Recenzja: J. Cole 2014 Forest Hills Drive

Data: 14 grudnia 2014 Autor: Komentarzy:

cover

J. Cole

2014 Forest Hills Drive (2014)

Dreamville/Roc Nation/Columbia

Jestem fanem Jermaine’a Cole’a i mówię to pewnym głosem z podniesioną głową. Jeśli mam sobie przypomnieć od kiedy, na myśl przychodzi mi od razu „Can’t Get Enough” z Triggą. 3 lata później jesteśmy tutaj. Możemy wymienić najbardziej wyróżniające się i wychodzące poza szereg numery: „Nobody’s Perfect” z Missy, „Power Trip” z Miguelem, „Crooked Smile” z refrenem od ChilliT-Boz(!), a także solowe „Work Out”. Jednak rapera z Północnej Karoliny nie powinny definiować tylko te najpopularniejsze utwory. To również szczery facet, z którego twórczością (tą poza singlami) naprawdę warto się zapoznać i wysłuchać co ma do powiedzenia, a wyróżnia go fakt, że bez pardonu pokazuje środkowy palec Hollywood i całej śmietance towarzyskiej, w której nawzajem truje się sobie życia. A jak wygląda jego najnowsze wydawnictwo?

Cole jest doskonałym uczniem i wyznawcą hip-hopu. Rapuje, tworzy i produkuje, z czym dziś, w czasach wyścigu szczurów wśród producentów, można się spotkać rzadko. Jermaine’a otacza także aura autentyczności. Na okładce albumu siedzi na dachu swojego rodzinnego domu, który udało mu się odkupić w tym roku. Tak też się składa, że adres nieruchomości pokrywa się z rokiem wydania krążka i zapewne jest to zabieg celowy. Nad trzynastoma trackami w znacznej części pracował sam raper, jednakże pojawiły się też pozycje wyprodukowane przez Vinylz, niejakiego !llminda czy Willie B. Często można usłyszeć głuchą perkusję i „zamgloną” stopę basową. Sekcje smyczkowe pieszczą uszy po to, by zaraz znienacka pojawił się surowo brzmiący dynamiczny bit i agresywny refren, który od razu przypomina utwór „Get Low” Lil Jona („G.O.M.D.”). Miłe uczucie oraz uśmiech na twarzy sprawia dźwięk saksofonu, bo użycie żywych instrumentów zawsze poprawia brzmienie oraz drastycznie zwiększa poziom endorfiny u melomana. W jednym z utworów można usłyszeć nawet gitarę elektryczną, za to częstym elementem piosenek napisanych przez Cole’a są klawisze. Nietypowe intro („Intro”) jest światłem, które pojawia się otwierając drzwi domu Jermaine’a. Techniczne umiejętności zaprezentowane są w utworach „Fire Squad” (gdzie poruszono temat domniemanego rasizmu — Macklemore z Grammy; boom na Iggy), „A Tale of 2 Citiez” (trapowym numerze, w którym J. mówi o przestępczości i pożądania bogactwa). Autor 2014 Forest Hills Drive nie ma także problemu z rapowaniem o kobietach… Rapowaniem szczerym do bólu. W „No Role Modelz” nie upiecze się żadnej nielojalnej niewiaście… Brutalnie i z niebywałą siłą. Traktujące o relacjach damsko-męskich jest też „Wet Dreamz”, samplujące utwór „Mariya” zespołu Family Circle (od razu wiedziałem, że słyszę tam „Like Father, Like Son” Game’aBusta Rhymesa!), a opowiadające o pierwszym razie artysty. Cole to też taka osoba w rap grze, która potrafi płynnie przejść z rapu w śpiew. Dobrymi przykładami są: melancholijne „St. Tropez” czy doskonały singiel „Apparently” (gdzie adresatami są matka i dziewczyna Jermaine’a, które ten przeprasza za swoją samolubność w dążeniu na szczyt, przez co zaniedbał właśnie najbliższych). Nie można nie wspomnieć o czternastominutowym outro, jakim jest „Note to Self”, które dla mnie brzmi akustycznie, co jest jak najbardziej na plus! Dodając do tego kobiecy chór — słuchacz jest w niebie… Fakt nastąpienia po niecałych czterech minutach serii podziękowań za prace włożone nad płytą? „It don’t matter”. Słucha się dobrze do samego końca, gdzie czeka zabawna niespodzianka.

Krążek ogłoszony niedługo przed swoją premierą, półtora roku po poprzedniku, Born Sinner. Wydawać by się mogło, że otrzymam coś w stylu bardziej mixtape’u, aniżeli pełnoprawnego wydawnictwa. To, co wypływa z moich słuchawek to jednak spójny, ciekawy, czasami przyjemny, a czasami gorzki materiał, nad którego stworzeniem w 90% pracował autor, sam. To bardzo ważne, aby o tym wspominać, bo trzeba być bardzo twardym i zdeterminowanym, a także niezwykle ambitnym, aby praktycznie samodzielnie złożyć album. Album, który będzie szlagierem końcówki bieżącego roku i ważną pozycją w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy, a z pewnością mogę wróżyć taką przyszłość dla najnowszego dzieła reprezentanta Roc Nation. Jestem wdzięczny labelowi Hovy, że zakontraktował Cole’a i daje mu wolną rękę w tworzeniu muzyki, bo są to czyste myśli 29-letniego mężczyzny, nieskażone wymogami wielkich korporacji. Nowy album Jermaine’a Cole’a to spowiedź, którą słychać przez otwarte okno domu przy 2014 Forest Hills Drive w Fayetteville. Zdecydowanie coś, co z każdym kolejnym odsłuchem będzie wydawać się jeszcze lepsze. Cole world.

Komentarze

komentarzy