j. cole

Nowy teledysk: J.I.D feat. J. Cole „Off Deez”

Teledysk JID J Cole Off Deez

Teledysk JID J Cole Off Deez
Świeżo po premierze bardzo ciepło przyjętego przez fanów albumu/mixtape’u DiCaprio 2, największa nadzieja Dreamville, J.I.D prezentuje pierwszy klip promujący wydawnictwo. Wybór padł na jedną z najbardziej szalonych i dynamicznych propozycji, „Off Deez” z bardzo udanym występem gościnnym mentorem artysty, J. Cole’a. Wyreżyserowany przez Cole’a Bennetta klip doskonale oddaje klimat utworu, rzucając widza w wir dynamicznych i ciekawie ogranych kolorystycznie ujęć. Recenzja DiCaprio 2 pojawi się na naszym portalu już niebawem.

Odsłuch: J.I.D DiCaprio 2

Na początku tego tygodnia w sieci pojawił się longplay J.I.D-a zatytułowany DiCaprio 2. Najnowszy album rapera z Atlanty to już jego drugi krążek wydany pod skrzydłami labelu Dreamville Records. Już w singlowych kawałkach członek Spillage Village pokazał, że drzemie w nim ogromny potencjał. W efekcie do naszych rąk trafiła mieszanka różnych stylówek. Miejscami jest nowocześnie, gdzieniegdzie czuć oldschool. Destin Route prezentuje niezwykle szeroki wachlarz umiejętności, a wspierają go przy tym 6LACK, A$AP Ferg, BJ the Chicago Kid, Ella Mai, J. Cole, Joey Bada$$, a nawet Method Man. Jeśli ubiegłoroczne The Never Story przypadło wam do gustu, DiCaprio również powinien.

Wspólny kawałek od J.I.D’a i J. Cole’a

Rok 2018 J.I.D może zaliczyć do udanych. Bo chociaż ubiegłoroczny legalny debiut nie odniósł jakiegoś spektakularnego sukcesu, to już tegoroczna obecność w gronie Freshmanów XXL’a sprawiła, że szybko wypłynął na szersze wody. Jego najnowszy projekt DiCaprio 2 zapowiedziany został na 26 listopada, a promuje go singiel z nie byle kim, bo samym szefem wytwórni Dreamville – J. Colem. Zarówno jeden ,jak i drugi pokazali, że w kwestii szybkiego nawijania mają całkiem sporo do powiedzenia. Pozostaje nam już tylko czekać na odsłuch całego albumu.

Anderson .Paak ujawnia szczegóły Oxnard i nie tylko

Lubicie odkrywać to, co zakryte? Mamy dla was dobrą wiadomość. Anderson .Paak zabrał się ostatnio za odkrywanie pełną parą. Przede wszystkim ujawnił kilka szczegółów odnośnie do nadchodzącego Oxnard. W związku z tym, że do premiery materiału zostało już w zasadzie kilka dni, artysta postanowił podzielić się listą utworów. Co więcej, obok tytułów pojawił się spis gościnnych występów, który wygląda naprawdę imponująco. Dr. Dre, Q Tip i Snoop Dogg to tylko wierzchołek góry lodowej. Kompletny spis utworów znajdziecie pod spodem.

Poza tym, .Paak odkrył również kilka sekretów w najnowszym klipie do „Tints” z Kendrickiem Lamarem. Trzeba przyznać, że numer zyskał ciekawą interpretację. Jeśli chcecie zobaczyć, jak panowie bawią się, gdy nikt nie widzi, zapraszamy do sprawdzenia klipu.

Spis utworów:

1. „The Chase” ft. Kadhja Bonet
2. „Headlow” ft. Norelle
3. „Tints” ft. Kendrick Lamar
4. „Who R U?”
5. „Six Summers”
6. „Saviers Road”
7. „Smile/Petty”
8. „Mansa Musa” ft. Dr. Dre and Cocoa Sarai
9. „Brother’s Keeper” ft. Pusha T
10. „Anywhere” ft. Snoop Dogg, The Last Artful, Dodgr
11. „Trippy” ft. J. Cole
12. „Cheers” ft. Q Tip
13. „Sweet Chick” ft. BJ The Chicago Kid – Bonus Track
14. „Left to Right” – Bonus Track

Anderson .Paak i Kendrick Lamar przyciemniają szyby funkiem

Chyba nie będzie przesadą stwierdzenie, że Oxnard to jeden z najbardziej oczekiwanych obecnie krążków. Anderson .Paak kazał nam długo czekać na nowości, a po ciszy w 2017 roku w końcu zaczął prezentować efekty swojej pracy. Pierwszym singlem z nadchodzącej płyty było „Bubblin”, a teraz doczekaliśmy się prawdziwej bomby w postaci „Tints”. Paak postanowił zaczerpnąć inspiracji z rodzinnej Kalifornii i uraczył nas funkowym i słonecznym trackiem. Do spółki zgarnął Kendricka Lamara, który niejednokrotnie pokazywał, że sprawdza się na tego typu produkcjach.

Kiedy ukaże się następca Malibu? Tego jeszcze nie wiemy, jednak z tygodnia na tydzień w sieci pojawia się coraz więcej informacji na ten temat. O tym, że nad postprodukcją czuwał sam Dr Dre, pisaliśmy już jakiś czas temu. Ponoć przy pracy nad projektem udzielali się również J. Cole oraz Pusha T. Pozostaje nam tylko czekać na ogłoszenie oficjalnej daty premiery, co mamy nadzieję, nastąpi już niebawem.

J. Cole i Bas grają w Plemiona

Słoneczne plemię zaprezentowali nam Bas oraz J. Cole. Gospodarz to raper ze stajni Dreamville, i co najlepsze, jest wspaniałym MC. Kawałek „Tribe” pochodzi z najnowszego albumu Milky Way, który ukazał się 24 sierpnia. Tej premierze towarzyszy również pełen kolorów teledysk nakręcony w dzielnicy Little Haiti w Miami. Jest czym nacieszyć i oko i ucho, bo „Tribe” to doskonały, poprawiający humor numer. Polecamy, bardzo!

Nowy projekt od J. Cole’a już w drodze!

Przez jakiś czas po premierze KOD fani J. Cole’a zastanawiali się, czy tytuł ostatniego kawałka na albumie – „1985 (Intro to „The Fall Off”)” nie jest przypadkiem zapowiedzią pojawienia się kolejnego projektu. Plotki oczywiście dosyć szybko ucichły i wydawało się, że na następny materiał od Jermaine’a przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. Tymczasem, szef Dreamville ogłosił wczoraj na Twitterze, że jest „głodny beatów”, a już kilka godzin później wypuścił nowy numer na dobrze znanym kanale World Star Hip Hop. „Album Of The Year” to freestyle zarapowany na podkładzie z “Oochie Wally” Nasa. Czyżby szykował się powrót mixtape’owego Cola? Mamy nadzieję, że tak!

Recenzja: J. Cole KOD

J. Cole

KOD (2018)

Dwa lata po chłodno przyjętym 4 Your Eyez Only J. Cole ogłosił swój piąty solowy album studyjny KOD. Interpretacje tytułu jako Kids on Drugs, King OverdosedKill Our Demons zapowiadały mroczne wydawnictwo skupione wokół tematyki uzależnień. Fakt, że zostało nagrane w zaledwie dwa tygodnie wzbudzał jednak pewne obawy wobec jakości. W swojej dotychczasowej dyskografii Cole zaprezentował się jako artysta z olbrzymimi możliwościami i jeszcze większymi ograniczeniami, a KOD wydawało się ostatnią szansą na weryfikację jego pozycji na scenie. Czy udało mu się uniknąć wcześniej popełnianych błędów i wykorzystać swój potencjał?

KOD to trzecie podejście lidera Dreamville do tworzenia albumów konceptualnych oraz trzeci raz, kiedy rezygnuje z zapraszania jakichkolwiek gości. W obu tych aspektach słuchaczy czeka jednak duży zawód. Pomysł na płytę, w świetle interpretacji samego Cole’a, jest zrealizowany w dość oszczędny sposób — utwory na ogół traktują na tematy różnych uzależnień i ich wpływu na życie, ale brakuje im spoiwa, określonego celu (oraz, jak się później okazuje, jakiejkolwiek konkluzji). „Intro” na wzór „Blood” Kendricka Lamara (Damn. było inspiracją dla KOD) wprowadza odbiorcę w świat moralnych dylematów, ciągłych pokus i trudnych decyzji, które mają wpływ na całe życie. Obiecujące otwarcie nie znajduje jednak właściwej konsekwencji w następujących po nim utworach. Tytułowe „KOD”, chociaż sprawnie wykorzystuje motyw albumu jako uzasadnienie dla pełnego charyzmy i pewności siebie minimalistycznego hymnu, nie przynosi rozwinięcia formuły. Ta rozluźnia się jeszcze bardziej przy takich propozycjach jak melodyjne „Photograph”, śmiertelnie poważne „Brackets” i kołyszące „Kevin’s Heart”, które bardzo pobieżnie odnoszą się do uzależnienia od mediów społecznościowych, podatków i niesprawiedliwości systemu czy niewierności w związku. Problemem J. Cole’a jest przede wszystkim trudność w żonglowaniu między swoją a innych perspektywą, co prowadzi do wielu uproszczeń i spłycenia istotnych tematów.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że są na KOD propozycje bardzo dobrze zrealizowane, a cały materiał jest znakomicie wyprodukowany. „ATM”, pod względem brzmienia przywodzące na myśl tribe’owe klimaty, to udana obserwacja uzależniania od pieniędzy: But money, it give me a hard-on it’s typical I want it in physical. Osobiste „Once an Addict” (z polskim smaczkiem w postaci sampla z utworu Michała Urbaniaka) to historia pełna krzywdy i beznadziei oraz popis tekściarskich umiejętności rapera. „The Cut Off” i „Friends” podejmują wątek relacji, znajomości i środowiska na dwa różne sposoby, i, mimo że mogą brzmieć trochę jak kazanie, są pełne celnych linijek. To także w tych dwóch utworach pojawia się alter ego Cole’a — Kill Edward (nawiązanie do znienawidzonego ojczyma). Klucz doboru zaledwie dwóch numerów do zaprezentowania tego charakteru jest bardzo nieczytelny, a same jego występy — słabe, żeby nie powiedzieć irytujące. Uwydatniają też wielki problem Cole’a z tworzeniem znośnych refrenów. Na próżno szukać na KOD jakości pokroju „No Role Modelz”. Zamiast tego raper stawia na parodiującą trapowe trendy powtarzalność lub ciężkostrawne melodie, jak w “Photograph”, które aż błaga o chociaż jednego gościa.

Mimo wielu problemów, z którymi boryka się J. Cole, uczciwie trzeba powiedzieć, że KOD jest jego najlepiej zarapowaną płytą. Różnorodne flow, sporo energii i techniczne podejście sprawiają, że zarzucana mu często zdolność do usypiania odbiorcy znika, a to znacznie pomaga utrzymać koncentrację przez całą długość albumu. Wisienką na torcie w tym aspekcie jest naturalnie „1985 (Intro to the Fall Off)”, w którym raper mierzy się z minimalistycznym i ortodoksyjnym podkładem, wychodząc z tego starcia zwycięsko. Efektem jest jeden z najciekawszych i najbardziej hip-hopowych numerów w tym roku oraz pierwszy od lat impuls do międzypokoleniowej dyskusji w branży.

Potencjał bez dopracowania. Problem bez rozwiązania. To najsprawiedliwsze, co można powiedzieć o KOD. Całościowo sprawia zasadniczo dobre wrażenie, ale zawsze pojawia się jakieś “ale”. Wydaje się, że po 10 latach na scenie, tych “ale” jest stanowczo za dużo, a Cole, jeśli chce dalej okupować jej top wraz z dwoma kolegami z Kalifornii i Kanady, powinien krytycznie spojrzeć na swoje własne dokonania. Jest przecież o co zawalczyć, bo gdzieś pod grubą warstwą niedociągnięć i niedoskonałości kryje się nieprzeciętny talent.

#FridayRoundup: J. Cole, Noon, The Trp, Flirtini i inni

Jak co piątek podajemy wam na tacy odsłuchy ciekawych premier płytowych, a dziś, wbrew pozorom jest ich całkiem sporo — począwszy od zapowiedzianego w ostatniej chwili krążka J. Cole’a, przez debiutancki longplay tajemniczego bytu na scenie alt R&B — The Trp, nowe propozycje ze stajni Asfaltu, aż po powroty weteranów — Myi i Dela.


KOD

J. Cole

Dreamville, Inc.

OPIS— Adrian

J. Cole, obok Kendricka Lamara i Drake’a, zajmuje chlubne miejsce na podium amerykańskiej sceny hip-hopowej od czasu kiedy ni stąd, ni zowąd wypuścił pierwszorzędne Forest Hills Drive 2014. Kontynuacją tego zawrotnego sukcesu, miało być 4 Your Eyez Only, które, chociaż zawierało kilka niezwykle mocnych propozycji, było naznaczone również kilkoma chybionymi pomysłami. Jak widać, J. Cole bardzo wierzy w taktykę „surprise release”, gdyż zapowiedziane zaledwie kilka dni temu KOD już dziś trafiło do fanów. Poza oszałamiająco dobrą i nawiązującą do „Opowieści wigilijnej” okładki i tracklisty (12 utworów), niewiele wiadomo na temat nowego materiału rapera. Tematyka ma dotyczyć uzależnień i narkotyków, a jedynym gościem na albumie jest alter ego autora, czyli kill Edwards. Czy Cole ma szansę wrócić na szczyt i wzbudzić podobną ekscytację co 4 lata temu? Mam taką nadzieję — Adrian


Algorytm

Noon

Asfalt

Na jego surowym i niepowtarzalnym stylu dorastają kolejne pokolenia producentów. Mikołaj Bugajak, znany jako Noon, po dłuższej przerwie (10 lat!) wreszcie powraca z solowym materiałem. Sam muzyk o braku aktywności mówi w ten sposób: „wieloletnia praca nad własnym stylem okazała się praktyczną medytacją, a co najważniejsze — akceptacją niedoskonałości”. Algorytm ma być zamknięciem trylogii epek producenta. Poprzedzają go Pewne sekwencje oraz Dziwne dźwięki i niepojęte czyny. Wydawnictwo ma składać się z czterech utworów. Trudno tu mówić o „jedynie” czterech kawałkach, bo większość z nich długością odbiega od standardowych „radiowych” numerów (większość z nich trwa niemalże dziewięć minut). Po zapowiedziach w postaci „Rian” oraz „Phantom Power” można było spodziewać się rozbudowanych kompozycji oraz braku nudy jeśli chodzi o samo brzmienie. Trudno tu doszukać się owych wspominanych niedoskonałości.— Polazofia


Soak

The Trp

The Trp

Singlowym poczynaniom tajemniczego altsoulowego bytu The Trp przyglądamy się z uwagą już od miesiący — dziś rzecz nabrała wreszcie bardziej oficjalnego kształtu dzięki premierze debiutanckiego krążka Soak. To w sumie pół godziny muzyki rozłożone na 11 kompaktowych kompozycji oscylujących od minimalistycznego neo-soulu w stylu ostatniego albumu Franka Oceana, przez formalne zabawy z UK bassem aż po powykręcane R&B w klimacie zeszłorocznego albumu Dirty Projectors. To zdecydowanie pozycja, z którą powinniście się zapoznać.— Kurtek


Heartbreaks & Promises Vol. 4

Flirtini

Asfalt

Czwarta już część niezawodnej kompilacji Heartbreaks & Promises już dzisiaj ląduje w naszych głośnikach. Duet Flirtini (Ment XXL i Jedynak) przygotowali w ramach najnowszego wydawnictwa 16 utworów, nad którymi pracowało ponad 30 osób. Świetne single, na których pojawili się Rosalie., Ras, Jarecki, Ten Typ Mes, Sonar i PlanBe zwiastują naprawdę mocną porcję letniaków. Z woluminu no wolumin poziom rośnie w kosmicznym tempie, ogromny w tym udział topu polskich producentów, gdzie za każdy kawałek odpowiada ktoś inny. Soulection ma naprawdę godną konkurencję.— Richie Nixon


Illmatic: Live From the Kennedy Center

Nas

Mass Appeal Records

„…One was „nah,” the other was Illmatic, That’s a one-hot-album-every-10-year average”. W ten sposób przed laty na legendarnym „Takeover” Jay-Z podsumowywał karierę kolegi po fachu. I choć można się spierać, ile klasycznych albumów znajduje się na koncie Nasa, to co do tego, że Illmatic to jego najważniejsze dzieło, nikt nie ma żadnych wątpliwości. Po 24 latach od premiery raper wypuszcza wersję koncertową krążka, zrealizowaną z udziałem National Symphony Orchestra w The Kennedy Center w Waszyngtonie. Co prawda sam koncert miał miejsce w 2014 roku, jednak fanów Nasira z pewnością ucieszy, że będą mogli usłyszeć magnum opus legendarnego MC również w wydaniu symfonicznym.— Mateusz


Gate 13

Del the Funky Homosapien & Amp Live

l.o.t. Records

Del the Funky Homosapien barwny weteran rapowej sceny pomimo prawie 30 lat na scenie nadal daje z siebie wszystko i nadal brzmi kreatywnie i witalnie. Na wyprodukowanym przez AmpLive’a krążku Gate 13, jego pierwszym długogrającym albumie od pośpiesznego Iller Than Most z początku 2014 roku, tryska energią i wabi humorem. To stary dobry Del z bardzo konserwatywnym produkcyjnym anturażem — Amp Live mota się tu trochę między boombapową konserwą a ostrożnymi eksperymentami z oldschoolowymi syntezatorami, co nie powinno jednak nadto przeszkodzić zagorzałym fanom Dela w pozytywnym odbiorze krążka.— Kurtek


Stargate Music

Ras G & The Afrikan Space Program

Leaving Records

Jeśli chilloutowy instrumentalny hip-hop z eksperymentalną żyłką to wasza działka, koniecznie wsiadajcie na pokład Stargate Music sygnowanego przez Rasa G i jego Afrikan Space Program. To zaledwie pół godziny pokopanych elektrosoulowych bitów zupełnie naturalnie łamiących jakiekolwiek bariery gatunkowe.— Kurtek


TKO (The Knock Out)

Mýa

Planet 9 / MGM

Wierzcie lub nie, ale Mýa jest obecna na scenie już 20 lat i wciąż trzyma się świetnie na pozycji liderki zmysłowego, lekko oldschoolowego r&b. TKO (The Knock Out) jest ósmym albumem w bogatej dyskografii artystki. Wydawnictwo celebruje dwie dekady upływające od debiutu piosenkarki, czyli krążka Mýa, którego premiera miała miejsce dokładnie 21 kwietnia 1998 roku. Na płycie możemy spodziewać się kontynuacji stylistyki utrzymanej na ostatnim krążku, czyli nominowanym do Grammy Smoove Jones. Już sama okładka nawiązuje do estetyki poprzednika. Panna Harrison serwuje nam dwanaście kompozycji, w tym duet z GoldLinkiem i jak możemy się domyślać po singlowych „Ready for Whatever”, „Ready, Part II” czy „You Got Me”, artystka przygotowała solidny zestaw bedroomowych utworów, mocno przesiąkniętych brzmieniem soula i r&b lat dziewięćdziesiątych. — Pat


Primal Heart

Kimbra

Warner Bros.

Kimbra otwiera przed słuchaczami serce, pokazując że ma w nim miejsce dla całej palety barw i nastrojów. Prawdopodobnie też bardziej niż kiedykolwiek wcześniej zbliża się do naszych, miskowych klimatów, wciąż jednak mocno tkwiąc w popie. Na trzecim albumie Nowozelandki znajdziemy jak zwykle mnóstwo różnorodności (lub jak kto woli — udziwnień): od sophisti-popowych ballad przez hymniczne plemienne utwory do łzawych neo-soulowych fragmentów, przywołujących na myśl zeszłoroczne dokonania Mosesa Sumneya. Wśród producentów między innymi Skrillex czy wieloletni współpracownik St. Vincent John Cogletone.— Maja Danilenko


Not for Sale

Smoke DZA

Babygrande

Przed tygodniem Smoke DZA wypuścił kolejną część swojej serii Ringside, a teraz atakuje szóstym longplayem zatytułowanym Not For Sale. Jak twierdzi sam raper, zależało mu na tym, by na najnowszym albumie zmieścić wszystko to, co go inspiruje. Mowa oczywiście o złotej erze rapu oraz R&B, można więc spodziewać się utworów utrzymanych w klasycznych klimatach. Ciekawie prezentuje się lista gości, wśród których są Joey Bada$$, Ty Dolla $ign, DRAM, Dom Kennedy czy Coz. Ciekawe co reprezentant Harlemu zgotował tym razem?— Mateusz


Eyio EP

Ibibio Sound Machine

Merge

Współczesny londyński big band Ibibio Sound Machine zaserwował nam dzisiaj suplement do ich zeszłorocznego drugiego longplaya Uyai. To jeszcze więcej ich sygnaturowej ultraprzebojowej mieszanki futurystycznego afrobeatu i funktroniki. W czterech nowych utworach ukazują cztery zupełnie różne odsłony własnej muzyki.— Kurtek


Metamorphosis

Uniatowski

Agora S.A.

Długo wyczekiwana, również przez samego artystę, płyta Metamorphosis zawiera trzynaście nastrojowych kompozycji, które Uniatowski stworzył na przełomie kilku lat. Utwory zostały napisane głównie w języku angielskim, a po polsku usłyszymy zaledwie pięć kawałków, w tym poznane wcześniej „Każdemu wolno kochać” oraz ostatni singiel „Honolulu”. Całość płyty, zgodnie z zapowiedzią, utrzymana jest w jazzowo-popowym klimacie, z elementami soulu i bossa nowy. Nic dziwnego, bo Sławek lubuje się w jazzie i porusza się po nim niezwykle swobodnie, a jego seria występów Tribute to Frank Sinatra zyskała niemały rozgłos. Tytuł albumu nie oznacza wcale metamorfozy fizycznej, o której tabloidy rozpisywały się od jakiegoś czasu, lecz dorastanie muzyczne, przemianę w dojrzałego artystę. Zatem posłuchajcie jak na przełomie wielu lat zmieniał się muzycznie Sławek. — Forrel


J. Cole ujawnia szczegóły K.O.D.

J. Cole kontynuuje błyskawiczną promocję nadchodzącego krążka K.O.D. Dzień po tym, jak w sieci pojawiła się informacja o dacie premiery, raper ujawnił kolejne szczegóły dotyczące albumu. Wśród nich jest okładka opatrzona napisem „this album is in no way intended to glorify addiction”, co jasno sygnalizuje motyw przewodni. Tracklista zawiera 12 pozycji, a w dwóch utworach gościnnie pojawi się Kill Edward. W związku z tym, że wcześniejsze zapowiedzi wskazywały na brak gości, to czujni fani doszukują się w tej ksywce alter ego Jermaine’a. Czy te domysły są słuszne? Dowiemy się już jutro! Pod spodem znajdziecie pełną listę utworów.

Spis utworów
1. Intro
2. K.O.D.
3. Photograph
4. The Cut Off ft. Kill Edward
5. ATM
6. Motives
7. Kevin’s Heart
8. BRACKETS
9. Once An Addict (Interlude)
10. FRIENDS ft. Kill Edward
11. Window Pain (Outro)
12. 1985 (Intro To The Fall Off)

Nowy album J. Cole’a już w piątek!

Forma wydawania albumów z zaskoczenia w ostatnich latach znacząco zyskała na popularności. Chyba najbardziej polubił ją J. Cole, ponieważ w sieci pojawiła się informacja, że jego nowy krążek ukaże się już w ten piątek! Newsa potwierdził sam artysta, ujawniając przy okazji tytuł K.O.D. Według jednego z dziennikarzy uczestniczących w listening party, skrót ma trzy znaczenia – Kidz On Drugz, King Overdose oraz Kill Our Demonz. Płyta to ponoć 10-12 utworów, jak można się było spodziewać, bez gościnnych zwrotek. To wszystko, co wiadomo na dziś. Czekamy na piątek!

Nowy teledysk: Royce Da 5’9 ft. J. Cole „Boblo Boat”

Wśród pozycji ujawnionej w ubiegłym tygodniu tracklisty Book of Ryan, chyba najwięcej oczekiwań fani żywią wobec utworu z jedynym gościem na albumie, czyli J. Colem. Jermaine jeszcze jakiś czas temu zapowiadał porzucenie gościnnych występów, tymczasem nie dość, że dorzucił szesnastkę do „Boblo Boat”, to jeszcze wziął się za realizację teledysku. Panowie zabierają słuchaczy w nostalgiczną podróż w oparciu o sampel z utworu Michała Urbaniaka „A Day in the Park”. Siódmy longplay Royce’a ukaże się na sklepowych półkach już 4 maja.

Nowy utwór: J. Cole „High for Hours”

j-cole-high-for-hours

J. Cole zrobił niespodziankę z okazji dnia Martina Luthera Kinga. Kilkanaście godzin temu wypuścił nowy kawałek „High for Hours”. To spokojny track na mocno neo-soulowym bicie z kilkoma celnymi socjologicznymi komentarzami w związku z końcem kadencji Baracka Obamy. W ostatnich sekundach też daje do zrozumienia, że chyba możemy się spodziewać drugiej części. Całkiem przyjemne i do przemyślenia.

Recenzja: J. Cole 4 Your Eyez Only

j-cole-4-your-eyez-only

J. Cole

4 Your Eyez Only (2016)

Dreamville

Informacja o nowej płycie J. Cole’a pojawiła się zupełnie niespodziewanie, a newsy o dwóch singlach, które wyszły na kilka dni przed nią rozgrzały dużą część hip-hopowej publiczności na całym świecie. Trzeba sobie jednak uczciwie powiedzieć, że na kolejnym krążku artysty niewiele jest nowości i dostaliśmy od niego właściwie to, czego można było się spodziewać.

4 Your Eyez Only to w pewnym sensie powtórka z rozrywki, czyli nawijki dobrego chłopaka, który po prostu opowiada o swojej drodze życiowej, a do tego trochę tradycyjnego, nieco trueschoolowego brzmienia połączonego z bardziej nowoczesną produkcją. Nie mam nic przeciwko takim rozwiązaniom, a w wydaniu J. Cole’a — szczególnie słychać to na nowej płycie — brzmią całkiem dobrze. Tym razem jednak Cole postanowił pójść nieco dalej i w produkcji zdecydował się na użycie żywych instrumentów, więc chciałoby się powiedzieć, że zyskała ona więcej przestrzeni, stała się bardziej wielowymiarowa, ale niestety pomysł nie został należycie wykorzystany. Pojawiają się między innymi żywy bas, rhodesy, gitara. Warto zwrócić też uwagę na porywającą grę smyczków, ale ogólnie można by zrealizować to bardziej wyraziście i pomysłowo. Ogólnie bity są miłe dla ucha, bujają, ale gdyby umieszczono tu część numerów z Forest Hills Drive, nikt nie zauważyłby specjalnej różnicy.

Tekstowo również nie usłyszymy od Cole’a niczego ponadprzeciętnego. Krążek jest co prawda albumem koncepcyjnym opowiadającym pewną historię i to w samo w sobie jest ciekawe, ale w oderwaniu od tego pomysłu dostajemy zestaw idealnie sformatowany pod słuchaczy „prawdziwego” hip-hopu, jak z menu w muzycznej restauracji. Przerzucasz strony na „Hip-Hop”, wybierasz „Teksty”, by ostatecznie delektować się nawijkami o tym, że prawdziwi czarni nigdy nie umierają, że czasami trzeba uciec od zgiełku i pobyć samemu, mentalnym dorastaniu i oczywiście standardowo o rozterkach damsko-męskich. Puść J. Cole’a, a jeśli pragniesz wersów z przekazem dla chłopaków, dostaniesz to, czego chcesz. Zatem mimo tego, że jest tu pewna myśl przewodnia, równie dobrze mogłoby jej nie być. Nie twierdzę, że jego teksty nie są wartościowe czy źle nawinięte, wręcz przeciwnie — jak trzeba, słychać werwę, emocje, ważne treści, ale jak na kogoś kto jest uważany za zbawiciela współczesnego rapu i kontynuatora tradycji A Tribe Called Qeust czy De La Soul, nie jest to nic, czego nie słyszeliśmy na płytach podobnych wykonawców. W pewnym sensie nowością jest to, że artystyczny arsenał Cole’a w większym stopniu został wzbogacony o partie śpiewane. Nie są może specjalnie porywające, ale wychodzą całkiem przyzwoicie jak choćby w otwierającym „From Whom the Bell Tolls”. Koniec końców 4 Your Eyez Only to przyjemna płyta, która po prostu zaznacza, że J. Cole wciąż jest obecny na scenie i robi swoje.

Odsłuch nowego albumu J Cole’a trafił do sieci

J Cole powrócił z nowym albumem. Przez cały zeszły tydzień od momentu ujawnienia informacji o tym wydawnictwie oraz dwóch singli (które na album ostatecznie nie trafiły), zdawało się, że wszyscy wokół zastanawiali się tylko w jakim stopniu Jermaine obraził kilka znanych muzycznych postaci i czy nowe dzieło przebije niesamowity wręcz sukces wydanego w 2014 roku albumu 2014 Forest Hill Drive. Tymczasem słuchając 4 Your Eyez Only, da się wyczuć, że raper zrobił po prostu kolejny krok do przodu, wydając prawdopodobnie najbardziej spójny i dopracowany album w swojej dotychczasowej karierze. Cała otoczka oraz to, co przyniosą w sumie nikomu niepotrzebne statystyki, zdaje się pozostać gdzieś na drugim planie. Czuć, że tutaj liczą się przede wszystkim słowa i muzyka. Przekonajcie się zresztą sami.

J. Cole ujawnia tracklistę 4 Your Eyez Only

600x600bb

Na Twitterze wytwórni J. Cole’a Dreamville pojawiła się tracklista do 4 Your Eyez Only. Wychodzi na to, że album będzie jeszcze krótszy niż Forest Hills Drive, bo pojawi się na nim zaledwie dziesięć piosenek i znowu będzie bez gościnnych udziałów. Przy takiej formule poprzedniemu krążkowi udało się osiągnąć podwójną platynę, więc jest spora szansa, że i tym razem też tak będzie. Przypominamy, że premiera już w piątek.

1. „For Whom The Bell Tolls”
2. „Immortal”
3. „Deja Vu”
4. „Ville Mentality”
5. „She’s Mine Pt. 1”
6. „Change”
7. „Neighbors”
8. „Foldin Clothes”
9. „She’s Mine Pt. 2”
10. „4 Your Eyez Only”

cy9hgevxaaatk7e

J. Cole prezentuje dwa numery z 4 Your Eyez Only

j-cole-false-prophets-eyez-2016

Jak informowaliśmy, w piątek J. Cole wyda czwarty krążek 4 Your Eyez Only, który raper zdążył już wesprzeć filmem dokumentalnym. Nie to jednak sprawiło, że o płycie w mediach zrobiło się głośno, a dwa nowe numery „False Prophets” i „Everybody Dies (Everybody Gotta Die)”, w których posypały się punchline’y na rapowy światem. Oberwało się Kanyemu Westowi, Wale’owi, a także prawdopodobnie Drake’owi i Lil Yachty’emu. Ostatni z nich zdążył już zareagować, mówiąc, że nie słucha J. Cole’a, tego numeru posłuchał i nie jest pewien, czy chodzi o niego, ale i tak ma to gdzieś. W „False Prophets” Cole rapuje — “I hate these rappers, especially the amateur-eight-week rappers / Lil Whatever, just another short-bus rapper / Fake drug dealers turned tour-bus trappers / Napoleon complex, you this-tall rappers / Get exposed standing next to 6’4″ rappers”. Na odpowiedź Wale’a nie trzeba było długo czekać. Wczoraj raper udostępnił numer „Groundhog’s Day”, w którym odnosi się w nim do swojej depresji, myśli samobójczych i stosunkach z Cole’m, ostatecznie dziękując mu za inspirację i po części przyznając rację. Posłuchajcie nowego Cole’a poniżej.


Zajrzyj za kulisy powstawania nowego albumu J Cole’a w dokumencie zatytułowanym Eyez

To już jest pewne. Dokładnie za tydzień, a konkretnie 9 grudnia poznamy następcę rewelacyjnego Forrest Hill Drive, czyli kolejny album od J Cole’a zatytułowany 4 Your Eyez Only. Aby lepiej zrozumieć przekaz zawarty na tym wydawnictwie oraz wprowadzić się nieco w klimat tego, co ma nadjeść, artysta wypuścił właśnie dokument zatytułowany Eyez, na którym zajrzeć możemy za kulisy powstawania albumu oraz posłuchać tego, co do powiedzenia na jego temat ma sam raper. Od razu da się zauważyć, że w powstawaniu krążka brała udział duża ilość instrumentalistów dogrywających swoje partie do nowych utworów. Jedno jest więc pewne, muzycznie szykuje się dopracowane i dopieszczone dzieło. Dokument dostępny za pośrednictwem Tidala, sprawdzić możecie poniżej.

Nowy album J. Cole’a w przyszłym tygodniu?

Pamiętacie jak dwa lata temu J. Cole wyskoczył znienacka z nowym albumem 2014 Forest Hills Drive i narobił tak dużo zamieszania, że bez żadnych gości zdołał osiągnąć podwójną platynę w stanach? Wygląda na to, że będzie powtórka z rozrywki… Na iTunes pojawił się album 4 Your Eyez Only w przedsprzedaży. 10 pozycji na trackliście bez żadnych singli czy podpisów widnieje w internecie wraz z datą wydania 9 grudnia 2016. Jeżeli Jermaine naprawdę wyda ten krążek i dołoży swoją cegiełkę do dyskografii w 2016 roku, okaże się że był to rok niezwykle udany pod względem muzyki. Czekamy na to!

PS A jeśli nie widzieliście jeszcze dokumentu z ostatniego koncertu trasy Forest Hills Drive Tour w rodzinnym mieście Cole’a i po tym nie słuchaliście live albumu z tegoż właśnie występu, żałujcie i nadróbcie tę zaległość jak najprędzej!

Nowy teledysk: J. Cole „Love Yourz”

j-cole-ly

Cole wydał wczoraj album koncertowy. Wcześniej w tym miesiącu premierę miał również dokument HBO. Tym wydarzeniom towarzyszy publikacja klipu do utworu „Love Yourz”, pochodzącego ze świetnego krążka 2014 Forest Hills Drive. W klipie ujrzymy ujęcia z backstage’u, z występu oraz ekipy Dreamville. Naszym oczom nie umknie postać Pushy czy No I.D.. Muzyka z albumu Forest Hills Drive Live została nagrana podczas ostatniego koncertu na trasie pod tym samym tytułem.

Cole do publiczności ze swojego rodzinnego miasta mówił: “2-6, Fayetteville, Fayettenam, I fu**in’ love ya’ll. This been some legendary shit”.