Wydarzenia

j. cole

Nowy utwór: J. Cole „Cole Summer”

J. Cole jest ostatnimi czasy bardzo hojny dla swoich fanów. Po tym jak w sieci niezły szum zrobił jego wspólny track z Miguelem, artysta dzieli się ze słuchaczami kolejnym utworem z nadchodzącego krążka pt. Born Sinner. Kawałek zatytułowany „Cole Summer” to niesamowicie szczere wersy oraz soulowy bit, w którym możemy usłyszeć zmanipulowane przez Cole’a fragmenty utworu Lauryn Hill „Nothing Even Matters”. Raper jak zwykle w swoich tekstach bez ogródek opowiada ciekawe, pełne szczerości i prawdy historie — warto zatem wsłuchać się w detale i poczekać na ten magiczny moment, gdy zapala się w głowie lampka i zdajemy sobie sprawę z tych wszystkich podwójnych i potrójnych rymów. Przechodząc do warstwy muzycznej być może nie jest aż tak zaskakująco i dobrze, ale wielbiciele brzmienia Cole’a z pewnością będą usatysfakcjonowani. Sprawdzajcie nowy track i dajcie znać jak Wam podchodzi. Born Sinner na sklepowych półkach już od 25 czerwca.

Nowy teledysk: J. Cole feat. Miguel „Power Trip”

jcole

J. Cole częstuje nas nowym klipem do piosenki „Power Trip” nagranej wspólnie z Miguelem. Ponury klip to mroczna historia z morderstwem w tle. Wrażliwe fanki Pimentela powinny przygotować sobie kilka chusteczek. Przypominamy jednak, że to tylko ruchomy obrazek, a nie rzeczywistość. Jestem pewna, że Miguel ma się dobrze, jest cały i zdrowy. Mglisty numer promuje drugą płytę J. Cole’a, zatytułowaną Born Sinner, która ukaże światło dzienne 25 czerwca.

J. Cole featuring Miguel

Nowy singiel i epka od J Cole’a


J Cole przygotowuje się do powrotu z nowym albumem i jeśli tym razem obejdzie się bez telenoweli z dogrywaniem zwrotki przez Jaya-Z, to Born Sinner trafi pod nasze strzechy jeszcze w pierwszej połowie 2013. Jermaine dał na w tym tygodniu dwa powody, dla których warto będzie wpisać jego album na listę najbardziej oczekiwanych premier tego roku. Pierwszym z nich wypuszczona do sieci darmowa epka z pięcioma premierowymi utworami od rapera. Link do ściągania Truly Yours EP znajdziecie pod niusem, tymczasem przedstawię świeżutki powód drugi. Jest nim pierwszy oficjalny singiel z nadchodzącego albumu z udzielającym się gościnnie Miguelem. Zarówno singiel jak i EP nie zwiastują żadnych rewolucji w muzyce J Cole’a, ale są przynajmniej gwarancją poziomu jego debiutanckiego krążka.

DOWNLOAD EPKI

Nowy teledysk: Melanie Fiona „This Time” ft. J. Cole

Po trochę niezrozumianym teledysku „Watch Me Work” Melanie prezentuje pełną klasę w najnowszym singlu. „This Time” to piosenka nagrana wspólnie z J. Colem, wyprodukowana przez No I.D.. Reżyserem tego ruchomego obrazka w którym zobaczymy m.in. piosenkarkę na wielkim zegarze lub przy fioletowym samochodzie jest Colin Tilley. Oglądajcie!

Nowy teledysk: J Cole feat. Missy Elliott „Nobody’s Perfect”


„Nobody’s Perfect” jest bodajże piątym numerem z debiutanckiego albumu J Cole’a, który doczekał się teledysku. Utwór ten jest poświęcony mniej więcej tej samej tematyce co prawie cały album, czyli opowieści o odniesieniu sukcesu i relacjom damsko-męskim. Nie pamiętałbym tego numeru za dobrze, gdyby nie gościnny udział Missy Elliott. Jest to chyba pierwszy od kilku ładnych lat teledysk, w którym pojawia się ta zapomniana, a niegdyś przecież ważna na scenie, raperka.

Tracklista nowego albumu Melanie Fiony

Tym razem Melanie postawiła zdecydowanie na facetów. Aż czterech raperów i jeden piosenkarz współpracowali z wokalistką nad płytą The MF Life. Kogo możemy się spodziewać? Samej śmietanki muzycznej. Uprzedzałam, lista jest długa: J. Cole, NaS (bardzo mnie to cieszy), B.o.B. (dawno niewidziany i niesłyszany), John Legend (!) oraz T-Pain, na szczęście tylko na bonusie. Ostatnio nie można się uwolnić od jego hitu „5 O’clock”, który zremiksował z singlem Mel i stąd utwór „6 AM”. Poniżej pełna lista.

1. “This Time” feat. J. Cole
2. “4 AM”
3. “Break Down These Walls”
4. “I Been That Girl”
5. “Wrong Side of a Love Song”
6. “Running” feat. Nas
7. “Change the Record” feat. B.o.B
8. “Gone and Never Coming Back”
9. “Bones”
10. “Watch Me Work”
11. “Can’t Say”
12. “L.O.V.E.” feat. John Legend
Bonus: “6 AM” feat. T-Pain

Recenzja: J. Cole Cole World: The Sideline Story

J. Cole

Cole World: The Sideline Story (2010)

Roc Nation / Columbia / Sony Music

Beanie Sigel, Freeway, Memphis Bleek, Kanye West… każdy bardziej ogarnięty słuchacz rapu jednym tchem wymieni listę raperów, którym Jay-Z otworzył furtkę do kariery. Jego Roc-A-Fella Records jeszcze dziesięć lat temu było najbardziej imponującym rapowym imperium na rynku. Dzisiaj logo ROC jest już jedynie nic nie znaczącym nadrukiem na kolejnych solowych albumach Kanyego – jedynego z wymienionych, który w pełni wykorzystał swoją szansę.

Właśnie dzięki temu w zeszłym roku razem z Jay’em wydał album „Watch the Throne”, którego to tytuł zresztą nikogo nie dziwi. Być może jednak za jakiś czas Hova będzie musiał dzielić tron z kimś jeszcze. Jednym z potencjalnych kandydatów jest młody zdolny J. Cole, który to nakładem Roc Nation (czytaj: Roc-A-Fella 2.0) wydał niedawno swój debiut Cole World: The Sideline Story.

Tytułowa historia nie jest szczególnie wyjątkowa. Powiela raczej rapowe schematy od opowieści o tym, jakie to szczęście, że Jay podpisał mu kontrakt, przez przechwałki o tym, jak dopiął swego i znalazł się na szczycie, po główny motyw płyty, jakim są kobiety. Ale tym, co wypada na krążku najlepiej są momenty, kiedy pomiędzy typowymi przechwałkami samca alfa (a jest ich tutaj trochę) Cole pokazuje odważniejsze, znacznie bardziej wymowne w kwestiach damsko-męskich, oblicze.

W „Lost Ones”, storytellingu o niechcianej ciąży (opowiedzianym z perspektywy chłopaka i dziewczyny), J. Cole przyjmuje bardzo przekonującą rolę błądzącego, skorego do łez, niepewnego siebie, podejmującego decyzje pod wpływem emocji, cholernie ludzkiego gościa. Ale to nie wszystko – Cole jest perfekcyjny technicznie i może poza momentami, kiedy manierą wokalną niebezpiecznie zbliża się do Kanyego Westa, nie mam mu niczego do zarzucenia. Tak jak West na początku kariery był świetnym świetnym producentem z zadatkami na przyzwoitego rapera, tak tutaj jest zupełnie odwrotnie.

Porównanie nie przysparza większych problemów, bowiem Jermaine prawie cały materiał wyprodukował samodzielnie. I chociaż jakość bitów pozostawia trochę do życzenia: czasem perkusja zdaje się trochę nie kleić z resztą podkładu, innym razem włos jeży naśladownictwo timbalandowych syntetyków. Można jednak zauważyć w jakich klimatach raper czuje sie najlepiej, a są to skromne klawiszowo-perkusyjne klasyki.

Fakty są takie, że nie ma obecnie wielu tak zdolnych raperów, którzy byliby przy okazji aż tak wszechstronnym producentami. I nawet jeśli Cole World: The Sideline Story stanowi układankę elementów, które już kiedyś gdzieś słyszeliśmy, to paradoksalnie podwyższa to wartość tego materiału. W zalewie niezliczonych debiutantów prześcigających się w tym, który będzie miał więcej „swagu”, śpiewanych numerów, nowoczesnych bitów, Jermaine sprowadza nas na ziemię i zaprasza do doskonale znanego rapowego świata klasycznych rymów i bitów pełnych młodzieńczej iskry, a nie trueschoolowych żalów o tym, ze cztery elementy hip hopu straciły dziś na znaczeniu.

Nowy teledysk: Beyonce Feat. J.Cole „Party”

przechwytywanie

Nowy dzień, nowy klip od Beyonce! Nie, no dobra, aż tak to może nie jest. Ale musicie przyznać, że królowa nas nie zaniedbuje. Kolejny klip do kawałka z czwórki miejscami wygląda podobnie do obrazka „Why Don’t You Love Me”. Ale ćśśś! Cieszmy się tym, co mamy. A co właściwie mamy? Mamy na przykład J. Cole’a na miejsce Andre 3000. Czy to dobrze, czy źle, oceńcie sami. Mamy też niezwykle seksowną młodszą siostrzyczkę. Tylko nie skupiajcie się na wyłapywaniu Solange, macie przecież napisać nam, czy klip przypadł Wam do gustu!

Oto Kendrick Lamar

kndrk

Myśmy już pisali o Kendricku Lamarze w ciągu ostatnich tygodni w kontekście różnorakich kolaboracji. Mam jednak wrażenie, że zostało źle założone, że Kendrick jest powszechnie znany, bo to przecież tegosezonowe odkrycie. Ja jak na razie jestem daleki od zachwytów, ale myślę, że nawet pomimo tej wstępnej obiekcji, coś jest na rzeczy. Czy faktycznie? Przekonamy się w przyszłym roku, kiedy światło dzienne ma ujrzeć jego pełnoprawny debiut, roboczo zatytułowany Good Kid in a Mad City. Ale do rzeczy. W telegraficznym skrócie Kendrick Lamar to dzieciak, któremu przyśnił się Tupac Shakur, który przekonał go, że ma dalej rapować i nie pozwolić muzyce umrzeć. No więc dzieciak się przejął i nagrał całkiem zgrabny półalbum-półmikstejp (nawet nie pytajcie…) Section.80, który ku zachwytom publiki i krytyki wydano na początku wakacji. Jednym z jaśniejszych punktów wydawnictwa był jedyny jak do tej pory singiel, wyprodukowany przez J. Cole’a (jaki ten świat mały) „HiiiPoWeR”. W ramach zajawki, poniżej do odsłuchu tenże numer. Słychać Tupacowe wpływy?

Nowy utwór: J. Cole feat. Jay-Z „Mr. Nice Watch”

j-cole-and-jay-z

Sprawdźcie najnowszy numer J Cole’a – jednego z najbardziej obiecujących debiutantów 2011 roku. W utworze „Mr. Nice Watch” możemy usłyszeć gościnną zwrotkę Jaya-Z. Zgadza się – to jest właśnie ta słynna zwrotka, na którą Cole tak czekał i czekał, a słuchacze powoli przestawali wierzyć, że młody mc spełni swoje marzenie, jakim było mieć gościnny występ Hovy na swoim pierwszym krążku. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło – wyszedł świetny kawałek, zwrotka Jaya okazała się być wartą zachodu, a cały album Cole World: The Sideline Story na sto procent trafi do sklepów 27 września.