Recenzja: Joey Bada$$ B4.Da.$$

Data: 19 lutego 2015 Autor: Komentarzy:

Joey_Badass_B4.Da.$$

Joey Bada$$

B4.Da.$$ (2015)

Cinematic Music Group / Pro Era / Relentless / RED

Wiek w rapie to kwestia poruszana nadzwyczaj często, zazwyczaj w odniesieniu do weteranów i ich przejścia na muzyczną emeryturę. Jednakże nie mniej frapujące zagadnienie dotyczy artystycznej inicjacji, wejścia z legalnym materiałem, wbicia się w główny nurt. Kiedy jest na to najlepszy moment? Odpowiedź jest oczywiście niejednoznaczna. Patrząc w przeszłość, raperzy startowali ze swoimi debiutami w różnym wieku. Nas poruszył rapowy świat, wypuszczając Illmatica w wieku 20 lat, Jay-Z wydał klasyczny Reasonable Doubt mając w metryce 26 lat, natomiast Kendrick Lamar puszczając w obieg good kid, m.A.A.d city krótko po przekroczeniu potocznej „ćwiartki”. Historia zna, również skrajne przypadki, jak Special Ed, który zadebiutował swoim Youngest in Charge, będąc jeszcze nieopierzonym, szesnastoletnim młokosem, czy Percee P, który czekał na swoje legalne wydawnictwo Perseverance prawie do swoich czterdziestych urodzin. Widać zatem, że nie ma gotowego przepisu na idealny moment startu w rapgrze.

Joey Bada$$ zyskał szerszy rozgłos w 2012 roku, gdy w internecie pojawił się mixtape zatytułowany 1999. Wiele muzycznych portali, takich jak Complex, Versed czy HipHopDX, umieściło go w rocznych podsumowaniach, przypinając mu etykietkę jednego z najlepszych nielegali wydanych w 2012 roku. Wielu krytyków pozytywnie odniosło się do klimatu płyty nawiązującego do złotej ery rapu i boom bapu z lat 90.. Pomogła w temu selekcja beatów. To głównie dzięki oldschoolowym produkcjom hiphopowych luminarzy pokroju J Dilli, MF Dooma czy Lorda Finesse’a, 1999 brzmiał jak taśma, którą ktoś znalazł w swojej piwnicy, na zakurzonej półce, wciśniętą gdzieś między winyl Lyricists Lounge a kasetę The Infamous HavocaProdigy’ego. Mixtape ten pomógł także w przedstawieniu szerszemu gronu odbiorców kolektyw Pro Era, którego nieformalnym liderem stał się właśnie Joey. Na 1999 słuchacze mogli usłyszeć jego ziomków z Brooklynu, między innymi CJ Fly’a oraz nieodżałowanego Capital STEEZa, który wsparł Badassa w kapitalnym „Survival Tactics”.

Po średnio przyjętej epce Summer Knights nowojorczyk zajął się koncertowaniem i pracą nad pierwszym oficjalnym albumem przewrotnie zatytułowanym B4.Da.$$. Na efekt pracy fani musieli poczekać do stycznia 2015 roku, kiedy to na półkach sklepowych (nie w piwnicy) pojawiło się długo wyczekiwane wydawnictwo, wspierane wydawniczo przez label Cinematic Music Group, który w swojej stajni posiada takie nazwiska jak Big K.R.I.T., Mick Jenkins czy Smoke DZA.

Joey to MC o relatywnie statycznym flow. Na B4.Da.$$ nie zostaniemy uraczeni spektakularnymi zwolnieniami, przyśpieszeniami czy wersami wypluwanymi niczym z CKM-a. Nie o to też tutaj chodzi. Pomimo widocznych ograniczeń w nawijce progres reprezentanta Pro Ery jest widoczny. Jego głos stał się bardziej szorstki i agresywny, co słychać chociażby w singlowym „Christ Conscious”. Nie unika również lekko podśpiewanych wstawek. Tego typu eksperymentowanie z flow zauważyć można było już na albumie Kieszy, gdzie Joey gościnnie udzielał się w utworze „Bad Thing”. Na swojej solówce Badass podobny zabieg uskutecznia w wyprodukowanym przez DJ-a Premiera, „Paper Trail$”.

Na B4.Da.$$ zaangażowana została pokaźna liczba bitmejkerów. Do kamratów z ekipy Pro Era, Kirka KnightaChucka Strangersa, dołączyli między innymi znani i zasłużeni producenci — Statik Selektah, legendarny DJ Premier oraz skład The Roots wspomagani z zaświatów przez Jay Dee. Poza nimi w czołówce producenckiej znalazły się mniej znane postaci jak Lee Bannon, Freddie JoachimBasquiat (chyba czas na wymyślenie innego pseudonimu, bo Google będzie ignorować). To właśnie właściciel niefortunnego aliasu sieknął prawdopodobnie najlepszy beat na płycie. Jego produkcja dla „Christ Conscious” to boom bap w najczystszym wydaniu. Dorównują jej jedynie Premierowy „Paper Trail$ oraz „Big Dusty” Kirka Knighta. Album jest dobrze wyważony pod względem muzycznym. Obok cięższych podkładów znajdują się tu produkcje bardziej odprężające, jak „Like Me” okraszone spokojnym śpiewem BJ the Chicago Kida oraz „O.C.B” będące owocem kooperacji Samiyama i nowoorleańskiego bandu The Soul Rebels.

Negatywne doświadczenia życiowe dwudziestoletniego Joeyego – smierć Capital STEEZa i kuzyna Juniora B – mają swoje odbicie w warstwie tekstowej. Mimo młodego wieku, Bada$$ wykazuje się zdecydowanie doroślejszym podejściem do otaczającego świata niż chociażby jego rówieśnicy z Rae Sremmund. „Hazeus View” to wyłaniający się z siwego dymu lament młodego człowieka, poszukującego istoty stwórczej. Natomiast w „On and On” Joey prezentuje podobne podejście do śmierci, co Big K.R.I.T. na „Saturdays = Celebration” — liczą się dobre wspomnienia, nie ma czasu na płacz, życie toczy się dalej. Na płycie nie brakuje, również typowej dla nowojorskiej sceny, braggi. Przykład? Wcześniej wspomniany „Christ Conscious”. Przechwałki sięgają zenitu, gdy Badass w dwóch wersach rzuca trzy nawiązania do Micheal Jacksona — „Tell these haters beat it, can’t Jackson thriller; I’m the nigga that you see when you’re in the mirror”. W trakcie freestyle’owej bitwy na pewno kilku zrobiłoby dwukropek i v.

B4.Da.$$ nie jest na pewno albumem, który dołączy do panteonu najwybitniejszych albumów gatunku. Wielu kawałkom brakuje tzw. repeat value. Osobiście poza kawałkami „Christ Conscious”, ”Paper Trail$”, „Big Dusty”, „Hazeus View” oraz „O.C.B” nie wracam do reszty, a minął dopiero miesiąc od premiery. Jednak z drugiej strony, nie można powiedzieć, że na B4.Da.$$ znajduje się masa filerów. To miano przypisałbym jedynie utworowi „Belly of the Beast”, który powstał, aby podkreślić jamajskie korzenie nowojorskiego rapera. Niestety kawałek ciągnie się w nieskończoność, a śpiewowi Chronixxa brakuje polotu. Do klimatu albumu nijak nie pasuje „Teach Me”, na szczęście jest doczepione do pełnoprawnego wydawnictwa jedynie jako bonus. Posunięcie to można więc jakoś wytłumaczyć, aczkolwiek taki popowy Joey niekoniecznie jest już taki badass. Featuringów nie ma wielu, prócz wcześniej wymienionych, godnymi uwagi są te autorstwa piosenkarza-rapera Raury’ego oraz Action Bronsona. Raury swoją szczerą zwrotką na „Escape 120” udowadnia, że jest jednym z ciekawszych głosów młodego pokolenia, natomiast Bronsolini w „Run Up on Ya” (de facto bonusowym) zapodaje wersy w swoim stylu, o tym jak to najpiękniejsze panienki kochają rudego grubasa.

Paper Trail$ Joey nawinął: „Before the money, there was love; but before the money, it was tough”, nasuwa się zatem pytanie, co stanie się, gdy już te pieniądze przyjdą? Sprzedaż w okolicach 50 tysięcy kopii w pierwszym tygodniu to nie mistrzostwo świata, szczególnie jeśli porówna się ją do półmilionowego wyczynu najnowszego mixtape’u Drake’a. Jednakże biorąc pod uwagę realia zdigitalizowanego świata, to wynik przyzwoity dla artysty tworzącego rap daleki od obecnych muzycznych trendów. Mimo że B4.Da.$$ to nie współczesny Illmatic, Joeyowi należą się propsy. Jest grupa słuchaczy, którzy nadal jarają się klimatem wschodniego wybrzeża lat 90. i chociażby dla nich albumy jak ten powinny powstawać. Kariera młodego nowojorskiego rapera tak naprawdę dopiero się zaczęła, a na klasyk przyjdzie czas.

Komentarze

komentarzy