jest bardzo dobrze. Samplowane produkcje od raczej mało znanych nazwisk (poza Szogunem, R.A.U, Knapem — Szejd, Grubz, Stendhal Syndrome, Dar-O) sprawdzają się świetnie, zarówno jeżeli chodzi o potężne, bujające intro, przez „Zdolną półkę”, skończywszy na bardziej osobistych utworach i wspomnianym już wyżej klimatycznym utworze z Ryfą — „Twoim hero”. W pamięć zapadają durnowate, szczeniackie wręcz przyśpiewki, które są idealnymi dopełnieniami bitu. Świetny patent na dołożenie swojej cegiełki do muzyki i bardzo dobry sposób na kreowanie własnego stylu. Karwel, który przez całą płytę podśmiewa się z R.A.U.a (będącego producentem wykonawczym płyty) to kolejny z wielu smaczków na tej płycie.

Masz mnie, Krzysiu. Dostałem to, na co czekałem i zaostrzyłeś mi tylko apetyt na kolejne twoje produkcje. Kwestia czasu i odrobiny pracy, a możesz naprawdę namieszać. Alkopoligamia wydała w tym roku trzy płyty, które zdecydowanie różnią się od siebie, a mimo to są bardzo spójne stylowo, światopoglądowo. Niepotrzebne skreślić to naprawdę mocna, przede wszystkim równa płyta i niewątpliwie miłe zaskoczenie.

Komentarze

komentarzy