„R&B ma przed sobą jeszcze bardzo długą drogę do powrotu na szczyty list przebojów” — Tinashe dla soulbowl.pl

Data: 14 marca 2015 Autor: Komentarzy:

11034176_882133461809213_2247237506638426804_n

Ostatnio mieliśmy szansę (jako jedyni) porozmawiać z Tinashe, dlatego też we wtorek, 10 marca, w berlińskim klubie Frannz, usiedliśmy po koncercie na kanapie i chwilę pogawędziliśmy.

Jednym z owoców rozmowy jest fakt, że występ w Polsce jest prawie nieunikniony, bo Tinashe wraz z ekipą chcą odwiedzić nasz kraj. I chociaż przy okazji obecnej trasy to raczej niemożliwe, przy następnej możemy się spodziewać wizyty piękności spod znaku wodnika.

W latach 90-tych, gdy R&B się kształtowało, mieliśmy Prince’a, Michaela czy Janet. Dziś zalewa nas fala zrekonstruowanego, przebudowanego gatunku. Ty, The Weeknd, James Blake, FKA Twigs, How To Dress Well czy Frank Ocean, który według wielu ludzi wynalazł ten nurt na nowo, to tylko kilka nazwisk, dzięki którym „nasza” muzyka wraca w łaski mainstreamu. Co o tym sądzisz?

Bardzo się cieszę, że napłynęło tyle nowych artystów zajmujących się muzyką R&B, ale faktycznie ten gatunek ma przed sobą jeszcze bardzo długą drogę do powrotu na szczyty list przebojów. Przede wszystkim uważam, że Top 40 Billboardu powinno obejmować więcej numerów i więcej artystów R&B, chociażby dlatego, że jest to gatunek, który jest uwielbiany przez ludzi od czasu swojego powstania. Chciałabym być częścią tego procesu.

Na świecie jest bardzo wiele młodych artystów, którzy nie rozwijają swojego talentu. Często powodem jest to, że ludzie wokół nich wątpią. Jakiej rady udzieliłabyś tym aspirującym artystom, jako młoda kobieta, która osiągnęła sukces?

Myślę, że powinni iść za głosem swojej intuicji i serca, a także podążać swoją, osobną ścieżką i nie słuchać tego, co wszyscy dookoła mają do powiedzenia, gdyż każdy tak naprawdę przejmuje się tylko swoimi sprawami i swoimi celami. Warto więc pozostać w zgodzie ze sobą i być szczerym w swojej twórczości. Wówczas istnieje spora szansa na sukces i spełnienie marzeń.

Jakie to uczucie mieć świadomość, że kochają Cię (twoją osobowość i muzykę) miliony ludzi na całym globie. Wiem, że w Twoim przypadku droga do tego momentu była bardzo długa, lecz teraz twoja kariera „eksplodowała”, a za tym idzie też masa miłości od naprawdę wielu ludzi na całym świecie, zwłaszcza tutaj, w Europie. Jak to jest?

To niesamowite! Wiesz, trochę to zajęło, pracowałam na to całe życie tak naprawdę, więc to iście „koronujące” widzieć, jak wszystko zaczęło się dla mnie układać w tak pozytywny i piękny sposób. To świetne uczucie, dzięki któremu patrzę na swoją karierę z pokorą i przede wszystkim jest to bardzo ekscytujące, co daje mega dużo energii do dalszego działania.

Mimo wszystko pozostałaś prawdziwa, szczera. W dzisiejszych czasach mamy do czynienia głównie z czystymi produktami wielkich wytwórni płytowych. Dzięki temu idzie szybko wyłapać perełki, które zasługują na specjalną uwagę. W dzisiejszych czasach to sztuka, pozostać sobą pomimo osiągnięcia sukcesu.

Wydaje mi się, że to tak samo jak z tymi młodymi artystami. Należy wierzyć swojemu instynktowi. Ja zawsze chcę tworzyć muzykę taką, jakiej chciałabym słuchać. Z produktami wytwórni masz rację. Ja staram się pozostać sobą oraz żyć bardzo przyziemnie. Mam doskonałą rodzinę i bardzo dobrą ekipę, które wspierają moje podejście artystyczne oraz wizję materiału, który chcę stworzyć. Jest to bardzo pomocne w utrzymaniu poczucia własnej wartości.

W dzień premiery Aquarius pojawiłaś się w programie Swaya, gdzie zostałaś zapytana przez niego o to, czego chciałabyś się dowiedzieć od Alicii Keys. Powiedziałaś wówczas, że ciekawa jesteś, czym dla Alicii jest sukces oraz jak ona go definiuje, w kontekście premiery debiutanckiego krążka. Czy uzyskałaś odpowiedź na to pytanie?

Właśnie, do dziś tej odpowiedzi nie otrzymałam, a nadal chciałabym się tego dowiedzieć! (śmiech)

Podaj pięciu najlepszych twoim zdaniem raperów.

Kanye, Jay… hmm, kto numerem trzy…

Może Schoolboy?

Kocham Schoolboya, jest jednym z moich ulubionych, więc tak, to trzecia pozycja. Dalej postawiłabym Drake’a, on musi być w tym zestawieniu. Ale Drake, nie Dr. Dre (śmiech). Kto piątką?

Może poeta Kendrick?

Fakt, Kendrick jest świetny… nieźle.

Ulubiona piosenka Michaela Jacksona?

She’s Out of My Life.

Dziękujemy za rozmowę.

Komentarze

komentarzy